piątek, 26 sierpnia 2016

Are you Alice? #1



Alicja w Krainie Czarów… Dla wytwórni filmowych to niemal pewny sukces kasowy, dla zwykłych czytelników morze aluzji, a dla Japończyków wielka inspiracja. Ci ze wschodu naprawdę lubią dzieło Lewisa Carrolla – świadczy o tym ilość mang, które choć trochę odwołują  się do przygód Alicji – z wydanych w naszym kraju można wymienić „Pandora Hearts”, „Alicja w Krainie Serc” i recenzowane tu „Are you Alice?”. Jednak według mnie ten tytuł spokojnie można by zastąpić  innym – „Alicją w Krainie Biszy”.
Alicja, główny bohater będący w stu procentach facetem, ma za zadanie zabić Białego Króliczka, wtedy  dopiero będzie mógł zamienić się w pełnoprawną Alicję. Tak, jest facetem, ma jakże męskie imię i na przekór  piosence Skaldów, którzy uczą, że „nie o to chodzi, by złowić króliczka, ale by gonić go” musi zabić Królika. No cóż, widocznie jego filozofia życiowa nie jest taka sama, jak autorów piosenki, bywa. W każdym razie przybywając do Krainy Czarów bohater dowiaduje się od Królowej Kier (będącej oczywiście facetem), że jest osiemdziesiątą dziewiątą Alicją, która tu przybywa, aby spróbować zabić Białego Króliczka. Co się stało z pozostałymi, którym się to nie udało? Lepiej nie pytać…
„Are you Alice?” to jedna z najbardziej szalonych mang jakie czytałem. Autor bawi się konwencjami, zręcznie miesza klisze, do fabuły raz po raz wrzuca kolejne znaki zapytania i komplikuje wszystko jak tylko się da. Niektórzy narzekają na historię, że jest niezrozumiała. O rany, ale ona ma właśnie taka być! To element gry, w którą autor wciąga czytelnika, powoli odsłaniając kolejne karty jak i dodając nowe tajemnice. A skoro już o grach mowa…
Zasady funkcjonowania lokalnej Krainy Czarów przypominają te znane  nam z gier komputerowych. Każda postać ma swoją  rolę i może wykonywać tylko określone rzeczy. Zadaniem Alicji na przykład jest zabicie Białego Króliczka i tylko ona może to zrobić. Królowa Kier z kolei  (jeszcze raz przypomnę, że to facet) jest nieśmiertelna/y i może ściąć głowę każdemu, kto nie wykona jego rozkazu.
Jak widzicie, pomysł w „Are you Alice?” jest jednym z najlepszych elementów tej mangi – wszystko jest przemyślane, zakręcone i ciekawe, a oparcie całości na grze może okazać się strzałem w dziesiątkę. Autor naprawdę miał niesamowitą wyobraźnię i koncept, a zmieszanie tego wszystkiego, o czym pisałem wyżej, dało niezwykły efekt. Poza tym manga jest bardzo specyficzna, ponieważ większy nacisk kładzie na niezwykły, tajemniczy klimat, niż na samą historię. Lubicie oryginalność i niezwykłe pomysły wręcz wylewające się z kadrów? „AyA?” to manga dla Was.
Jeśli chodzi o samą fabułę, to jak już pisałem, jest ona specyficzna. Historia nie odgrywa tu najważniejszej roli, autor bardziej przykłada się do różnych smaczków, klimatu i zagadek, a mniej do właściwej opowieści. Buduje atmosferę niepokoju i tajemnicy, na swój sposób niesamowitą. Wątków zrozumiałych mamy tu na razie nie dużo, za to tych nierozwiązanych multum. Strzępki rozmów, nietypowe zabiegi (jak cudzysłów bez tekstu) i poplątane relacje między bohaterami to coś, czego w mandze jest pełno. Widać, że autor jest w swoim żywiole i jestem ciekawy, jak rozwinie się ten komiks, bo ma naprawdę duży potencjał.
Jednak „AyA” to nie manga bez wad. Postawienie wszystkiego na klimat  sprawia, że historia nie wciąga tak bardzo  i czytelnik może traktować ją jako ciekawostkę, a nie poważną opowieść. W dodatku humor wrzucany gdzie się da na siłę jest naprawdę denerwujący i zupełnie niepotrzebny – nie wiem, czy autor myślał, że tak będzie dobrze, czy nieśmieszne żarty są tylko zapychaczem. W każdym razie te dwie kwestie obniżają ocenę fabuły, chociaż i tak jest naprawdę dobra. Niestety z postaciami już tak kolorowo nie jest.
Główny bohater irytuje tak samo jak Alicja z pierwowzoru. Ciekawski, infantylny i upierdli… przepraszam, natarczywy – tak samo jak w dziele Lewisa Carrolla. Można by usprawiedliwić to tym, że jest wzorowany właśnie na oryginalnej Alicji – jeśli tak, to czemu, uwaga, spoiler!, kiedy dostaje do ręki pistolet, przy byle okazji strzela wiedząc, jakie konsekwencje to za sobą poniesie? Poza tym nie wiemy o nim zbyt dużo, ale coś czuję, że odkrycie jego przeszłości będzie mogło być jednym z plot-twistów w kolejnych tomach.
Na drugim planie mamy na przykład Królową Kier – moją ulubioną postać. Doskonale zdaje sobie sprawę z tego, jak wysoką ma pozycję i wydaje się na pierwszy rzut oka miły, ale to tylko pozory – potrafi ściąć głowę każdemu, kto nie wykona rozkazu. Jest jeszcze Szalony Kapelusznik, tutaj mrukliwy i cichy ( w oryginale Królowa Kier była maniaczką i bardziej postacią komediową  niż biorącą aktywny udział w historii, a Kapelusznik szaleńcem), spokojny i powoli wprowadzający Alicję w ten szalony świat. Jest jeszcze uroczy i niezdarny bisz, Kot z Cheshire, który w książce był jedynym normalnym, a tu jest takim kałaj chłopczykiem. Chyba nie muszę pisać, co o nim sądzę.
Skoro fabuła była bardzo dobra, z postaciami odrobinę gorzej, to jak prezentuje się kreska? Styl rysunku autora nie przypadł mi specjalnie do gustu, ale zły on również nie jest. Przypomina trochę ten znany nam z shojo, głównie przez ilość biszów, ale autor nie zapomina o tłach, które rysuje bardzo dokładnie wnętrzach. Postacie rysowane są w miarę ładnie, chociaż momentami niektóre rysunki sprawiają wrażenie odrobinę niedokończonych, jakby autorowi zabrakło czasu. Z plusów – wyrazista mimika, ciekawe kadrowanie, kobiece postacie rysowane z wdziękiem… Generalnie nie jest źle, ale jeszcze nie do końca dobrze.
Mangę w Polsce wydało Waneko. Format jest odrobinę niższy niż standardowy tego  wydawnictwa, a obwoluta o parę milimetrów za wysoka. Poza tym mamy dwie kolorowe strony, czarne czernie,  biały papier i ładną, lakierowaną obwolutę. Tłumaczenie jest naturalne i bardzo dobre, a z tego, co pamiętam wszystkie onomatopeje zostały wyczyszczone.
Podsumowując, „Are you Alice?” to manga, która po prostu przecieka klimatem, może chwycić za serce czytelnika swoją oryginalnością i konceptem. Mimo, że fabuła idealna nie jest (postacie i kreska również), to stanowi kawał dobrej i ciekawej historii, która ma ogromny potencjał aby stać się hitem. Polecam fanom oryginalnej Alicji jak i miłośnikom nietypowych pomysłów. I pamiętajcie, aby się spieszyć, bo Biały Króliczek może szybko umknąć…


