poniedziałek, 17 kwietnia 2017

Oblubienica Czarnoksiężnika #1


Skrzydlate, nagie wróżki, zamieniająca się w fokę bogini porządków domowych, koleś z bawolą czaszką zamiast głowy. Smoki stające się drzewami, gadające koty oraz kartki papieru zamieniające się w bliżej nieokreślone stworzenia. Gdzie my właściwie jesteśmy? Czy to już naprawdę koniec wszechświata? Nie powiedziałbym, jest to bowiem uniwersum mangi… obyczajowej, czyli „Oblubienicy czarnoksiężnika”!
Chise Hatori, pomimo młodego wieku, ma zapewne ciekawsze życie niż niejedna czytająca to osoba. Dziewczyna bowiem widzi wróżki i inne magiczne stworzenia, których dostrzegać nie powinna. Jakby tego było mało, w wieku 15 lat zostaje sprzedana na aukcji za naprawdę grube pieniądze panu, który zamiast głowy wybrał dużo praktyczniejsze rozwiązanie – bawolą czaszkę. Owy jegomość na początku ogłasza, że ta stanie się jego uczennicą oraz później… żoną.
Zapewne większość z was to wie, ale ostatecznie muszę to napisać – „Oblubienica…” to nie parodia tanich hentajów ani efekt dziwacznych fetyszy autorki, tylko bardzo ciepła historia obyczajowa utrzymana w klimatach fantasy , która zdecydowanie nie jest tym, czym mogłaby się  wydawać na pierwszy rzut oka. Zacznijmy od plusów mangi – klimat. Autorka, jak widać, bardzo dokładnie i szczegółowo zgłębiła temat fantasy i użyła tu najróżniejszych stworów z folkloru i legend, między innymi wspomnianą wyżej boginię porządków domowych. To świat, w którym w wysokich górach żyją ukryte głęboko smoki, spacerując po lesie możemy natrafić na krainę wróżek, a magia umożliwia naprawdę wiele, na przykład teleportację.  Atmosfera starych mitów i wierzeń daje tu niesamowity efekt i pozwala jeszcze lepiej wczuć się w historię. Pod tym względem „Oblubienica…” może spokojnie rywalizować z nawet najbardziej znanymi klasykami fantasy.
Należy wspomnieć również o tym, że mangę czyta się świetnie. Może nie jest ona mistrzostwem jeśli chodzi o fabułę, ale to jeden ze zdecydowanie najprzyjemniejszych, niezobowiązujących komiksów, z jakimi miałem do czynienia. To idealna lektura na wiosenne popołudnie, wraz z imbirowymi żelkami i herbatką. Nie ma tu głębokich dramatów i rozważań nad sensem ludzkiej egzystencji – jest przyjemna historia, która toczy się powoli i nie wymaga szczególnego skupienia, zaś stanowi świetną wręcz rozrywkę i odpoczynek.
Tutaj jednak zaczynają się schody, bowiem należy wspomnieć również o paru minusach. Między innymi fabuła – w pierwszym tomie  nie mamy nawet wskazówki, jak wyglądać będzie wątek główny. Cały tomik składa się z paru luźno powiązanych ze sobą historyjek dotyczących życia Chise i Eliasa (bo tak nazywa się owy pan z krowią czaszką zamiast głowy). Owszem, są one klimatyczne i biorą w nich udział naprawdę ciekawe postacie, ale przynajmniej dla mnie jest to trochę za mało i nie nazwałbym tego do końca fabułą. Książka lub manga powinna chociaż w minimalnym stopniu wciągać, a tutaj, na skutek konstrukcji historii zaczyna ona dość szybko nudzić. Teoretycznie można by jednak powiedzieć, że pierwszy tom to dopiero wstęp do całości i powinien zawierać przedstawienie bohaterów i uniwersum, a nie konkretne wydarzenia – też prawda, ale historyjki w „Oblubienicy…” nawet nie spełniają tej funkcji – po przeczytaniu całości większość moich informacji na temat bohaterów pochodziła z dwóch pierwszych rozdziałów, które jako jedyne nie były – tutaj muszę niestety użyć tego słowa, chociaż wydaje mi się, że ma ono odrobinę zbyt negatywny wydźwięk – zapychaczami. Bo jak inaczej nazwać opowiastki, które nie wnoszą nic do historii, a zajmują połowę tomu?
