czwartek, 10 marca 2016

Noragami #2



UWAGA! W TEJ RECENZJI MOGĄ POJAWIĆ SIĘ SPOILERY DO POPRZEDNIEGO TOMU! (ale nie będzie ich wiele, a jak już będą to raczej lekkie)
Hej!
Recenzja pierwszego tomu „Noragami” znajduje się tu i muszę przyznać, że bardzo mi się on spodobał. Jeśli jesteście ciekawi, czy drugi utrzymał ten poziom, zapraszam do recenzji.
Yato, bezdomny bóg, kiedy już znalazł sobie nowy oręż (olać to, że zbuntowanego nastolatka, ważne, że to miecz) powinien wieść spokojne życie w towarzystwie upierdli… natrętnej Hiyori i Yukine. Jednak życie nie jest wcale takie fajne, jak w mangach. Szczególnie, kiedy zbuntowany nastolatek Yukine alias ostrze Yato zachowuje się jak… no, zbuntowany nastolatek, dawne boskie grzeszki zostają podane do opinii publicznej a ubrana w samą kurteczkę i bieliznę blondyna próbuje go zabić...
„Noragami”, jakkolwiek by się starało określić go inaczej, jest tytułem rozrywkowym. Owszem, zespół Adachitoka będący autorem tej mangi stara się tu przemycić jakieś poważniejsze treści, ale słabo im to wychodzi. Po dobrym wstępie, jakim był tom pierwszy, rozpoczyna się właściwa akcja mangi, co daje oprócz dobrej, chociaż prosto zbudowanej fabuły dużo ogólnej frajdy. Nie dokucza nam nuda, humor jest o wiele lepszy i rzadziej pojawiający się niż w słabym, moim zdaniem, anime. Może nie ma tu jakichś epickich zwrotów akcji i intryg, ale czyta się naprawdę przyjemnie. Szkoda, że chociaż „Noragami” klasyfikuje się do mang shonen, Adachitoka raczej unika walk i kończy je, zanim na dobre się zaczną. To odbiera trochę radości z czytania, pozostawiając spory niedosyt – czemu „ten zły”, kiedy przechodzi do właściwej części bitwy, twierdzi, że jednak nie chce mu się walczyć? Kolejnym minusem, skoro już o nich mowa, są momentami niezrozumiałe gagi i lekki brak zachowania dystansu Adachitoki do swojej mangi – momentami przedramatyzowanie wydarzeń, brak rozbijającego dramatu, humorystycznego czynnika, który w mandze pokroju „Noragami” miejscami by się przydał. Dobrze, już koniec mojego czepialstwa. Samo uniwersum jest fascynujące, wciągające i stanowi świetny element tej historii. Trochę japońskich wierzeń, trochę fikcji, świat demonów, „daleki” i „bliski” brzeg – to wszystko wyróżnia „Noragami” na tle innych tytułów. Wydarzenia rozgrywają się szybko, bez niepotrzebnego przynudzania, więc w połączeniu z powyższymi zaletami daje to świetny efekt.
Ostatnio, w recenzji drugiego tomu „Wzgórza Apolla” cieszyłem się, że Kaoru przestał być głównym bohaterem, bo straszliwie mnie wkurzał. Ale życie przypomniało mi o tym, że zawsze jest coś za coś, jakby to powiedzieli w FMA, równowarta wymiana. Więc tu, w „Noragami”, o rolę głównego bohatera zaczęła walczyć… Hiyori. A w drugim tomie zaczęła być taka jak Kaoru, czyli powodować tiki nerwowe poziom hard. To taka wielkooka panienka w opałach, która wierzy w drugą szansę i tak dalej. Tego typu nie muszę chyba nikomu przedstawiać. Jej charakter mało zmienił się od pierwszej części, a jeśli już to na gorsze. Ale wygodne było, patrząc na fabułę, postawienie jej w roli głównej bohaterki. Dzięki temu możemy razem z nią dowiadywać się wielu rzeczy o świecie bogów i demonów.
Yato okazał się nie takim świętym bóstwem, jakim był na początku. Ma na sumieniu parę większych i mniejszych grzeszków, wrogów i przyjaciół, oraz wie więcej niż może się wydawać. Drugi tom nadał temu już nie tak nieszkodliwemu dresiarzowi tajemniczości i nieco rozwinął jego relacje z  Hiyori i Yukine.
Zbuntowany nastolatek, człowiek-miecz, wiecznie chodzący ze swoją czapką – mowa tu o Yukine, któremu przypadła zaszczytna rola bycia… orężem. On też sporo sobie nagrabił u paru osób i też nie może pochwalić się czystym sumieniem. Polubił Hiyori, znienawidził Yato i zdecydowanie rozwinął się w drugim tomie. W przeciwieństwie do Naszej (nie)Kochanej Panny Z Wielkimi Oczami da się go lubić.
Do „Noragami” wprowadza się, chyba na stałe, parę nowych charakterów. Należy tu wspomnieć o Bishamon, bóstwie wojny, które z pewnych powodów bardzo chciałoby zabić Yato. Ma ono ubranie niczym bohaterka ecchi i niestety znika tak szybko jak się pojawia. Dochodzi nam dziewczyna bezdomnego bóstwa, krzykliwa, ale i dysponująca wielką mocą Kofuku, parę nowych oręży (chłopiec w okularach z okładki) i ogólnie świat na drugim planie zaczyna się rozwijać. I dobrze. Mam nadzieję, że tak pozostanie.
Kreska nic się praktycznie nie zmieniła. Mangowe Oczka, świetny projekt demonów, niezbyt dobrze rozrysowana mimika. Niektórym scenom brakuje dynamizmu, widać lepsze i gorsze przypadki komputerowego poprawiania rysunków. Ciężka i głęboka czerń często sprawia, że momentami ilustracjom brakuje przejrzystości. Ogólnie jednak całość wygląda dobrze, przyłożono się w szczególności do teł. Minimalnie gorzej niż w pierwszej części, ale to kwestia czasu i przyzwyczajenia.
Polskie wydanie prezentuje się tak, jak pierwszego tomu. Przyjemny w dotyku lakier wybrany, jedna kolorowa strona, wszystkie wyczyszczone onomatopeje i świetne tłumaczenie. Zwroty takie jak „Yato ssie”, nieraz poetycki język w poetyckich wypowiedziach i onomatopeja „zdziwko”, co już szczególnie mnie rozbroiło.
Jeśli nie przeszkadza Wam dużo akcji i szybki bieg wydarzeń, nie oczekujecie od każdej historii bycia wybitną, a w mangach zależy Wam głównie na rozrywce, „Noragami” jest tytułem dla Was. Jeśli nie, cóż, trudno. Tylko nie radzę Wam dzwonić do Yato i mówić mu tego - kto wie, co Was czeka…

