wtorek, 5 lipca 2016

Miłosne cierpienia umarłych


Niewiele jest mangowych horrorów, które naprawdę umieją przestraszyć. O wiele łatwiej wyreżyserować lub napisać horror niż go narysować – tu, w komiksie, mamy wszystko czarno na białym, nie mamy muzyki ani efektów specjalnych w postaci różnorakich świateł, a wszystko widzimy i nic nie możemy sobie wyobrażać, jak to bywa z książkami. Ale czasami powstaje dzieło, które potrafi wzbudzić w czytelniku niepokój, dziwne uczucie lęku, jak na przykład recenzowana tu manga o wdzięcznym tytule – „Miłosne cierpienia umarłych”.
„Miłosne…” składają się z kilku historii, więc będę je recenzował w taki sposób, jak już kiedyś robiłem to w przypadku „Dziewczyn z Ruin”. Pierwsza, tytułowe „Miłosne cierpienia umarłych”, opowiada o mieście Nazumi, w którym panuje moda na uliczne wróżby. Polegają one na poproszeniu pierwszego napotkanego przechodnia o to, aby przepowiedział komuś przyszłość. Jednak jest to dość ryzykowne – musimy liczyć się z tym, że niektórzy mogą być wredni albo mieć zły dzień i przepowiedzieć coś zupełnie innego, niż chce się usłyszeć. Wie coś o tym Ryuusuke, młody chłopak, który właśnie przyjechał do Nazumi. Osoby w jego otoczeniu zaczynają pod wpływem negatywnych wróżb robić straszne rzeczy…
Pierwszy raz mam do czynienia z tak zwanym mistrzem mangowych horrorów, panem Junji Ito. Cóż, po przeczytaniu „Miłosnych” nie dziwię się wcale, czemu jest tak nazywany. Zacznijmy od świetnego pomysłu – przepowiadanie przyszłości nie pojawia się w każdym napotkanym komiksie, w dodatku stanowi doskonały, nieograniczający autora materiał. Dalej – niezwykła ilość abstrakcji. Nie każdemu takie coś przypadnie do gustu, mi się jednak podobało – nie ma to jak trupy wymiotujące bąbelkami stojące w rogach ulic i pytające, czy ich miłość zostanie odwzajemniona. Autor kreuje szalony i pokręcony świat, nie widząc żadnych ograniczeń i przelewając swoją wyobraźnię na papier (przepraszam za te wszystkie zwroty, ostatnio przeczytana „Red Dada” chyba za bardzo uderzyła mi do głowy). Kolejne plusy – historia wciąga, ale niestety nie od początku. Pierwszy rozdział jest po prostu przegadany i nudny, dopiero w drugim całość się rozkręca. Jak już jestem przy wadach, to muszę napisać o zakończeniu – tak naprawdę sam pomysł na nie bardzo mi się podobał, szczerze mówiąc spodziewałem się wszystkiego oprócz takiego zwrotu akcji.  Niestety nie wszystkie wątki zostały domknięte i wciąż nie rozumiem paru rzeczy, o których nie mogę napisać, bo to czyste spoilery. Cieszy mnie również, że oprócz bąbelkowych trupów mamy tu też jakąś fabułę, jest początek, rozwinięcie, zakończenie, przyczyny, skutki, a nie tylko makabra. Zresztą gore mamy tu stosunkowo niewiele w porównaniu do pozostałych prac Ito. O bohaterach ciężko mi jest cokolwiek napisać, bo widać, że to nie oni są tu najważniejsi. Główny bohater to taka ciamajda, momentami wkurza, ale poza tym czasami potrafi myśleć i wyciągać wnioski. I tu dochodzimy do największej bolączki całego zbioru – przewidywalność. Momentami wiemy, co się zaraz stanie i świerzbią nas ręce przez bohaterów, którzy dopiero to odkrywają. Nie zmienia to faktu, że „Miłosne…”, pierwsza a zarazem najdłuższa opowieść z tego zbioru jest bardzo dobrym horrorem i mimo paru wad czyta się ją naprawdę dobrze.
Kolejnym opowiadaniem jest dwuczęściowe „Przedziwne rodzeństwo Hikizurich”. To czarna komedia, opowiadająca o, jak nietrudno zgadnąć, przedziwnym rodzeństwie Hikizurich, które naprawdę jest nieco upiorne i zdecydowanie przedziwne.
Historyjki nie mają wątku głównego, przez co najmniej podobały mi się ze zbioru. Są robione trochę na siłę, w przeciwieństwie do reszty. Pierwsza z nich, króciutkie „Ukochany młodszej siostry” to bardzo dziwaczna i zakręcona opowieść. Zresztą samo rodzeństwo składa się z sześciu osób, z których prawie każda to… cóż… skomplikowany przypadek bardziej lub mniej poważnej  choroby psychicznej. Momentami czarny humor i różne sytuacje z nimi związane oraz ich pomysły potrafią wywołać na twarzy niewymuszony uśmiech. Druga historia, „Seans”, jest o wiele lepsza od pierwszej. Poziom absurdu i zachowanie rodzeństwa przekraczają tu wszelkie możliwe normy, co sprawia, że historyjki momentami są trochę niesmaczne. Niby to komedia (chociaż czarna), więc powinna być raczej lekka. U Ito?! A gdzie tam. Jest tutaj gigantyczna wręcz ilość psychozy, szkoda tylko, że bardzo łatwo można domyślić się zakończenia i rozwiązania całej intrygi. To wszystko czyni „Przedziwne rodzeństwo…” dość przeciętnym tytułem.
