środa, 19 lipca 2017

Manhole #1

Komary to naprawdę irytujące stworzenia. Nie dość, że bzyczą i rozpraszają to jeszcze gryzą, co potem niemiłosiernie swędzi. Osoby siedzące w medycynie i biologii powiedzą, że najgorsze w tych owadach jest to, że przenoszą różne groźne choroby. Cóż, bohaterowie „Manhole” coś o tym wiedzą…
Podczas spokojnego, zimowego wieczoru na ulicy pojawia się nagi, mocno pokiereszowany mężczyzna. Wpadając na  nie spodziewającego się niczego złego Japończyka zostaje odepchnięty i na skutek uderzenia oraz wcześniejszych obrażeń umiera. Sekcja zwłok wykazała, że posiadał w sobie nowy gatunek pasożyta zwanego filarią, który może w łatwy sposób być przenoszony przez komary. Czy jednak na pewno znalazł się on w nim przypadkowo?
Po znakomitym „Prophecy” tego samego autora oczekiwałem wiele – może nawet zbyt wiele, bo „Manhole” to po prostu solidny, wciągający kryminał. Fakt, fabuła do najbardziej skomplikowanych nie należy i przy odrobinie logicznego myślenia łatwo możemy się domyśleć rozwiązania całej zagadki, poza tym dość szybko dowiadujemy się, kto jest sprawcą całego zamieszania, lecz nie przeszkadza to w czerpaniu radości z lektury. Przez większą część tomu autor stawia na rozrywkę, a nie poważniejsze elementy, co sprawia, że komiks jest idealną lekturą na wieczór po ciężkim dniu. Pozycja jest poza tym bardzo mroczna, co sprawia, że na wielu portalach otrzymała tag „horror” – mnie osobiście takie połączenie kryminału z odrobiną dreszczyku nie przeszkadza i moim zdaniem dodaje mandze smaczku.
Teraz przejdę do wad – najpoważniejszym zastrzeżeniem, jakie kieruję w stronę komiksu jest brak zaangażowania autora. Wydaje mi się, że chciał po prostu stworzyć prostą mangę, która trafi do raczej szerokiej grupy odbiorców i sprzeda się jak najlepiej. Nie widać tu nawet odrobiny tego absolutnego zaangażowania i emocji autora, które wręcz przepełniały „Prophecy”. Kolejnym minusem jest brak konsekwencji – sam Tetsuya zauważył chyba, że potraktował nieco po macoszemu swoją historię i próbował później dodać kilka  poważniejszych wątków i muszę przyznać, że wcale nie głupich. Jednak przy gore i mrocznym kryminale, którym w pierwotnym założeniu miał być komiks, te elementy wydały mi się totalnie nie pasować do reszty mangi i zamiast ją odratować, po prostu się zmarnowały. Gdyby od początku pan autor planował uczynić z historii coś więcej niż tylko sensacyjną opowieść z dreszczykiem dla masowego odbiorcy, tej niekonsekwencji nie byłoby i miałyby one sens.
Nie jest to jednak na pewno komiks zły. Trochę w nim niedociągnięć, jednak trzeba mu przyznać, że jako rozrywka sprawdza się bardzo dobrze. Odpowiednia doza dramatyzmu w połączeniu z nieco utartymi, ale ciągle sprawdzającymi się motywami to sprawdzona mieszanka i jeśli nie oczekujemy czegoś głębszego niż po prostu ciekawej, przyjemnej (o ile historię w której ludzie umierają w męczarniach z powodu straszliwych pasożytów niszczących ich od środka można tak nazwać) opowieści. Ma swoje wady, ale jeśli nasze wymagania nie są szczególnie wygórowane, raczej się szczególnie nie zawiedziemy.
Bohaterowie są… różni. Główny protagonista, policjant zwany Mizoguchi, to dość realistyczna, prosta postać z którą mimo wszystko łatwo nam się utożsamić. Właściwie nie wyróżnia go nic szczególnego, ot, typowy, zwykły mężczyzna. Ma chwilę słabości oraz momenty, w których bardziej kieruje nim impuls niż zdrowy rozsądek. To bohater bardzo naturalny i przy tym bardzo dobrze wykreowany – bez niepotrzebnych udziwnień, najzwyczajniejszy facet, którego można spotkać idąc ulicą . Dodaje  to historii nieco autentyczności i muszę przyznać, że właśnie jego prostota (która, całe szczęście, nie graniczy z nijakością) sprawiła, że ostatecznie go polubiłem i ciekawy jestem jego dalszych losów.
Z kolei jego asystentka, Inoue, to kreatura, którą chętnie ukatrupiłbym gołymi rękami (szczerze mówiąc do ostatniej strony miałem nadzieję, że autor celowo stworzył ją aż tak irytującą, żeby pod koniec uczynić z niej pokarm dla pasożytów). Skądś już ją znam – obrażalskie dziewczę z wiecznymi pretensjami, wprowadzające mimikę odrazy na zupełnie nowy poziom po zobaczeniu kilkunastu worków śmieci, a przy tym nieludzko chamskie. Skutecznie potrafiła zatruć mi przyjemność  czytania w paru momentach i nie mogę znaleźć powodu, dla którego autor, potrafiący stworzyć ciekawego, niegłupiego bohatera zafundował czytelnikom tak denerwujące dziewczę. Momentami ma przebłyski jakiejś tam względnej mądrości i raz czy dwa wpadła na jakiś pomysł, który mógłby świadczyć o jej głęboko zakopanej gdzieś inteligencji, ale ja chyba za taką inteligencję podziękuję i w dalszym ciągu będę uważał, że to wprost idealny pokarm dla pasożytów tudzież innych kreatur.
Protagoniści odhaczeni, teraz czas na Tego Złego – jego dokładnej tożsamości zdradzić Wam nie mogę bo będzie, że spoiler, powiem tylko, że on również prezentuje się dosyć miałko. To typowy szaleniec, któremu przyświeca konkretna, radykalna idea. Jego motywy są jasne i wyraźne, on sam kieruje się swoimi szalonymi poglądami i w zasadzie nie wzbudził we mnie żadnych konkretnych uczuć. Ot, kolejny złodupiec omamiony swoim straszliwym pomysłem, skądś już to znam. Jego kreacja z jakiegoś powodu, może i właśnie tej powtarzalności, jest zupełnie nieprzekonująca i nie ma w niej jakiejkolwiek grozy.
W recenzji „Prophecy” rozpływałem się nad szczegółową, dokładną kreską. Tutaj widzimy, że ten styl Tsutsui opanował dopiero z czasem. W „Manhole” mamy rysunki również realistyczne, ale o wiele mniej szczegółowe i zdecydowanie bardziej uproszczone. Dominuje tutaj czerń, mam wrażenie, że momentami w celu zamaskowania wad anatomicznych i niedoróbek – trzeba też wspomnieć, że w „Prophecy” nie było jej prawie wcale. Ma to wszystko swój styl i nad paroma kadrami można zawiesić oko, ale nie jest to jeszcze styl do końca wyrobiony. Przestanę jednak krytykować, w końcu od stworzenia tej mangi do „Prophecy” minęło siedem lat, więc oczywistym jest, że nie jest ona tak samo doskonała pod kątem rysunku. Poza tym całość prezentuje się naprawdę nieźle – rysunki potrafią być klimatyczne, rastry używane są umiejętnie i tylko tam, gdzie są niezbędne. Do minusów natury innej niż brak doświadczenia artysty można zaliczyć lenistwo – pojawiają się tu bowiem kadry, w których bohaterowie są rysowani zupełnie symbolicznie i składają się dosłownie z kilku rozmazanych kresek. Właśnie takie momenty przywodzą mi na myśl po prostu szkic, którego autor zapomniał poprawić. Generalnie jest jednak dobrze – jak na, z tego co wiem, drugi komiks pana Tsutsui wygląda to naprawdę porządnie.
O ile na wydania Studia JG zazwyczaj nie narzekam, tak tutaj mam parę zarzutów. Nowa drukarnia, z której usług korzysta to wydawnictwo, ma brzydką tendencję do robienia „łupieżu” na czerniach i czarnych kropeczek na białych planszach. Niekiedy też tusz był odrobinę rozmazany – cóż, JG wyraźnie nie ma szczęścia do drukarni. Obwoluta cała jest lakierowana – trochę szkoda, bo skrycie liczyłem na matową z lakierem wybranym, ale rozumiem, że wydawnictwo chciało aby wydanie prezentowało się podobnie jak to „Prophecy”. Tłumaczenie jest z kolei dobre – nie ocenię niestety zgodności z oryginałem, ale czyta się to wszystko bardzo przyjemnie, wypowiedzi bohaterów napisane są prostym i żywym językiem.

