wtorek, 11 października 2016

Mój Rok - Wiosna






Jeśli napiszę, że mangacy nie boją poruszać się trudnych tematów, to zapewne pomyślicie o rzeczach takich jak religia, homoseksualizm i kazirodztwo, często rozdmuchiwanych do nie wiadomo czego i będącymi idealnymi, tanimi sensacjami, które na pewno się sprzedadzą. Nie chcąc generalizować zaznaczam, że są wyjątki, jak komiksy Hitohai, czy recenzowane jakiś czas temu „Prophecy”. Jednak „Mój Rok”, którym zajmiemy się dzisiaj, również porusza trudne, naprawdę ciężkie tematy, a nie chodzi mi tu o żadną z wyżej wymienionych rzeczy. O czym mówię? O chorobie. Zespole Downa.
Capucine, główna bohaterka komiksu „Mój Rok”, owocu współpracy artysty japońskiego (Jiro Taniguchi) i francuskiego (Jean-David Morvan), choruje właśnie na Downa. Ma osiem lat i nie zdaje sobie z tego tak naprawdę sprawy. Poza tym według niej jej życie jest w miarę szczęśliwe – ma wymyślonego przyjaciela Durududu i pieska o imieniu Chłopiec, bawi się z nimi, uczy się w szkole i wydaje się po prostu wesołą dziewczynką. Ale czy na pewno?


Zacznijmy tym razem od rysunku. Komiks ten jest sam sobie w bardzo nietypowej formie – ma twardą oprawę, 64 strony i cały jest w kolorze. Kto zna prace Jiro Taniguchiego ten wie, co potrafi wyczarować ten pan. Tutaj samo przekartkowywanie komiksu wywołuje w czytelniku graficzną ekstazę. Piękne, realistyczne, zapewne godzinami kreślone krajobrazy, które po prostu czuć – patrząc na przykład na  drogę, czujemy powiew wiatru, szum stojących obok drzew – są naprawdę niesamowite. Budowle malowane cegła po cegiełce, polany z zieloną, czystą trawą… Na dodatek, aby powiększyć w czytelniku wrażenie zachwytu, całość malowana jest akwarelami. Tak, nie Photoshopem, tylko farbami, delikatnymi farbami. Jak trafnie zauważyła w swojej recenzji Vanitachi, całość nie wzbudza od początku oczywistego zachwytu – trzeba przyjrzeć się uważnie, zastanowić, aby dostrzec w rysunku Taniguchiego prawdziwe piękno. Na dodatek między niektórymi kadrami możemy dostrzec dziwne, proste, dziecięce rysunki, które pokazują wszystko z perspektywy głównej bohaterki. Niesamowity zabieg!


Jak na ironię sześćdziesiąt cztery strony Mojego Roku potrafią w sobie zawrzeć więcej treści i emocji niż wiele innych  mang na przestrzenikilku tomów. W „Moim Roku” wszystko widzimy z perspektywy Capucine, dziecka z chorobą  Downa – dostrzega, że jej rodzice są smutni i o czymś jej nie mówią, czuje wiszące w powietrzu emocje… Nie spotyka się ze zrozumieniem z żadnej strony, ukojeniem dla niej są rozmowy z jej wymyślonym przyjacielem i zabawa z pieskiem… Jednocześnie jest ona dobroduszna i kochająca, robi wszystko, aby tylko uszczęśliwić rodziców, bo wie, że są weseli, kiedy „robi postępy”, chociaż ona sama w gruncie rzeczy nie wie o co chodzi… Jej życie jest nieszczęśliwe, spotyka się z dyskryminacją, ale stara się, aby wszystko było jak najlepiej. Jest  niezwykle samotna i właśnie oto chodzi w tym komiksie – jest on nie tylko bogatym studium zespołu Downa i kipiącą uczuciami i emocjami poważną historią, ale i wielką opowieścią o samotności i niezrozumieniu. Nawet rodzice Capucine nie dogadują się, ciągle się kłócą i nie rozumieją, czytelnik obserwuje narastający między nimi konflikt, emocje wzrastają, chociaż my obserwujemy tylko sztuczne uśmiechy i skrywane uczucia, chociaż jednocześnie czujemy, że nie wszystko jest tak jak należy. I przypominam, że to wszystko dzieje się na przestrzeni 64 stron.
Ale Zespół Downa to nie tylko problem Capucine. To również ogromny kłopot dla jej rodziców, którzy chcą, aby robiła postępy, rozwijała się jak inne dzieci, ale tak naprawdę wiedzą, że to niemożliwe. Muszą stanąć przed wieloma ciężkimi, realistycznymi decyzjami i ich problemy są naprawdę życiowe i poważne. Taniguchi i Jean-David Morvan nie bawią się ani nie owijają w bawełnę, pokazują, jak trudne jest wychowanie takiego dziecka, że radość związana z jego postępami to nic w porównaniu z bólem, który jej rodzice muszą odczuwać. Nie rozumiem, czemu niektórzy piszą, że Mój Rok to komiks dla dzieci – ma on ciężki,  przygnębiający klimat, jest pełen powagi i realizmu, pokazuje dojrzałość emocjonalną autorów i widać po tym dziele, że panowie musieli już sporo przeżyć i wiedzą, co czuje się w takich momentach, zresztą umieją to idealnie przelać na papier.


W tym momencie powinienem napisać że tak, manga zachwyciła mnie, ale nie ma róży bez kolców i ten komiks też musi mieć jakieś słabe strony. Przepraszam, ale ja nie widzę żadnej, może to po prostu naiwne zauroczenie tą historią, ale według mnie nie ma żadnego, ani najmniejszego mankamentu. Wszystko jest dopracowane do perfekcji jeśli chodzi o fabułę, a w przypadku emocji Taniguchi z góry nie ustalał, gdzie będzie ich największe natężenie a gdzie nie i pozwolił im być wszędzie. A więc wady? Nie tutaj.


Polecam Wam kupić Mój Rok. Bardzo polecam. W szczególności osobom wrażliwym  na pewne rodzaje emocji, osobom które szukają odskoczni od shonenów i innych popularnych mang i osobom, które chcą odkryć kawał wybitnego komiksu. I przekonać się, że na przestrzeni 64 stron da się wyczarować przepiękne rysunki, stworzyć przejmującą historię i zawrzeć w niej multum emocji. 


6 komentarzy:

  1. Jak już wróciłeś to oczekuję regularnych postów! :D
    A tytułu nie miałam okazji przeczytać, chociaż już od pewnego czasu mnie on intryguje. :<

    OdpowiedzUsuń
  2. Odpowiedzi
    1. DOBRZ
      BEDZIE WINCYJ
      (tylko wena nie chce żeby było wincyj, nie moja wina ;-;)

      Usuń
  3. Młody, dodaj na swoim blogu opcję subskrypcji przez e-mail, żeby osoby, które nie posiadają konta Google+, też nie przegapiały kolejnych wpisów.

    OdpowiedzUsuń
  4. Piękna manga :D Podobają mi się te kolorowe rysunki i treść jest moim zdaniem mocno nietypowa (przynajmniej ja nie spotkałam się wcześniej z tego typu mangami). Szkoda, że takie historie nie zyskują większego rozgłosu wśród otaku.

    OdpowiedzUsuń