wtorek, 12 lipca 2016

Czerwiec 2016 - podsumowanie

Hej!
Ostatnio dużo się na blogu dzieje - oprócz konkursu zdradzę, że udało mi się nawiązać współpracę z pewnym wydawnictwem... Już niedługo zrecenzuję mój pierwszy egzemplarz recenzencki, także czekajcie cierpliwie, a za jakiś czas dowiecie się kto, co i jak. Tymczasem czas na kolejne podsumowanie, które przez natłok tego wszystkiego nie mogło pojawić się wcześniej.


Jak obiecywałem, tym razem całość przybierze trochę inną formę niż wcześniej. Zdałem sobie sprawę, że pisanie poszczególnie o każdej mandze nie sprawia mi przyjemności i jest dla mnie bardziej męczące niż satysfakcjonujące, więc o komiksach będę pisał w grupkach. Koniec gadania, nie chcę Was tu zanudzić, zaczynamy! Od Waneko w czerwcu zdobyłem trzy mangi - "Bakumana", "Nasz Cud" i ósmy tomik "Tokyo Ghoula". Po "Bakumanie" oczekiwałem dużo i chyba odrobinę zbyt dużo - o ile rozdziały dotyczące samego tworzenia mangi wciągają, potrafią zmotywować i są bardzo ciekawe, to ten cały wątek romantyczny, motywacje bohaterów i koligacje między nimi (wyjaśnienie "bo geny" mi nie odpowiada) to jakieś nieporozumienie. Po co to wszystko? Jednak wiele osób zapewnia, że potem będzie o wiele lepiej, także może kupię kolejny tom. "Naszego Cudu" i Tokijskiego Żula jeszcze nie przeczytałem - w tej pierwszej pozycji trochę nie podoba mi się obwoluta z dziwnym, kanciastym szlaczkiem, a do drugiego w kwestii wydania jak zwykle nie mam zastrzeżeń. 

Czas na dwie cegły od JPFu - jedna to Mega Manga, a druga to horror z Kolekcji Ito. Mowa tu o "Abarze" i "Miłosnych cierpieniach umarłych". "Abarę", w tłumaczeniu na polski "Żebra", skończyłem wczoraj i nic z niej nie zrozumiałem. Na początku wszystko było jasne, ale potem nie wiedziałem, czy to oni gonią tego pustelniaka, czy to on ich i on ją zabił czy ona jego. Dla niewtajemniczonych, to manga autora "Blame!", o którym w osobnej recenzji nasłodziłem, że aż miło. Co do Żeberek, to potem przeczytałem wyjaśnienia od Pana Pawła Dybały, które zamieścił na końcu tomiku (można się oburzać, że to traktowanie czytelnika jak debila, ale mi to bardzo pomogło) i wszystko było jasne. Teraz muszę przeczytać tylko jeszcze raz, posiadając już podstawowe informacje i zrozumieć wreszcie, o co chodziło z tą hodowlą krewetek. A, i jeszcze kreska oraz wydanie. Nigdy nie miałem w łapkach ładniej narysowanej mangi. Kaoru Mori, Kakizaki, Tsukiji Nao, Obata czy Yusuke Murata przy "Abarze" mogą budzić co najwyżej uniesienie brwi. To, co narysował, nie, wróć, wyczarował Nihei to po prostu arcydzieło - zarówno jeśli chodzi o wnętrza i postacie, jak i potwory i walki. Ilość kreseczek i kresek, które układają się w jedno po prostu oszałamia. Nie znalazłem tu żadnych wad pod tym względem - nie dość, że Nihei nie zapomniał o fizyce i anatomii, to jeszcze stworzył tak zapierające dech w piersiach... wszystko, w sumie. Manga jest też pięknie wydana - matowa obwoluta, duża ilość pięknych, kolorowych stron, smoliste czernie, papier z dużą zawartością kredy, słowniczek pojęć i dodatkowa opowieść na końcu - po prostu łał. To wydanie przebija chyba nawet "Blame!" i "Opowieść Panny Młodej", a to duży komplement. O "Miłosnych..." rozpisałem się w osobnej recenzji.

I mang od JPFu ciąg dalszy, czyli kolejne dwa seineny - "Hideout" i "Blue Heaven". Obydwu nie przeczytałem, więc nie wypowiem się na ich temat. Wiem jedynie, że "Hideout" jest autorstwa Kakizakiego, którego GB bardzo chwaliłem w oddzielnej recenzji, więc raczej się na nim nie zawiodę.

