piątek, 27 maja 2016

Ajin #1



„Gra w Króla” powinna mnie nauczyć, żeby nie kupować mang w ciemno. Tym bardziej w Empiku, z ładną okładką i formatem A5, jak to było w jej przypadku. I aby uważać na najbardziej narażony na kicz i sztampę gatunek – horrory. Czy nauczyła? A gdzie tam…
Ajiny – nienawidzone przez społeczeństwo stwory, których nie sposób zabić. Swoim krzykiem paraliżują na parę sekund człowieka i same wyglądają jak ludzie. Mogą stworzyć „czarnego ducha”, czyli swojego żołnierza-obrońcę. W Japonii istnieją takie dwa. A nie, przepraszam, jeszcze Kei, więc już trzy. To osiemnastoletni, pilny chłopak, którego cel to zostać kimś wartościowym – jednak pewnego dnia wpada pod ciężarówkę. I co, odrodzi się w świecie pięknych diablic albo okaże się, że to zamach tych złych, bo X lat temu pokonał ich zdobywając jakąś tajną informację? Nie ta bajka, a raczej manga. Bo nasz drogi Kei nie umarł, tylko rozpłaszczył się na ziemi, krzyknął coś a potem wstał jakby nigdy nic. W mangach codzienność? Również nie tym razem. Okazał się Ajinem, a od tego niefortunnego zdarzenia rozpoczął swoją wielką ucieczkę przed rządem chcącym przeprowadzić na nim straszliwe badania.
Zacznijmy od zalet – „Ajin” wciąga. To solidna przygodówka z dużą ilością akcji, a losy Keia i jego najlepszego przyjaciela, Kaia (spokojnie, też ich na początku myliłem) i odkrywanie razem z nimi mrocznego uniwersum jest po prostu dobrą rozrywką. Manga nie wymaga niepotrzebnego skupienia ani zbytnio nie angażuje czytelnika w wydarzenia. W tym przypadku może to nawet lepiej. Jest tu też duży, naprawdę duży potencjał. Jeśli tylko nie zostanie zmarnowany, manga może stać się hitem.
To teraz minusy – ostrzegam, że jestem czytelnikiem wybrednym i trochę tego będzie. Fabuła „Ajina” momentami jest naiwna. Brakuje tu realizmu, a niektóre wydarzenia wydają się bez sensu. Poza tym autor mało angażuje się w swój komiks. Widać, że nie sprawia mu stuprocentowej przyjemności i sam miałby ochotę parę rzeczy poprawić. W dodatku zachowania niektórych bohaterów są średnio realistyczne. „Ajina” można zakwalifikować do shonena, w którym najważniejsza jest akcja, przez co cierpią inne elementy fabuły. A teraz czas na najgorsze – „Ajin” to nie horror, wbrew tagom. To nawet nie thriller. Brakuje tu klimatu, emocji, właściwego dla gatunku napięcia, czegokolwiek horrorowego. Autor chyba sam to zauważył i chciał poeksperymentować i wprowadzić trochę gore, ale szybko z planu się wycofał. Tu dochodzimy do kolejnej wady – niezdecydowania i braku konsekwencji jeśli chodzi o fabułę. Autor sam do końca nie wiedział, o czym to wszystko ma być.
Jak przeczytaliście wyżej, do mangi mam wiele zarzutów. Niemniej jednak nie potrafię dać jej niższej oceny niż 6. Większość z wad posiada nie tylko „Ajin”, ale również X podobnych shonenów, czy mang akcji. Poza tym nie wpływają one jakoś przesadnie na fabułę i odbiór. Najbardziej zaś martwi mnie brak horroru w horrorze, bo to w końcu poważny minus.
Czy rzecz ma się lepiej z postaciami? Kei na szczęście nie jest użalającym się nad sobą biedakiem, który chciał tylko być fajny, a zamienił się w potwora. Chłopak używa mózgu, nie jest głupi i rozsądnie analizuje sytuację. Jestem znienawidzonym przez innych potworem – dobrze by było uciekać. Nie mogę pozostać w jednym miejscu, bo mnie złapią. Wyłączę telefon, żeby mnie nie namierzyli. Poza tym niestety jego charakter nie został jeszcze dostatecznie rozrysowany. Ot, zwyczajny, inteligentny chłopak.
Kai, jego najlepszy przyjaciel, to taki schematyczny szaleniec. Zielone włosy, kolczyki z buźkami, motor – niestety, jeśli chodzi o charakter przypomina trochę Keia i również niczym się nie odznacza. Dalej mamy jeszcze Bardzo Ważnego Inspektora z jego asystentką. On, tajemniczy i spokojny, białowłosy i wysoki, ona, równie spokojna, ale i zdecydowana. Również nie wiemy jeszcze o nich wiele. Na drugim planie plącze się jeszcze parę postaci, ale nie mają one ważniejszego znaczenia dla przebiegu fabuły.
Najlepsza w mandze zdecydowanie jest grafika. To idealny przykład na to, że manga, w której bohaterowie mają ogromne oczy alias Haczune Miku, może być rysowana po prostu bardzo ładnie. Idealna ilość czerni, dokładne cieniowanie, delikatna, zamierzona niedbałość w rysunkach i szczegółowe ujęcia – to tylko parę cech wyróżniających ten komiks. Kadry są po prostu poprawne i estetyczne, albo zapierają dech w piersiach szczegółami. I uwaga uwaga – wielkie oczy mi nie przeszkadzały. Autor ma taki styl, a poza tym nie prezentowały się wcale aż tak źle. O tłach również nie zapomniano.
Nie ukrywam, że wydanie również wpłynęło na moją decyzję o zakupie mangi. Format jest nieco większy niż A5, a w środku czeka na nas 5 kolorowych stron. Pod koniec mamy również parę słów od tłumaczki, która wyjaśnia tłumaczy nam, czemu Ajiny nazywają się Ajinami. Obwoluta, z lakierem wybranym, również wygląda bardzo estetycznie. Zarówno papier jak i druk są porządne, a wszystkie krzaczki zostały wyczyszczone. Tu pojawia się niestety problem – ich polskie odpowiedniki są zwyczajnie brzydkie. Nie pasują do obrazu i wyglądają jakby były projektowane 5 minut przed oddaniem komiksu do druku.
Nie jest ani jakoś specjalnie dobrze, ani źle. Zwykły, przeciętny tytuł, z dużą ilością akcji. Summa summarum, wystawiam sześć, ale jak już pisałem, jest potencjał. Jeśli zostanie w pełni wykorzystany, manga może zamienić się w prawdziwy hit, o ile jeszcze nim nie jest. I jeszcze jedno – tytuł ten bardzo przypomina mi „Tokyo Ghoula”. Na razie to historia o tokijskich żulach zdecydowanie bardziej przypadła mi do gustu, ale jeśli autor nie zrobi nic głupiego to kto wie, może właśnie „Ajin” okaże się lepszy.

