piątek, 27 stycznia 2017

Do Adolfów #1



Huk wystrzałów i świst wydawany przez lecący w powietrzu myśliwiec. Dzieci zmuszane do rozstrzeliwania  niewinnych ludzi. Zniszczone, płonące żydowskie sklepy. A na tle tej jakże uroczej scenerii osobiste dramaty, nieszczęśliwa miłość i zemsta – tak właśnie można podsumować mangę „Do Adolfów” Osamu Tezuki.
Tragiczne losy bohaterów tego dzieła toczą się na paru płaszczyznach – na początku poznajemy Soheia Toge, japońskiego dziennikarza, który przybywa do Berlina w 1936 roku na Olimpiadę. Kiedy odbiera telefon od swojego brata, który posiada dokumenty mogące odmienić losy całego świata, zostaje zaproszony przez niego na spotkanie, na które pod żadnym pozorem nie może się spóźnić. Jak można przewidzieć,  spóźnia się, a skutki tego są dramatyczne – zastaje bowiem swojego brata, ale zadźganego nożem i powieszonego na drzewie.
W tym samym czasie w Japonii obserwujemy rozwój głębokiej przyjaźni między dwójką chłopców – Adolfem Kaufmannem, synem Japonki i zagorzałego niemieckiego nazisty oraz Adolfem Kamilem, którego ojciec jest Żydem. Rodzicom młodego Kaufmanna nie podoba się ta przyjaźń, a gdy ich tłumaczenia, że Żydzi są gorszymi ludźmi nie zostają  przez chłopca wysłuchane, postanawiają wysłać go do Adolf-Hitler Schule, szkoły dla młodych nazistów. Co ostatecznie połączy te trzy postacie? Teczka, za którą brat Soheia przypłacił życiem, teczka, która posiada moc zrzucenia Hitlera z jego tronu – są bowiem w niej informacje dotyczące jego żydowskiego pochodzenia.
„Do Adolfów”, arcydzieło Osamu Tezuki to ciężka, przygnębiająca opowieść. Jest to inteligentne połączenie dwóch gatunków – kryminału i dramatu. Losy Soheia, który próbuje dociec powodu śmierci brata są pełne dramatyzmu i tragicznych wydarzeń. Fabuła wciąga, jest spójna, logiczna i niezwykle intrygująca. Manga ta przedstawia okrucieństwo wojny i jej skutki, przepełniona jest  beznadzieją i smutkiem. Po co Tezuka stworzył tak przygnębiający klimat dla swojej historii? Oczywiście dlatego, żeby raz jeszcze przypomnieć  jak wielkim złem  jest wojna. Idealnym przykładem tego jest choćby pranie mózgu, któremu uległ Adolf Kaufmann w Adolf-Hitler Schule, i które  prowadzi  nieuchronnie do tragicznego, szokującego finału. „Do Adolfów” konstrukcją przypomina mi grecką tragedię, jednak o wiele nowocześniejszą niż grecka tragedia – Tezuka po mistrzowsku wplótł do niej elementy kryminału, o czym pisałem wyżej. Jak widać, na tytuł Boga Mangi trzeba zapracować, a pan Tezuka w pełni na niego zasługuje.
Jedno jest pewne – to manga dojrzała, a do dojrzałych mang trzeba dojrzeć. Historia jest bardzo poważna, a wiele rzeczy dostrzega się dopiero po lekturze, po porządnym zastanowieniu się nad treścią. Przepełniona jest wręcz rozważaniami, nieraz bardzo dobrze ukrytymi i możliwymi do odczytania jedynie po samodzielnych refleksjach nad historią. Aby całość nie była jednak zbyt monotonna Tezuka dodał również masę mniej lub bardziej spektakularnych pościgów i strzelanin, które, chociaż odrobinę nie pasują do całości, nadają mandze smaczku. Tezuka idealnie przedstawił działanie nazistowskiej machiny manipulacyjnej – od pełnych sztucznych emocji i gestykulacji przemówień Hitlera po samo Adolf-Hitler Schule, które potrafi z ucznia zrobić nazistowskiego niewolnika, który zrobi wszystko, co mu się każe. Nagradzany pochwałami i wzniosłymi słowami uczeń zaczyna czuć, że robi coś dobrego, co sprawia, że naturalnie robi tego więcej. Świetnym przykładem będzie tu Adolf Kaufmann, który z chłopca nienawidzącego hitlerowców stał się potulną maszynką w rękach Niemców i był gotów dokonać straszliwych rzeczy „w imię narodu”…
Same postacie wykreowane są po mistrzowsku. Sohei Toge, to zwykły, prosty człowiek, który przez przypadek znalazł się w samym środku największej afery wszechczasów. Jest jednak o wiele odważniejszy i bardziej zdeterminowany, niż można by przypuszczać – nawet po licznych torturach i przesłuchaniach nie oddaje hitlerowcom dokumentów. To naprawdę dobra, pomocna osoba, która zostaje wystawiona na ogromną próbę.
Należy również wspomnieć o kreacji Adolfa Kaufmanna, dla którego Tezuka zaplanował prawdziwe piekło. Jest on przykładem skuteczności machiny Nazistów i czytelnik stopniowo obserwuje jego przemianę, ze słabego, często poniżanego chłopca w gorącego zwolennika Hitlera. Pamięć o Adolfie Kamilu, jego najlepszym przyjacielu z dzieciństwa przez długi okres pozostaje rzeczą, dzięki której traktuje Żydów jako równych sobie, nawet będąc w Adolf-Hitler Schule. Jednak jak wiemy, kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą (i tutaj widzimy tą technikę manipulacji w praktyce i to stosowaną właśnie przez koleżków autora tego zdania), toteż chłopak w końcu uwierzył w to, że w dzieciństwie źle ocenił swojego przyjaciela i nie był on wcale taki dobry, jak mu się wydawało. Autor idealnie pokazał, jak dręczenie go w dzieciństwie z powodu jego białej skóry sprawiło, że odreagowuje cały swój wewnętrzny żal na Żydach, którym pod pretekstem polecenia ze szkoły niszczy sklepy i mieszkania oraz publicznie ich poniża, jak kiedyś japońskie dzieci jego.
Manga narysowana jest naprawdę świetnie. Realistyczne postacie, nakreślone z dbałością o szczegóły anatomiczne, posiadające swoje charakterystyczne rysy twarzy i mimikę, przepiękne krajobrazy i tła z najdrobniejszymi szczegółami… Poza tym, jest to ciągle styl Tezuki i widzimy w tym wyraźnie jego rękę, charakterystyczne rysunki Boga Mangi, znane przez tak wiele osób. Wyglądają one równocześnie odrobinę retro i już na pierwszy rzut oka widzimy, że manga powstała jakiś czas temu. Niektórym taki old school może nie pasować, jednak ja nie mam nic przeciwko takiemu rysunkowi. Warto również wspomnieć o zręcznym operowaniu rastrami przez Tezukę i bardzo dokładnym rysowaniu broni, samolotów oraz czołgów, czyli wszystkich związanych z militariami rzeczy.
Komiks w Polsce wydało Waneko. Okładka… wydaje mi się, że wszystko, co na ten temat mógłbym powiedzieć, zostało już powiedziane, więc wstrzymam się od czegokolwiek. Dostrzegam oczywiście nawiązanie do Mein Kampf, ale to naprawdę bardzo źle wygląda. . Poza tym, jednak, co do wydania nie mam zastrzeżeń – świetne tłumaczenie, duża ilość przypisów, lekko żółty, bardzo pasujący do całości papier, solidny druk, twarda oprawa i szycie oraz grubość – 647 stron czyni z komiksu gigantyczną cegłę. Poza tym cena – 60 złotych, w przypadku takiego wydania nie jest szczególnie wygórowana.
„Adolf ni Tsugu” lub „Do Adolfów”, jak kto woli, to niesamowita historia. Niezwykle dojrzała i wciągająca, choć niewątpliwie przytłaczająca. Pełna jest przemocy, ponurej atmosfery a równocześnie jest nad wyraz inteligentna i stawiająca przed czytelnikiem wiele pytań. Poznajcie historię wielkiej afery, która połączyła losy  niewinnych ludzi wymagając od nich odwagi i siły. Poznajcie historię straszliwej wojny, niszczącej ludzi nie tylko fizycznie, ale i psychicznie. Poznajcie historię trzech Adolfów, których drogi spotkały  się przez pewną tajemniczą teczkę…