A teraz wisienka na torcie zbioru, zdecydowanie najlepsze odpowiadanie, o wdzięcznym tytule „Tam, gdzie mieszka ból fantomowy”. Opowiada ono o młodym chłopaku, któremu udaje się znaleźć pracę w wielkiej rezydencji pewnego bogacza. Okna są zamurowane, drzwi wykonane z żelaza, a sam bogacz sprawia wrażenie bardzo zasmuconego. Okazuje się, że jego syn choruje na tak zwany ból fantomowy – bolą go… ściany, okna, drzwi i różne miejsca w rezydencji. Totalna abstrakcja. Aby uśmierzyć ból syna, bogacz wynajął ludzi, którzy masują różne meble czy ściany. Jednak czy ból fantomowy może być zaraźliwy?
W „Tam, gdzie mieszka…” mamy niesamowity, ciężki i przytłaczający klimat. Ciągle czujemy, że coś jest nie tak, ale nie potrafimy powiedzieć co. Sam pomysł również jest genialny, ale i jak to bywa u Ito, niezwykle absurdalny. Nie potrafię określić, co mi się tak bardzo podobało w tym opowiadaniu – czy to wspomniany wyżej, świetnie stworzony nastrój, czy może sposób rozwiązania całej intrygi… Poza tym, to chyba najstraszniejsze opowiadanko ze zbioru, ale, co ciekawe, nie ma w nim w ogóle gore ani krwi. Jeśli mam się do czegoś przyczepić to będzie to tytuł, zdradzający zdecydowanie zbyt dużo. Mimo to, „Tam, gdzie mieszka…” to bez dwóch zdań najlepsza opowieść w zbiorze.
I przedostatnia historyjka, czyli „Żebra”. Opowiada ona o dziewczynie, mającej kompleksy z powodu braku wcięcia w talii. Postanawia ona więc coś z tym zrobić i przejść operację plastyczną. Jednak po zabiegu zaczyna słyszeć dziwną, niepokojącą muzykę…
Co mi się podobało? Nastrój tajemnicy i rozwiązanie całej intrygi, oraz ciekawe zakończenie. Jednak ta historia ma też swoje minusy, jak na przykład długość. Ma ona około trzydziestu  stron, co nie pozwala jej za bardzo rozwinąć skrzydeł. To dobry materiał na o wiele dłuższą mangę. Chyba nie muszę pisać o abstrakcyjnym pomyśle, bo po opisaniu poprzednich opowiadań to chyba oczywiste.
Ostatnia historyjka, licząca sobie cztery strony (a ja tu piszę, że trzydzieści to mało…) to krótka opowiastka z dzieciństwa autora. Ma jakże… ym… uroczy tytuł, czyli „Wspomnienie o prawdziwej kupie”. Nie będę się na jej temat rozpisywał, bo to bardziej ciekawostka dla osób zainteresowanych dzieciństwem Junjiego Ito.
Rysunki w „Miłosnych…” są świetne – postacie zmierzają bardziej w stronę realizmu, są rysowane szczegółowo, a ich mimika jest bardzo różnorodna. Podoba mi się rysunek oczu, zarazem ładnych i realistycznych. Potwory, truposze i różne horrorowe smaczki są upiorne, ale i bardzo szczegółowe i dokładne, a mimo to potrafiące wzbudzić odrazę. Tła i wnętrza to też solidna i dokładna robota. Autor dobrze posługuje się czernią i bielą, potrafi stworzyć różne ciekawe efekty (jak mgła), pamięta o anatomii i dobrze oddaje wiek postaci. Jednak nie każdemu ten charakterystyczny sposób rysunku może przypaść do gustu.
Manga została wydana w Kolekcji Horrorów Junjiego Ito. Mamy tu genialny druk, biały papier, matową obwolutę i format A5, należy wspomnieć też o genialnej okładce.  Wszystkie krzaczki zostały wyczyszczone, a tłumaczenie czyta się bardzo dobrze, nie znalazłem tu jakichkolwiek zgrzytów. Za czterysta stron dobrego horroru musimy zapłacić czterdzieści złotych, jednak naprawdę warto.
Cóż mogę powiedzieć na koniec? Mimo paru wad „Miłosne cierpienia umarłych” czyta się świetnie – szczególnie pierwszą i trzecią historię. Polecam fanom solidnych i dobrych horrorów, które naprawdę potrafią przestraszyć i osobom szukających nietypowych i nieszablonowych mang z bardzo dobrymi pomysłami. No i  fani bąbelkowych trupów również nie powinni się zawieść.

