niedziela, 17 lipca 2016

Acony



A oto mój pierwszy egzemplarz recenzencki – „Acony” od Wydawnictwa Waneko. Na pierwszy rzut oka, po przeczytaniu opisu może wydawać się, że to kolejna głupiutka komedia romantyczna. Nic bardziej mylnego. Zamiast jakiegokolwiek romansu mamy tu żaby-samurajów, wredne złote rybki, zabójcze tostery, kotożerne rośliny i gadające lalki, a to tylko cześć tego, co czeka nas w budynku Shikimino.
Motomi, przeciętny japoński nastolatek, przeprowadza się do nowego domu. Brzmi schematycznie? A więc słuchajcie dalej. W owym mieszkaniu poznaje tytułową Acony – dziwaczną dziewczynę, która może i jest trochę bezczelna, ale i niezaprzeczalnie urocza. Jak dowiadujemy się później, jest to dwudziestotrzylatka, zamknięta w ciele trzynastolatki, praktycznie wcale się nie starzejąca. Wprowadza  ona Motomiego w szalony świat budynku Shikimino, który wydaje się mieć własną wolę – potrafi zamieniać pokoje miejscami i tworzyć tajemnicze labirynty, kiedy pojawi się tam ktoś, kogo nie chce. Nie dość, że Motomi jest już dostatecznie pogubiony, to tajemnicza Acony składa mu propozycję – pomóc jej dowiedzieć się, czy naprawdę jest nieśmiertelna…
Zacznijmy od tego, co najbardziej mi się podobało – motyw domu posiadającego duszę. Nigdy nie spotkałem się z czymś takim w mangach, jest to bardzo oryginalny i dający duże pole do popisu pomysł. Autorka świetnie wykorzystała to, co wymyśliła, tworząc coś nietypowego, czego jeszcze nie było. Rozdziały, których główny wątek jest  związany z Shikimino, czyta się bardzo dobrze – motyw domu jest ważny w literaturze, a prawidłowe ogranie go daje niezwykłe efekty. Cieszy mnie również, że autorka nie popadła w przesadę i nie powymyślała dziwacznych pomysłów na to, co z budynkiem może się jeszcze dziać (na szczęście nie zaczął stepować ani nie ożył i nie pozabijał wszystkich wokół) – brak wyczucia już nie raz zepsuł coś, co zapowiadało się świetnie (patrz – „Zwierzogród”, chyba nigdy nie przestanę mieć ogromnego żalu do tego filmu).
Manga jest wydaniem zbiorczym trzech oryginalnych tomów. W pierwszym mamy ciągle główny ciąg fabularny, zero jakichkolwiek pobocznych historyjek w środku. Drugi tom to mieszanka – fabuła jest zmieszana z występującymi od czasu do czasu, można by powiedzieć, fillerami. Właściwy ciąg fabularny kończy się jednak na początku trzeciego tomu, a dalej mamy już tylko osobne opowiastki. O ile właściwa część „Acony” jest związana z odkryciem tajemnicy nieśmiertelności tytułowej bohaterki, to fillery są wesołymi, pokręconymi i abstrakcyjnymi historyjkami o najróżniejszych dziwactwach, których część wymieniłem we wstępie. Muszę przyznać, że jak na historie, których zadaniem jest zapychanie wolnych stron, bardzo mi się one spodobały – autorka ma niesamowitą wyobraźnię i potrafi dobrze przedstawić to, co siedzi jej w głowie. Czytając „Acony” na myśl przychodzi mi Junji Ito, jednak u niego wszystko jest ohydne, abstrakcyjne i dziwaczne, a tu większość z pobocznych historii to przyjemne, beztroskie opowiastki. Ciąg fabularny również jest bardzo ciekawy i ma swój klimacik, jednak w tym miejscu muszę niestety napisać o największym mankamencie „Acony” – przynudzaniu.
Mam wrażenie, że ciąg fabularny dałoby się zamknąć w tomie długości „Muzyki Marie” – około 270 stron. Tutaj jednak wszystko jest trochę dłuższe, więc nic dziwnego, że momentami czytelnik odczuwa nudę. Nieraz całość jest zbyt przegadana – po co to? Czy nie lepiej byłoby opowiedzieć całość krótko i zwięźle, a nie przeciągać  nie wiadomo jak? To samo tyczy się fillerów – niektóre z nich wydają mi się tworzone na siłę (jak „Lady Dog”), jakby autorka nie czerpała z nich przyjemności tylko powtarzała sobie, że mus to mus i musi to narysować, bo nie wypada dawać tak krótkiego tomiku.