Trochę pomarudziłem, to teraz czas przejść do kolejnych zalet komiksu. Bohaterowie są skonstruowani naprawdę świetnie. Chise jest zupełnie inną postacią, niż mogłaby się wydawać, po pierwsze – myśli logicznie. Nie oszukujmy się, sytuacja jest beznadziejna, została ona  sprzedana na aukcji osobie, o której nie wie nic. Ona jednak, zamiast rozpaczać, stara się wytrzymać, bo co innego może zrobić? Widzi też, że nie ma sensu fochać się na Eliasa, bo logicznie rzecz biorąc miała ogromne szczęście, że trafiła na kogoś w miarę normalnego (pomińmy już tę krowią czaszkę…) a nie kogoś, kto chce ją wykorzystać albo użyć do pracy. Poza tym, co by jej to dało? Widać też, że facet się stara zapewnić jej normalne warunki do życia, co Chise docenia. Jak miło wreszcie trafić na główną bohaterkę, która nie pasuje  ani do schematu typowej tsundere, ani biednej pokrzywdzonej przez los bohaterki z tak zwaną dephesją. Owszem, dziewczyna ma w życiu pod górkę, jednak nie użala się nad sobą i stara się dalej normalnie funkcjonować. Jest skonstruowana bardzo realistycznie, posiada dość zrównoważony, spokojny charakter – śmiało mogę stwierdzić, że pani Kore Yamazaki ta kreacja niezwykle się udała. Z różnych Lemurillowych źródeł dowiedziałem się, że ludziom potrzeba „ogarniętej” bohaterki shojo i chociaż „Oblubienica…” shojo na pewno nie jest (swoją drogą bardzo trudno komiks ten przydzielić do jakiejkolwiek kategorii), to  bohaterka ogarnięta jest wyjątkowo. (dałbym tu „XD” ale to ma być poważna recenzja .-.)
Elias to bohater niezwykle tajemniczy. Wydaje się mieć dobre serce, bardzo dobrze opiekuje się Chise i o nią dba, aczkolwiek z szeptów między kadrami i krążących pogłosek możemy wywnioskować, że jednak najświętszy to on nie jest. Ma on bowiem bardzo wielu wrogów i nie krąży o nim zbyt dobra opinia publiczna. Poza tym, mimo wszelkich niepewności, Chise w końcu mu ufa – facet ewidentnie chce dla niej dobrze i pomaga jej w trudnych sytuacjach. Jego kreacja nieco przypomina mi Bestię z „Pięknej i Bestii”, wydaje mi się, że mógł być tą postacią inspirowany – różni się on z kolei mroczniejszą przyszłością i charakterem, aczkolwiek możliwe, że jego pierwotna wizja opierała się właśnie na tym bohaterze.
Teraz czas na kreskę, czyli coś, co w mandze szczególnie mnie urzekło. Owszem, momentami mignie nam jakaś mocno skrzywiona twarz lub ręka zagięta pod nieco dziwnym kątem, lecz trzeba autorce przyznać, że w komiks włożyła ogromną ilość pracy. Idealnie oddane tła, krajobrazy, miejsca – wszystko to wygląda nie dość, że niezwykle realistycznie to jeszcze ma w sobie coś w rodzaju specyficznej magii… Nietypowe, dynamiczne kadrowanie oraz nakładane z wyczuciem rastry sprawdzają się w intensywniejszych akcjach, z kolei pieczołowicie rysowane tła oraz prosty układ kadrów są idealne w spokojniejszych momentach. Należy również pochwalić barwne projekty postaci (nie tylko tych ludzkich), które świetnie pasują do ich charakterów a poza tym są stworzone z niezwykłym wyczuciem, nie przesadzone ale również nie nudne. Jedyne, do czego mogę się przyczepić to anatomia, która w niektórych momentach  mocno kuleje, tak samo jak pojawiające się czasami bardzo dziwne zabawy perspektywą.
Mangę w Polsce wydało Studio JG. Jak zwykle w przypadku tego wydawnictwa wszystko dostaliśmy w najwyższej jakości (co jak co, ale JG mangi wydaje pierwszorzędnie) – obwoluta z lakierem wybranym, biały papier, czarne czernie, świetne, żywe a zarazem naturalne tłumaczenie oraz solidne klejenie. Za to wszystko przychodzi nam zapłacić nieco więcej, niż zwykle, bo 23 złote, ale jeśli manga jest dobra i dobrze wydana, to raczej zakupu nie pożałujemy.
Podsumowując, „Oblubienica…” to bardzo przyjemna, niezobowiązująca historia obyczajowa, której dziejąca się w niespiesznym tempie akcja przypadnie do gustu miłośnikom spokojniejszych komiksów. Trzeba też przyznać, że relacja Chise i Eliasa ma potencjał i jeśli całość zostanie odpowiednio rozegrana, manga może okazać się prawdziwym hitem. Owszem, posiada ona parę luk fabularnych i niedociągnięć, ale w ostatecznym rozrachunku można przymknąć na to oko - jeszcze Elias się dowie, że mamy coś do mangi o nim, a wtedy będzie nieciekawie…