Autor: Tsuina Miura (scenariusz), Gamon Sakurai (ilustracje)
Gatunek: przygodowy, horror (rzekomo)
Wydawnictwo polskie: Studio JG
Wydawnictwo japońskie: Kodansha

Ocena główna: 6/10
Fabuła: 6/10
Bohaterowie: 6/10
Grafika: 8/10


2 komentarze:

  1. "Ajin" rzeczywiście wciąga. Co do horroru, to może znalazł się pośród gatunków ze względu na mające się później pojawić sceny tortur i eksperymentów (chociaż tutaj opieram się na znajomości anime, a i jego raczej nie określiłabym jako horror).
    Z początku "Ajin" też przypominał mi "Tokyo Ghoula", ale za jakiś czas przekonasz się, że Kei ma tak naprawdę niewiele wspólnego z Kanekim. I właśnie ten jego nietypowy charakter tak bardzo ciekawi. :)
    I mała poprawka, Kai ma blond włosy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serio... tortury... tylko tego brakowało. Ta manga bardzo chce być horrorem, ale nie wie jak to zrobić, więc to może nie wyjść. A raczej na pewno nie wyjdzie.
      Co do włosów Kaia, to na kolorowej stronie miał zielone... może w anime jest inaczej.
      I dzięki za wszystkie Twoje komentarze, to bardzo, bardzo motywuje :D

      Usuń