Autor: Adachitoka
Gatunek: fantasy, shonen, komedia, obyczajowe
Wydawnictwo polskie: Studio JG
Wydawnictwo japońskie: Kodansha

Ocena główna: 7/10
Fabuła: 8/10
Bohaterowie: 8/10
Grafika: 6/10
Pomysł: 9/10

6 komentarzy:

  1. Uff, już myślałam, że znienawidzisz Yukine tak jak połowa fanów Noragami (czego nie rozumiem, bo ja go naprawdę lubię). Tym bardziej, że oprócz dwóch tomów mangi oglądałam oba sezony anime, gdzie w drugim stał się jeszcze sympatyczniejszy ;-;
    Ogólnie to się zgadzam. No, może oprócz Hiyori, bo mnie nie denerwowała aż tak. No dobra, może nie była zbyt inteligentna, a czasami bardzo denerwująca, ale oprócz tego nie było z nią najgorzej. Oglądałam/czytałam mnóstwo shojo, trochę się już pewnie uodporniłam XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ...dlaczego warto czytać szojki. Ja nie toleruję shojo, więc jestem niezahartowany. Najbardziej lubię seineny, a tam rzadko są tacy bohaterowie.

      Usuń
  2. A mnie tak bardzo irytuje Yukine, że niestety w dużym stopniu obrzydza mi całą serię. Hiyori przy nim to nic. ;_;
    Ogólnie jednak to Noragami bardzo lubię i mam nadzieję, że Yukine się poprawi. Bo naprawdę nie czyta mi się miło fragmentów z jego udziałem. xP

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A czemuż to, drogi Pusty Kwadraciku?

      Usuń
    2. Czemu mnie irytuje? :D
      Z powodu swojego zachowania. Bardzo mnie denerwują takie aroganckie, smarkate charaktery, a właśnie idealnym tego przykładem może być Yukine. To zachowanie z dziadkiem w drugim tomie dopełniło mojej nienawiści w stosunku do niego. xD

      Usuń
    3. Nie dziwię się, mnie też to trochę wkurzyło

      Usuń