Autor: Kore Yamazaki
Gatunek: fantasy, obyczajowe
Wydawnictwo polskie: Studio JG
Wydawnictwo japońskie: Mag Garden

Ocena główna: 7/10
Fabuła: 6/10
Bohaterowie: 8/10
Grafika: 8/10



10 komentarzy:

  1. "Oblubienica czarnoksiężnika" to jeden z moich zdecydowanie najbardziej ulubionych tytułów. Pamiętam, że kiedy manga u nas wyszła, była wielkim powiewem świeżości i strasznie rozpaczałam, kiedy musieliśmy czekać na bodajże trzeci tom ponad rok.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba wszyscy rozpaczali kiedy JG miało tak wielkie opóźnienia, mnie z kolei najbardziej zabolało chyba oczekiwanie na kolejne tomy "Opowieści Panny Młodej".

      Usuń
  2. Manga ma super niestandardową kreskę, ale jak widzę Eliasa w wersji ludzkiej to mi się serce kraja... Jest taki okropny, miejcie litość, oddajcie mu tą czachę. XD
    Muszę w końcu kupić dla siebie, bo czytałam dwa tomiki od koleżanki, ale w sumie fajnie byłoby to mieć na półce!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myslalem, ze tylko ja tak mam, z czaszka wyglada zdecydowanie lepiej xd

      Usuń
  3. W dodatku do drugiego tomiku autorka wyjawia, że czaszka Eliasa to w zamyśle czaszka psowatego (z koźlimi rogami). Bawoły mają też zupełnie inne rogi, just sayin' =D
    Mnie się akurat podoba, że główny nurt fabularny jest niejako w tle. Bo jednak jest takie przeczucie, że jest jakaś grubsza intryga (i ten temat jest tam jakoś liźnięty nieznacznie), ale są też takie króciutkie historyjki, nawet niekoniecznie powiązane, ale jednak dają okazje na poznanie trochę świata, innych bohaterów.
    Osobiście jestem oczarowana tą mangą, ma spory potencjał do wykorzystania. Na pewno będę obserwować, co z tego wyniknie <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zwracam honor, bawoły ;-;
      Oj tak, manga ma wielki potencjał i jeśli autorce uda się go w pełni wykorzystać to wyjdzie z tego naprawdę świetna historia.

      Usuń
  4. Co i rusz ktoś wspomina o Oblubienicy w notce, a ja wtedy sobie przypominam, że miałam ją kiedyś nadrobić, po czym zapominam aż do momentu kolejnego wspomnienia. Ale kiedyś naprawdę w nią zainwestuję, tym bardziej, że już chyba normalniej wychodzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Całe szczęście normalnie wychodzi, więc tym bardziej polecam. :D

      Usuń
  5. Kocham tę mangę. Oczarowała mnie od samego początku. Niech sobie ma zapychacze, jeżeli będą one tak dobrze przedstawione i skomponowane, to niech będą. A fabuła? Po co się śpieszyć? Pacz na Odę, jakoś sobie radzi. :P

    OdpowiedzUsuń
  6. Mangę wciąż mam dopiero w planach, ale kiedyś na pewno po nią sięgnę, bo bardzo mnie ciekawi.

    OdpowiedzUsuń