piątek, 19 sierpnia 2016

Wyniki konkursu!

Hej!
Po ponad czterech tygodniach od ogłoszenia konkursu nadszedł ten oto dzień - ogłoszenie wyników! Bez zbędnego przedłużania, zaczynamy!


Konkurs wygrała PustyKwadracik, autorka bloga Alkuszowe Rozkminy, która wysłała mi świetną recenzję mangi "Szkolne Życie". Nie dość, że potrafiła nią rzeczywiście zaciekawić czytelnika mangą, to wszystko idealnie ujęła i widać, jak dużo pracy włożyła w jej napisanie. Oto i ona:





RECENZJA MANGI "SZKOLNE ŻYCIE!"




Przytoczmy taką sytuację: siedzicie sobie spokojnie w swoim pokoju, przeglądając mało istotne informacje na komputerze i popijając herbatę, kiedy nagle słyszycie...coś. Coś próbujące dobić się do drzwi waszego domu, charczące, gnijące i ociekające krwią. Bez żadnego ostrzeżenia, żadnego przygotowania jesteście zmuszeni walczyć o życie w apokalipsie zombie - co zrobilibyście w tej sytuacji? Na pewno pierwszym, co przyszłoby wam do głowy, byłoby zamknięcie się we własnym domu; bo ile miejsc wydaje się człowiekowi tak przyjaznych i przede wszystkim bezpiecznych jak jego własny dom?



I pomijając kwestię rozbijających się na zewnątrz o ściany zombiaków, wszystko byłoby dobrze, do czasu, kiedy skończyłyby się wam zapasy jedzenia, wody i prądu. A skończyłyby się zapewne bardzo szybko - cóż, dziewczęta z prywatnej szkoły Megurigaoka miałyby zapewne większe szanse na przeżycie od was, drodzy czytelnicy.



Dziewczyny, a w gruncie rzeczy licealistki, znalazły się właśnie w takiej sytuacji. Wykorzystam waszą, mam nadzieję, bujną wyobraźnię raz jeszcze - jak wy byście się czuli na ich miejscu? Nie ogarnęłoby was rozlewające się po całym ciele przerażenie, otępienie i rozpacz? Bylibyście w stanie normalnie funkcjonować, ba, myśleć o nauce w takich warunkach?



Bo nasza urocza trójka licealistek, zamiast siedzieć w kącie i płakać, z całych sił stara się żyć w miarę normalnie. Przyrządzają w szkole pyszne obiady z warzyw własnej hodowli, na bieżąco starają się przerabiać materiał i uczestniczyć w zajęciach klubu. Klubu dosyć nietypowego, klubu "Szkolnego Życia". Co można w nim robić, pytacie? Otóż właściwie istnieje on po to, by po prostu w nim żyć; a także dbać o psychikę wszystkich członków, co wydaje się sprawą nadrzędną...



W tym miejscu wypadałoby opisać wam z grubsza bohaterki, które w pierwszym tomie tej mangi występują. I o ile uważam, że wyjawienie o nich wszystkiego byłoby dużym błędem (odkrywanie ich prawdziwego oblicza i sposobu myślenia jest chyba największym atutem serii), postaram się nie zdradzić wam zbyt wiele, a troszkę przybliżyć ich osoby.



Zaczynajmy więc; Takeya Yuki jest chyba najistotniejszą bohaterką w serii, ponieważ w gruncie rzeczy wszystko obraca się wokół niej. Dla dziewczyny "zatrzymał się czas" - nie zdaje sobie ona naprawdę sprawy z tego, co aktualnie dzieje się wokół niej; dalej widzi roześmiane twarze kolegów z klasy w zdemolowanej i pozbawionej jakiegokolwiek życia sali, ucina sobie z nimi dłuższe lub krótsze pogawędki i po prostu nie chce dopuścić do swojej świadomości faktów. O ile zbyt często nie spotyka się w jakiejkolwiek formie literatury takiego motywu - a jeśli już, to występuje on dosyć rzadko - wykorzystanie go na pewno nie jest łatwe. Według mnie, bardzo trudne jest przedstawienie odpowiednich fragmentów mangi w taki sposób, aby przypadłość Yuki została dobrze wyeksponowana - autorom "Szkolnego Życia!" na szczęście zawsze się to udaje.



Kurumi Ebisuzawa ma z kolei całkiem inny problem; na pierwszy rzut oka wydaje się silną, pewną siebie osobą. Tak naprawdę jednak dosyć szybko wychodzą na wierzch jej najgorsze koszmary, traumy i nieodwzajemnione uczucia. Ku zdziwieniu Yuki,  koleżanka nie wybiera się nigdzie bez swojej ukochanej łopaty. Yuki nie może jednak nawet podejrzewać, po co Kurumi to w gruncie rzeczy zabójcze narzędzie...



Z kolei Yuuri Wakasę nazwać można głową całej grupy. Dba ona o sprawy zaopatrzenia, planuje każdy ich krok, a także przygotowuje posiłki i zajmuje się ogródkiem warzywnym. To na jej barkach spoczywa większość odpowiedzialności za życie dziewcząt, chociaż te starają się w jak najuczciwszy sposób rozdzielić między siebie obowiązki. Czy jednak można przez naprawdę długi okres czasu dźwigać na swoich barkach tak wielki ciężar?