Autor: Osamu Tezuka
Gatunek: seinen, dramat, kryminał, historyczne
Wydawnictwo polskie: Waneko
Wydawnictwo japońskie: Bungei Shunjuu 

Ocena główna: 9,5/10
Fabuła: 9/10
Bohaterowie: 10/10
Grafika: 9/10


A za mangę bardzo dziękuję Wydawnictwu Waneko :)


1 komentarz:

  1. O, akurat wczoraj wieczorem skończyłam czytać. Chciałam się upić i oglądać jakieś kiepskie anime, ale nie mogłam znieść tego napięcia i wolałam doczytać. Wcześniej czytałam Adolfy tylko po parę minut przed pracą, ale potem tak intryga przyspieszyła, że nie miałam wyjścia i teraz niecierpliwie czekam na więcej. To mój trzeci kontakt z Tezuką i jestem oczarowana, aczkolwiek ech, Waneko to lubi takie przygnębiające rzeczy wydawać, Bosonogiego Gena mam tylko jeden tom i nawet nie chcę więcej, za ciężkie to dla mnie.
    Jeśli chodzi o niezgodności historyczne, to w liceum uwielbiałam powieści historyczne, które też dużo zmieniały dla fabuły. Zostało mi to do dziś, łykam te wszystkie japońskie przeróbki Sengoku z radością, mimo, że dobrze wiem, że Date Masamune nie jeździł na koniu po ścianach ;) Fajnie, że Waneko pododawało te przypisy objaśniające to i owo, a mnie najbardziej bawili ci blondwłosi Żydzi, no bo wiadomo, że biały człowiek musi być blondynem, nawet gdy jest i półjapończykiem ;)
    Ale fakt, cegła straszliwa, dlatego też zaczęłam czytać, bo leży na wierzchu, na żadną półkę się już nie mieści.

    OdpowiedzUsuń