wtorek, 28 czerwca 2016

Przekleństwo siedemnastej wiosny (cała seria)



Na okładce dwóch facetów, obok nich pęd kwitnącej wiśni. Ograniczenie wiekowe 15+.  Autorka – rysowniczka yaoi. Pierwszą mangą wydawnictwa była właśnie pozycja z tego gatunku. A „Przekleństwo siedemnastej wiosny”, jeśli chodzi o fabułę nie ma nic wspólnego z tym gatunkiem. W dużym skrócie, manga ta to połączenie spokojnego wykopywania pędów bambusa z dynamiczną, Sherlockową dedukcją. Brzmi absurdalnie, to nie może się udać, myślicie? Ale udało się i to świetnie.
Naoki wraz ze swoją siostrą przybywają do ich kuzyna – Takashiego – oraz cioci. Wszystko wydaje się być w jak najlepszym porządku, a przynajmniej na pierwszy rzut oka. Ale coś jest nie tak. Takashi, z miłego chłopaka zamienia się nagle w aroganckiego chama, przepraszam, prostaka, a ciocia wydaje się dokładnie wiedzieć, o co chodzi. Czy nagła przemiana Takashiego jest związana z jego siedemnastymi urodzinami?
Ta dwutomówka jest pełna nietypowego klimaciku dawnej Japonii, pełnej tradycji i wierzeń. Cała ta historia pełna jest tego typu japońskich zwyczajów, co sprawia, że możemy się o nich dużo dowiedzieć. Do tego dochodzi jeszcze nieśpieszne tempo akcji i umiejscowienie jej w maju, kiedy to  możemy podziwiać kwitnącą wiśnię i różne kwiatki/roślinki/kamyczki. Za to sprawcą całego zamieszania nie okaże się psychopata z piłą łańcuchową albo Moriarty z „Sherlocka”, a jak to bywa w tradycyjnych japońskich opowieściach duch. Mamy tu też japońskie rody i różne epoki. Jak ktoś lubi takie rzeczy, to „Przekleństwo…” zapewne mu się spodoba (mnie to wszystko kupiło). Ale zaraz, mangi otagowanej „horror, dramat, tajemnice” raczej nie kupuje się dla patrzenia jak rosną kwiatki!
Czas wspomnieć o drugiej stronie mangi. Komiks wcale nie należy do spokojnych. Mamy tu skomplikowaną dedukcję, różne intrygi, a to wszystko pełne dynamizmu. Razem z bohaterem musimy analizować sytuację, szybko wyciągać wnioski z wydarzeń i pamiętać, aby nic nie przeoczyć, w przeciwnym razie na dalszym etapie zrozumiemy bardzo mało. Wszystko to jest bardzo skomplikowane, pokręcone i trudne w odbiorze, ja sam nie raz się w tym wszystkim poplątałem. Panie i panowie, oto połącznie „Mushishi” i „Death Note’a!
Czegoś takiego jeszcze nie było. Ta manga jest bez wątpienia jedną z najbardziej oryginalnych, z jakimi miałem kiedykolwiek styczność. Zręcznie unika sztampy, a cała jej „horrorowość” nie ma nic wspólnego z gore, bo krwi jest tu bardzo, bardzo mało. Generalnie po lekturze może i nie będziecie się  bać własnego cienia, ale użyto tu niesamowitej metody straszenia – lęk przed tym, że to, co dobrze znamy i lubimy, może okazać się potworem, czymś okropnym. To coś, co uderza w ludzką psychikę i powoduje naturalną reakcję na to zjawisko – strach. Autorka musiała znać się na psychologii, aby bez użycia krwi, potworów, demonów i pił łańcuchowych (lub tarczowych, jak kto woli) spowodować u czytelnika lęk. Gdzieś czytałem, że manga jest bardziej thrillerem psychologicznym niż horrorem i trudno się z tym nie zgodzić.
Komiks ten jest inteligentny, szybki, odrobinę magiczny, dzięki wszystkim tym tradycyjnym japońskim elementom, pełen nietypowych zabiegów (jak umiejscowienie połowy akcji drugiego tomu w głowie Naokiego), ale niestety nie bez wad, chociaż są one bardzo nieznaczne w porównaniu z niezwykłą jakością całokształtu. W pewnym momencie autorce brakowało odrobiny wyczucia aby przerwać, tylko kontynuowała całość, przy okazji komplikując rozwiązania wątków i dodając im niepotrzebne drugie dno. Parę momentów z drugiego tomu również wydawało mi się wstawione na siłę, jak choćby te całe „iluzje” (nie chcę spoilerować, dlatego właśnie piszę tak oględnie). Mam też wrażenie, że aby uzyskać zadowalający efekt nie trzeba było tak bardzo mieszać w koligacjach rodzinnych bohaterów, bo zdania typu „pierworodny wujka w rodzie X poślubił matkę siostry cioci z rodu Z” powodują co najmniej mętlik w głowie. Trudno się w tym wszystkim odnaleźć. W gruncie rzeczy jakby te wszystkie wady podsumować, to wychodziłoby na to, że jedyna rzecz, której zabrakło w „Przekleństwie…” to wyczucie autorki. Bo po co te wszystkie komplikacje? Czy to naprawdę było aż tak potrzebne?
Naoki jest typem cichego i spokojnego bohatera, jednak w żadnym wypadku nie są to ciepłe kluchy – potrafi działać, myśleć i jest dość inteligentny. Tak naprawdę trudno o nim coś jeszcze napisać, ponieważ będą to spoilery. Może przejdę więc do reszty postaci.
Siostra głównego bohatera, Noriko, to nie panna w opałach służąca to płakania i posiadania wielkich oczu – ma coś takiego jak mózg, a w dodatku go używa. Ma dużo wyczucia, empatii i inteligencji, potrafi pomagać Naokiemu i szybko kojarzy fakty. Łatwo ją polubić, na szczęście nie wkurza jak (zbyt) dużo pannic w mangach (plus Armin z SnK), umie być asertywna kiedy trzeba i również kiedy trzeba opowiadać żarty o Naokim, który chciałby być kangurkiem. Więcej takich kobiecych postaci, autorzy mang!
Przemiana Takashiego została oddana bardzo szczegółowo. Charakter chłopaka zaczyna się stopniowo zmieniać, a na końcu dowiadujemy się jak i dlaczego. Z miłego i życzliwego mężczyzny chłopak zmienia się w prostaka, którego wkurzają wszyscy i wszystko. Nawet kot, który wcześniej przychodził i ocierał się o niego główką, teraz drapie go lub ucieka. Podoba mi się taki zabieg.
Rysunek to uczciwa robota. Nie ma tu falbanek/kwiatuszków/serduszek (niepotrzebne skreślić), aby zatuszować braki w anatomii czy prostych rysunkach postaci (ekhm, Tsukiji Nao, ekhm). Wszystko prezentuje się tak, jak widać na okładkach – delikatne linie, rysowane z precyzją twarze oraz przepiękne tła i krajobrazy. Nie ma tu też przesadnej dbałości o często niepotrzebne szczegóły, co sprawia, że wszystko ma ręce i nogi, jest przejrzyste i widzimy, że Naoki siedzi na krześle a nie krzesło na nim. Do czego mogę się przyczepić? Do rysunku zwierząt (kot ma w sobie mało z kota, chociaż jest naprawdę uroczy) i niektórych dość przeciętnych ujęć. Reszta to solidna robota.
Manga została wydana w moim ulubionym formacie, nie za dużym, nie za małym. Tłumaczenie kupiło mnie niektórymi smaczkami (jak groźba Noriko „chyba nie lubisz swoich zębów”), poza tym jest równie solidne jak rysunki. Tomiki witają nas jedną kolorową stroną. Czernie są czarne, biały papier jest biały, wszystko prezentuje się naprawdę dobrze. Tylko cena – 22,50 – jest odrobinkę za duża. Czemu nie zwykłe dwadzieścia złotych? Chociaż tutaj tomiki mają około 210 stron, więc stosunkowo są dość grube, jak na mangowe standardy. Obwoluty mamy matowe, i bardzo dobrze.
„Przekleństwo…” jest oryginalną, ciekawą i wciągającą pozycją dla bardziej wymagającego czytelnika. Oferuje ciekawy klimat i nietypowe rozwiązania w zamian za szybkie myślenie, kojarzenie faktów i zignorowanie paru mankamentów. Uderza w najczulsze punkty ludzkiej psychiki, a przy tym jest również pełną japońskich smaczków spokojną historią. Ja lubię i „Mushishi” i „Sherlocka”, więc połączenie tych dwóch tytułów to dla mnie czysty miód. A raczej, w tym przypadku, pyszne pędy bambusa.