Podsumowując, po „Manhole” ostatecznie warto sięgnąć – to dobry, rozrywkowy komiks sensacyjny, który może nam naprawdę się spodobać jeśli nie nastawimy się na zbyt wiele. Jako pozycja, która ma nas odstresować po ciężkim dniu manga jest idealna – przymykając oko na niektóre wady otrzymamy po prostu przyjemny kryminał z dreszczykiem. Ja odrobinę się zawiodłem – może dlatego, że czytając cały czas w głowie miałem rewelacyjne „Prophecy”, które z recenzowaną tu mangą nie sposób porównywać – ale jeśli potrzebujecie przyjemnego czytadła w formie komiksu będziecie raczej zadowoleni.

Autor: Tetsuya Tsutsui 
Gatunek: kryminał, horror
Wydawnictwo polskie: Studio JG
Wydawnictwo japońskie: Square Enix

Ocena główna: 7/10
Fabuła: 7/10
Bohaterowie: 6/10
Grafika: 7/10

4 komentarze:

  1. A więc z "Prophecy" nie ma co się równać, w sumie można się było tego spodziewać po dość sporo wcześniejszej mandze. Na razie skupię się na nadrobieniu paru pilniejszych dla mnie tytułów, ale myślę, że i na "Manhole" przyjdzie jeszcze czas. Mam tylko nadzieję, że jakoś uda mi się znieść obecność tej całej asystentki. ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. To może sięgnę po Prophecy, skoro wszyscy tak chwalą :P

    OdpowiedzUsuń
  3. powiem, że ciekawie została pozycja opisana, aż sama myślę by po mnią sięgnąć.
    super.
    kurczaki nawet nie sądziłam, że są takie fajowskie mangi.
    pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Z Tsutsuim miałam do czyniania tylko w przypadku "Resetu" i muszę powiedzieć, że żałuję, że właśnie resetu zrobić nie mogę, ponieważ ta manga nie zachęciła mnie do dalszego zgłębiania twórczości autora. "Manhole" spogląda na mnie kaprawym okiem z półki, jednak wiem, że za prędko nie zabiorę się za jego ocenę... Ale po Twojej recenzji nabrałam troszkę nadziei, że nie będzie aż takie złe, jak wcześniej wspomniana jednotomówka. :3

    OdpowiedzUsuń