Postacie prezentują gamę naprawdę barwnych charakterów. Motomi to typ spokojnego obserwatora (plus za uniknięcie schematu ciepłych kluchów), zdecydowanie najmniej szalony z całego towarzystwa. Momentami możemy się z nim utożsamić i chociaż w pobocznych historyjkach odgrywa zwykle role drugoplanowe, to w głównym ciągu jest on dość ważną postacią i przyczynia się do wielu wydarzeń. Acony, tytułowa bohaterka (i kolejny plus za uniknięcie schematu, tym razem tsundere), z miejsca potrafi zdobyć sympatię czytelnika – to bardzo ciekawa i rozbudowana postać, momentami może i bezczelna, ale jak to określił Motomi, „na swój sposób urocza”. W jej głowie dzieje się bardzo dużo podczas głównego ciągu, jest wystawiona na parę ważnych prób i nieraz czytelnik potrafi jej współczuć. Tu niestety dochodzimy do kolejnej wady – relacja między Motomim a Acony mogłaby być bardziej rozbudowana. Nie oczekuję tu czegoś w rodzaju Kayo i Satouru (tylko ja ich nie szipuję?), ale ciągle wydają się trochę sobie obcy, jakby dopiero się poznali. Niestety autorka za mało czasu poświęciła ich przyjaźni, a szkoda.
Do drugoplanowych bohaterów zalicza się na przykład Misono – wiecznie pijana i niezwykle sympatyczna redaktorka, będąca moją ulubioną postacią. To bardzo naturalna bohaterka, w której zachowaniu możemy odnaleźć wiele własnych cech. Dochodzi do tego jeszcze mama Motomiego, zapracowana i nielubiana przeze mnie postać, ponieważ na początku syna po prostu, mówiąc wprost, olewa; żaba-samuraj, czyli honorowa i dzielna wojownicza żaba, bardzo sympatyczny dziadek głównego bohatera uwielbiający czołgi i dozorca, który w chwilach stresu robi się niewidzialny. Jak widać postaci jest dużo, a wszystkie są barwne i ciekawe. Nie można jednak od każdej z nich oczekiwać, że będzie jakoś szczególnie rozbudowana, bo trudno liczyć na to, że złota rybka, której poświęcono jedną, krótką historyjkę, będzie miała swój niepowtarzalny, rozbudowany i dokładnie rozrysowany charakter.
Kolejny plus „Acony” – trudno tę mangę zaklasyfikować do określonego gatunku. Ma w sobie elementy prostej historii obyczajowej, sporo tam też komedii (szczególnie w trzecim tomie), ale duża ilość dziwacznych (w pozytywnym tego słowa znaczeniu) stworów nie pozwala uznać „Acony” za obyczajówkę. Gdyby to ująć w jednym zdaniu, to najlepiej by było po prostu stwierdzić, że autorce udało się uniknąć schematów i chwała jej za to.
Kreska w tej mandze na początku skojarzyła mi się z „Atakiem Tytanów”. Mamy tu dużo czerni i szarpane, cienkie i długie linie. To uczciwa robota – brak tu fajerwerków, kwiatuszków i szlaczków alias Ikeda, mamy za to prawa fizyki i anatomię. Nie każdemu taki styl rysunku przypadnie do gustu, ponieważ autorka bardzo lubi rysować postacie długimi i szarpanymi kreskami.  Na początku stwierdziłem, że grafika jest tu taka sobie, ale potem przyzwyczaiłem się i ani trochę mi to nie przeszkadzało. Na uwagę zasługuje również nietypowe kadrowanie i bardzo dobrze narysowane tła. Z wad – parę wpadek, typu długość środkowego palca Acony (strona 99). Jedno trzeba jednak przyznać Kei Toume – kreska w „Acony” bardzo pasuje do historii, jest nieprzesadzona, momentami bardzo urocza i wykorzystująca nietypowy styl autorki. Jak dla mnie grafika na plus.
Mangę wydało w Polsce Wydawnictwo Waneko (mój pierwszy egzemplarz recenzencki, jupi!). Na początku mamy aż 15 kolorowych stron, parę (12) pojawia się jeszcze w środku. Większość z nich to po prostu obrazki z Acony, bardzo ładne zresztą. Całość to, jak już pisałem, wydanie zbiorcze trzech tomów w jednym, więc cegiełka bardzo ładnie prezentuje się na półce. Okładka do najładniejszych nie należy, ale Waneko chyba gdzieś pisało, że nie pozwolono im dać innej (poprawcie mnie, jeśli się mylę).  Tłumaczenie jest bardzo naturalne i nie znalazłem żadnych zgrzytów, a papier jest biały, tak jak trzeba. Jedyną wadą wydania jest łupież (czyli białe plamki), pojawiający się na niektórych czerniach. A teraz najlepsze – cena. 510 stron, prawie trzydzieści (nie licząc spisu treści, aż mi się zrymowało, hihi) kolorowe. Za to wszystko zapłacić musimy… tylko 35 złotych, co jak na wydanie zbiorcze trzech tomów jest bardzo niską ceną.
Trudno ocenić mi w skali liczbowej tę mangę. Jest to bardzo specyficzna, nietypowa i ciekawa pozycja, którą ciężko włożyć do odpowiedniej szufladki. Spodoba się osobom lubiącym spokojne, stonowane mangi obyczajowe i komedie, odradzam ją za to osobom, które trawią tylko mangi, w których dzieje się dużo, a Wykokszony Bizon A tłucze Wykokszonego Bizona B, który strzela w Wykokszonego Bizona C. Szukacie idealnego komiksu (bez Wykokszonych Bizonów, rzecz jasna) na odpoczynek po ciężkim dniu i który nie realizuje kolejnych ogranych schematów? To znaczy, że „Acony” jest dla Was.