W majowym podsumowaniu zapowiadałem, że pojawi się tu gość specjalny czyli coś, czego jeszcze na blogu nie było. Jest to, uwaga uwaga, mój pierwszy artbook, "Tokyo Ghoul Zakki". Kiedy uda mi się naprawić skaner, postaram się go tak porządnie zrecenzować. Ma on około sto stron, okładkę z lakierowanym Kanekim i Touką, mnóstwo genialnych obrazków w środku, a cały jest po niemiecku. Nie, nie umiem niemieckiego, ale artbooki w końcu są po to, żeby je oglądać, a nie czytać. Ja sam bardzo lubię ciekawy styl rysowania Sui Ishidy, który eksperymentuje z natężeniami i ilością czerni oraz z anatomią. Idealnie wpasowuje się on w klimat Tokijskiego Żula, ma w sobie gotyckie, mroczne elementy jak i ciekawe zabiegi. Tutaj różne powykręcane części ciała nie wynikają z tego, że autor nie umie rysować dłoni, a z jego zamysłu, chociaż nie każdemu może się to spodobać (ja sam na przykład musiałem przywyknąć do takiego stylu).

I wreszcie dwie ostatnie mango. Pierwsza z nich to trzynasty tomik "Fullmetal Alchemist", podobno jeden z najlepszych w serii. Ja jeszcze nie czytałem, ale już nie mogę się doczekać. Jak widzicie, powoli zbieram sobie FMA i mam nadzieję, że dotrwam do końca. Potem mamy drugi, a zarazem ostatni tom "Przekleństwa siedemnastej wiosny", o którym szczegółowo rozpisałem się w oddzielnej recenzji.

To już koniec podsumowania, ja tymczasem żegnam Was i idę spokojnie egzystować. A co Wy kupiliście w czerwcu?

PS. Przypominam o tym, że konkurs trwa!


6 komentarzy:

  1. O rany! Artbook z TG, a mnie manga tak męczy swoją kreską... xD
    Czekam z niecierpliwością na recenzję, bo autorowi co jak co, ale kolorowe arty i obwoluty wychodzą fajowo. Naprawiaj ten skaner szybciej. :<
    Bakuman na razie mnie trochę zbyt przeraża, za długie to. Może kiedyś dorwę całość.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawiam ten skaner szybciej :< Głupi skaner :<
      I rzeczywiście obwoluty w TG to pierwsza klasa.

      Usuń
  2. O, jestem ciekawa, jakie to wydawnictwo ^^
    Szlaczek w Naszym Cudzie ponoć poprawili i w nowych tomach będzie gładszy. Ta kanciastość miała być zamierzona, ale fani zaprotestowali.
    Abary jeszcze nie czytałam, ale uwielbiam Blame! i jestem ciekawa, czy to właśnie na etapie Abary Nihei nauczył się rysować ludzi, bo w Blame! są oni jeszcze niedopracowani. Moim zdaniem to działa tylko na korzyść Blame!, ale opinie są różne. Do autorów z ładną kreskę dorzuciłabym jeszcze Yukimurę Makoto, którego Vinland Saga jest niepowtarzalna, Berserki jej z ręki jeść mogą.
    COŚ PRZEBIJA WYDANIEM BLAME!??? Niemożliwe D: Widziałam wszystkie wydane w Polsce mangi (dostęp do mangowej biblioteki się kłania) i nic równie ładnego jak limitowana edycja Blame! nie było mi dane zobaczyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Abarze ludzie są już bardzo dopracowani, wyglądają według mnie świetnie, o wiele lepiej niż w Blame!. I przeczytałem już całość ponownie, zrozumiałem wszystko i Blame! jest od Abary lepszy. O ile rysunki w Abarze są biją na głowę te z Blame!, to fabuła w tym pierwszym jest o wiele ciekawsza. "Żebra" traktuję jako ciekawostkę dla fanów Niheia, interesującą zagadkę, którą trzeba powoli rozgryzać, a potem można z czystym sumieniem odstawić ją na półkę i do niej nie wracać.

      Usuń
    2. Czyli warto dla rysunków, postaram się przeczytać. W ogóle to zbieram się do recenzji Blame! już od roku i doszłam do wniosku, że będę w stanie ją napisać dopiero pod koniec 2017 roku, kiedy wyjdą wszystkie tomy w nowej edycji i dokładnie przeczytam każdy tom kilka razy i całość minimum trzy. Na razie czuję, że nie jestem godna i zbyt mało wiem.

      Usuń