piątek, 8 kwietnia 2016

Szkolne Życie #1



Zombie, znów zombie… Temat przerabiany już do znudzenia, który mi osobiście zbrzydł. Receptura na słaby horror to również dużo zombie, oczywiście mnóstwo gore i gołych pań. Ale „Szkolne Życie” nie jest słabym horrorem.
Świat opanowany przez zombiaki. Mnóstwo zombiaków. I szkoła, do której uczęszcza wesoła Yuki i jej koleżanki. Choruje ona na zespół stresu pourazowego i nie dostrzega otaczającej jej, mrocznej rzeczywistości. Przyjaciółki starają się, aby nigdy nie zorientowała się, gdzie tak naprawdę żyje. Bowiem szkoła jest dla dziewczyn równocześnie miejscem do nauki  i domem, gdzie mogą nie bać się potworów i wieść spokojne życie. Ale czy na pewno?
Horror z małymi dziewczynkami mógł nie wyjść na miliard sposobów. A to autor przesadziłby z fanserwisem i równocześnie wykluczyłby pozycję z grona wydanych w Polsce, a to krew lałaby się strumieniami i zalewała nimi fabułę. Na szczęście w tej mandze nie popełniono żadnego z tych błędów. Teoretycznie prosta, ale stosująca rozmaite zabiegi na drugim planie fabuła, która potrafi naprawdę wciągnąć. W „Gakkou…”(bardziej wolę ten oryginalny tytuł) napięcie mamy budowane bardzo dobrze, całość posiada lekko psychodeliczny nastrój a autor zrezygnował ze straszenia na siłę, co wyszło na dobre. Bo widok Yuki, która w swojej wyobraźni „zamyka” tak naprawdę rozbite okno, jest nie tyle straszny, co… niepokojący. Do minusów mogę zaliczyć zbyt dużo nużących i zbędnych momentów „cute girls doing cute things”, ale rekompensatę otrzymujemy w postaci następujących potem mroczniejszych momentów. Generalnie całość poprowadzona jest bardzo sprawnie. Sam pomysł również jest dość świeży, a autor wykorzystuje jego potencjał w pełni. Do „Gakkou” warto podejść bez większych oczekiwań, tak jak ja to zrobiłem, bo nie znajdziecie tu refleksji nad sensem życia. Czy odizolowanie jednostki od świata wbrew jej  woli w słusznym celu na pewno jest dobre, czy rzeczywistość na pewno jest tak okrutna jak się wydaje…? Nie, w tej mandze takie filozofie byłyby po prostu śmieszne. Autor odpuścił je sobie i bardzo dobrze, bo kiedy stado małych dziewczynek przy pomocy łopat tudzież innych sprzętów nawala się z zombie, nie wygląda to zbyt poważnie. Jeszcze słówko o samej fabule. Często stosowany zabieg powolnego wprowadzania do historii ważnej dla przebiegu akcji przeszłości bohaterów tu również został użyty, co tylko urozmaica całość.
Ciut gorzej jest z postaciami… Yuki po prostu ocieka słodkością. Bije od niej kałaj-aura. Ale kiedy słodkość w czystej postaci przemierza zniszczoną szkołę i gada sama do siebie już nie jest tak wesoło. Co mogę jeszcze o niej powiedzieć… niewinna, może wzbudzać współczucie w czytelniku.
Dalej moja ulubiona postać, Kurumi. Nieustraszona, rzucająca kąśliwymi żarcikami, dzierżąca w rękach łopatę, której oczywiście nie zawaha się użyć. Skrywa też ona pewną tajemnicę, którą w pierwszym tomie dopiero zaczynamy poznawać… Dba o to, aby Yuki wierzyła, że zombiaki to po prostu chuligani, a jej szkoła jest bezpiecznym miejscem.  Kolejną postacią jest Yuuri, inteligenta i rozsądna. Przy tym spokojna i bardzo troskliwa. Nie da się o niej niestety więcej napisać.
Bohaterowie, trzeba przyznać, nie są najlepiej wykreowani. Autor chciał zrekompensować nam słodkie dziewczynki różnymi smaczkami z nimi związanymi, ale to nie wyszło. Ale czego ja oczekiwałem od mangi moe?
Kreska jest - na pierwszy rzut oka -  niepasująca do horroru. Oczy w rozmiarach XXL, delikatne twarzyczki bohaterek i mnóstwo słodziachności. Ale projekty zombiaków są świetne, a tła co najmniej dobre. Tylko te projekty głównych bohaterek, za słodkie toto… Ale poza tym wszystko wygląda bardzo ładnie. Drobne szczegóły np. na ubraniach postaci umilają lekturę mangi. A co najlepsze, w „Gakkou” anatomia nie poszła popełnić samobójstwa, tylko ciągle funkcjonuje. Jak na moe, wyszło bardzo dobrze.
Podszedłem do „Szkolnego Życia” bez większych oczekiwań, więc tym bardziej lektura tej mangi mi się podobała. To zdecydowanie tytuł rozrywkowy, który czyta się szybko i przyjemnie. „Gakkou” jest po prostu solidnym komiksem, tym bardziej warto go nabyć.
A jeśli ktoś ciągle ma wątpliwości to może zachęci go polskie wydanie – prawie wszystkie krzaczki zostały wyczyszczone, a za 20 zł otrzymujemy jedną kolorową stronę i powiększony format. W tłumaczeniu trochę zgrzyta tu i tam, szczególnie niedopieszczona przez korektę końcówka. Czcionka jest ładna i przejrzysta.
Trochę krótka ta recenzja, wiem, ale wynagrodzę to Wam – już kończę mangę „Mój drogi Bracie”, o której naprawdę się rozpiszę. Jeśli tylko nie zostanę zabity przez zombie.

Autor: Sadoru Chiba i Norimitsu Kaihou
Gatunek: horror, moe
Wydawnictwo polskie: Waneko
Wydawnictwo japońskie: Houbunsha

Ocena główna: 7/10
Fabuła: 7/10
Bohaterowie: 6/10
Grafika: 7/10
Pomysł: 9/10


2 komentarze:

  1. Jakoś nie jestem przekonana do tej mangi. Moe dziewczynki to kompletnie nie moja bajka, a i za zombie nie przepadam. Nie twierdzę, że ta seria nie interesuje mnie nawet w najmniejszym stopniu, jednak to za mało, żebym kupiła ten tomik. Ale gdyby kiedyś trafiła się inna okazja, żeby go przeczytać, to czemu nie. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też nie cierpię moe, ale Gakkou podchodzi do tematu trochę na opak - słodkie dziewczynki kontra zombi. Ale jeśli nie trawisz moe, to jednak raczej Ci się nie spodoba, bo jak pisałem "kałaj" momentów jest tam ciut za dużo.

      Usuń