Autor: Ono Fuyumi (scenariusz), Yamamoto Kotetsuko (ilustracje)
Gatunek: horror, kryminał, dramat
Wydawnictwo polskie: Ringo Ame
Wydawnictwo japońskie: Gentosha Comics

Ocena główna: 8/10
Fabuła: 9/10
Bohaterowie: 7/10
Grafika: 7/10
 
PS - na blogu jest ankieta, zapraszam do głosowania!


5 komentarzy:

  1. Jak mnie denerwują ludzie, którzy mówią, że to yaoi! Wiem, że można się pomylić, bo autorka, ale no! ;_;
    Ogólnie seria przyjemna, ale dla mnie taka... na jeden raz. W sumie nic szczególnego. Fajnie się czytało, ale to tyle. :'D

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo się cieszę, że Ci się podobało, bo sama mam słabość do tej mangi (o czym już kiedyś u siebie pisałam). ^^
    No tak, w tych wszystkich rodzinnych powiązaniach rzeczywiście łatwo się pogubić, ale jakiś tam ogólny sens dało się wyłapać. Podobało mi się natomiast to, że chociaż nad całą tą zagadką trzeba było trochę pogłówkować, to nie trzeba było do tego jakiejś wiedzy z kosmosu, ale takiej, którą można wynieść chociażby ze szkoły (np. na temat grupy krwi). Nadawało to bohaterowi realności, pokazywało, że nie jest jakimś geniuszem, ale zwykłym nastolatkiem. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To mi też się podobało :). Fajnie, że nie okazało się na końcu, że chodziło tu o coś, o czym czytelnik nie miał prawa wiedzieć.

      Usuń
  3. Mam w planach tak od wieków, a zawsze jakas inna manga wyskakuje do przeczytania.

    OdpowiedzUsuń