Autor: Kei Tome
Gatunek: komedia, obyczajowe
Wydawnictwo polskie: Waneko
Wydawnictwo japońskie: Kodansha

Ocena główna: 6,5/10
Fabuła: 6/10
Bohaterowie: 8/10
Grafika: 7/10

A za mangę dziękuję oczywiście Wydawnictwu Waneko :).

5 komentarzy:

  1. Gratulacje z okazji pierwszej współpracy z wydawnictwem!
    Acony to bardzo specyficzny tytuł, który na pewno przypadnie do gustu miłośnikom japońskiego klimatu i legend. Mam go już na swojej półce i jestem z zakupu jak najbardziej zadowolona. ^^
    Swoją drogą, mam jeszcze jedno pytanko do konkursu - czy jeśli nie dam żadnych obrazków do recenzji, może to wpłynąć znacząco na ocenę pracy? :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki ^^
      Brak obrazków nie wpłynie jakoś bardzo na ocenę recenzji, bo najważniejszy jest tam tekst, a zdjęcia i tak dalej nie są bardzo znaczącym elementem, chociaż stanowią bardzo fajny dodatek :P

      Usuń
    2. Oki, dzięki za odpowiedź! :D

      Usuń
  2. Z początku wahałam się nad "Acony" między innymi przez to sporadyczne przynudzanie, ale jednak kupiłam i nie żałuję, zwłaszcza że akurat dorwałam tomik w sporej promocji, a nawet z plakatem. ^^
    I gratulacje współpracy. :D

    OdpowiedzUsuń
  3. O tak, to stanie na pograniczu gatunków wychodzi Acony pięknie.

    OdpowiedzUsuń