Autor: Ikumi Katagiri & Ai Ninomiya
Gatunek: dramat
Wydawnictwo polskie: Waneko
Wydawnictwo japońskie: Ichijinsha

Ocena główna: 7/10
Fabuła: 7/10
Bohaterowie: 6/10
Grafika: 6/10

A za mangę dziękuję bardzo Wydawnictwu Waneko :D

2 komentarze:

  1. Hm, nie wiedziałam, że to jest aż tak zakręcone. Boję się, że te nieśmieszne Elementy Komiczne mnie załamią, więc na razie skupię się na innych mangach.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie zgadzam się co do Kota z Cheshire. W następnych tomach fajnie się rozwija, wychodzą na jaw jego motywy i takie tam. Zatrzymałam się na szóstym tomie, ale już w tych okolicach nie jest tak uroczym chłopczykiem.
    Ogólnie to radzę ci poczekać na pojawienie się mojej ulubionej postaci, a następuje to chyba już w drugim tomie. Jest niepozorna i w ogóle, ale w piątym-szóstym tomie popycha wątki do przodu. Damn, czemu jest tylko na okładkach w edycji limitowanej, która nie wyszła w Polsce D=
    Zgadzam się co do głównego bohatera, który jest przez długi czas bezużyteczny i irytujący. Ma jednak nawet intrygujące backstory, prócz tego wolę nie zwracać na niego uwagi.
    Królowa Kier rządzi =D Widać, że naprawdę sprawuje władze, a nie tylko zasiada na tronie.

    OdpowiedzUsuń