Autor: Junji Ito
Gatunek: horror
Wydawnictwo polskie: JPF
Wydawnictwo japońskie: Asashi Shimbun Publications

Ocena główna: 7,5/10
Fabuła: 8/10
Bohaterowie: 7/10
Grafika: 8/10

4 komentarze:

  1. O, opowieść o kupie należy do tego zbioru? Dosko!
    Swego czasu przeczytałam skanlacje wszystkiego Ito co było no bo weź, nie było już szans na wydanie go w Polsce po tym, jak JPF rzucił pomysł z Uzumaki, który umarł na kilka lat. Więc znam te historyjki osobno i zawsze mnie zaskakuje, że coś było zbundlowane z czymś <3 Zwłaszcza, że tego tomu jeszcze nie kupiłam.
    Miłosne Cierpienia nie są moją ulubioną historią od Ito, trochę za dużo tam, well, miłosnych cierpień. Wolę historie skupiające się na innej tematyce. I chyba te, w których to dziewczyny są głównymi bohaterkami, jakoś wydają mi się bardziej interesujące - choć uwielbiam Souichiego, to jednak zazwyczaj też jego wygłupy były pokazywane z perspektywy kuzynki, koleżanki z klasy, etc.
    No ale dla kupy muszę kupić!~:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie tylko dla kupy warto, bo taki np. ból fantomowy jest też świetny, chociaż to o kupie szczególnie mnie rozbroiło :D.
      W Miłosnych też na początku, w pierwszym rozdziale, denerwowały mnie te wszystkie miłosne cierpienia i tak dalej, ale potem było tego zdecydowanie mniej. Zazdroszczę przeczytania wszystkiego od Ito, też bym tak chciał, a tak to wszystko już pousuwali ;-;.
      A jaką mangę od Ito najbardziej lubisz ;3?

      Usuń
    2. Właśnie nie pamiętam Bólu Fantomowego; tak naprawdę wszystkie te historyjki są/wydają się fajne, poza "Cierpieniami" właśnie :)
      No, nie przeczytałam ~wszystkiego~ bo Ito nadal tworzy, miał jakiś one-shocik o Pokemonach machnąć, muszę się rozejrzeć czy już jest.
      Moim ulubionym Ito jest Souichi, bo lubię jakim totalnym nieudacznikiem jest mimo faktycznych dziwnych rzeczy dziejących się wokół niego; lubię też Mimi no Kaidan, bo podoba mi się koncept, że dziewczyna absolutnie MUSI przeżyć - trochę jak większość Uzumaki :)

      Usuń
  2. Od Ito czytałam chyba tylko jedno czy dwa opowiadania na skanach, do tej pory jakoś nie zdecydowałam się na żadną jego mangę. Trochę zniechęca mnie ta przewidywalność, ale jestem ciekawa zwłaszcza kilku z opisanych przez Ciebie historii. No i nie zaszkodziłoby wreszcie zapoznać się z twórczością tak znanego autora. Hmm, może poczekam na jakąś dobrą promocję i wtedy kupię. :)

    OdpowiedzUsuń