Wcześniej wspomniałam mimochodem, że odkrywanie charakterów bohaterek jest największą zaletą serii i w tym właśnie momencie pragnę do tego wrócić. Na licealistkach spoczywa naprawdę ogromny bagaż emocjonalny. Każda ma jakieś lęki, traumy, z którymi musi się zmierzyć. Nadzieje i nieśmiałe plany, których być może nigdy nie uda się w takich warunkach zrealizować. Bohaterki nie mogą wiedzieć, czy dadzą radę przeżyć do przyszłego roku, co z nimi będzie i doskonale zdają sobie z tego sprawę. Jest to kolejny wielki atut tej serii - każda dziewczyna za wszelką cenę i na swój sposób stara się po prostu przetrwać. Ta mieszanka charakterów, problemów psychicznych i zupełnie dwóch różnych światów - słodkiego, szkolnego życia z przerażającą apokalipsą zombie - daje tutaj naprawdę ciekawą kombinację, która komuś albo przypadnie do gustu, albo nie - wybór jest prosty. Nie spotkałam jeszcze przypadków pośrednich.



Apokalipsa zombie wielu wydaje się już dosyć oklepanym tematem, przy którym za bardzo majstrować nie można. Owszem, można troszkę pobawić się szczegółami, aby nadać całości smaczek, ale ogólnie w większości dzieł o takiej tematyce jest jeden wspólny obraz tych istot: zgniłe, przerażające stwory, niegdyś będące ludźmi, teraz zabijające resztki naszego gatunku, które rozpaczliwie próbują utrzymać się przy życiu. Tak jest również tutaj, chociaż na razie większość pomysłu autorów owiana jest mgłą tajemnicy - nie wiemy, skąd wzięły się zombie, jak daleko sięga ta zaraza i z czym tak właściwie mamy do czynienia. Po lekturze pierwszego tomu mam szczerą nadzieję, że w przyszłości się to zmieni i autorzy uraczą nas paroma smakowitymi, być może dosyć krwistymi, kąskami o zombie samych w sobie.



Jednak nie tylko zombie są tutaj tajemnicze. Cała ta manga jest w pewnym sensie jednym wielkim znakiem zapytania; autorzy co jakiś czas uchylają mniejszy lub większy rąbek tajemnicy, ale często czytelnik stykający się z tym tytułem po raz pierwszy ma mętlik w głowie i podpowiedzi nie dostrzega. Dopiero po pewnym czasie nachodzi go, co tak właściwie się wydarzyło, zaczyna wysnuwać własne teorie i możliwości przebiegu całej historii... i to właśnie jest w "Szkolnym życiu!" cudowne - ta tajemniczość połączona z dramatem bohaterek, a także tytułowym słodziutkim, szkolnym życiem.



Dla wielu z was pewnie dziwnym wydaje się fakt, że dziewczyny radzą sobie tak dobrze w szkole. Nie wiem jak wam, ale mi szkoła kojarzy się przede wszystkim z tynkiem złażącym ze ścian, wszechobecnym brudem i słabym zaopatrzeniem w cokolwiek, szczególnie jeśli chodzi o papier toaletowy - gdyby w szkole zastała mnie apokalipsa zombie, pewnie nie mogłabym napisać dla was tej recenzji. Yuki, Kurumi i Yuuri mają jednak o wiele więcej szczęścia - uczęszczają do prywatnej placówki, w której naprawdę można pełnoprawnie żyć. Mały ogródek warzywny na dachu, ciągły dostęp świeżej wody i niesamowicie ważnego prądu, wypchany po brzegi szkolny sklepik - w którym można znaleźć nie tylko jedzenie - i przepełniona książkami biblioteka - to wszystko jest na wyciągnięcie ręki. Oczywiście, z czasem cenne źródła pewnie się wyczerpią - nic nie może przecież trwać wiecznie - ale już na samym początku dziewczęta miały niezły start. W połączeniu z ich organizacją i silną wolą przeżycia, naprawdę potrafią poradzić sobie z tym, co mają i korzystać z tego jak najlepiej.



"Szkolne życie!" jest mangą na pewno nietypową - wywołała niemałe zdziwienie, kiedy Waneko zapowiedziało jej wydanie w swoim karnawale. Niektórzy nie dowierzali, niektórzy powątpiewali, jeszcze inni skakali z radości. Osobiście zaliczam się do tej ostatniej grupy, bo nie dość, że manga ta jest przyjemnym powiewem świeżości na polskim rynku, jest także naprawdę porządnie opowiedzianą historią. Z całego serca mogę ją więc wam polecić: jeśli lubujecie się w takich gatunkach, już pewnie macie ją w planach lub nawet na półce; jeśli ich nienawidzicie, moja recenzja raczej was nie przekona. Jedyne co mogę zrobić, to podpisać się pod świetnością tej mangi moimi rękami i nogami, bo naprawdę, niewiele jest niestety na naszym rynku mang, na których premiery czekam z taką niecierpliwością - a każdy kolejny tomik "Szkolnego życia!" w moich łapkach co dwa miesiące jest chwilą, kiedy naprawdę szczęśliwa czytam japoński komiks. 



Tak więc jednym słowem:
(tak, wiem, że "Avatar: Legenda Aanga" to nie anime, ale co ja poradzę, że mam na to hype? ;-;)

Poza tym przepraszam za te przerwy między akapitami, ale blogger mi wariuje :(.

1 komentarz: