czwartek, 17 marca 2016

Gra w Króla #1



Nie lubię pisać negatywnych recenzji. Zawsze odradzając Wam zakup tytułu w moim mniemaniu zakupu niewartego, mam świadomość, że każda manga ma swoich przeciwników i fanów i spotkam się z niepochlebną opinią tych drugich. Jednak w końcu recenzent musi recenzować subiektywnie, tak jak uważa on, a nie fandom. Mam więc nadzieję, że osoby lubiące „Grę w Króla” nie obrażą się, jeśli mocno ją skrytykuję.
Fabuła przedstawia się prosto – facet o pseudonimie „Król” wysyła do uczniów pewnej klasy smsy, w których napisane jest, jakie mają wykonać zadanie. Oczywiście wszyscy na początku to olewają, bo kto by się przejmował kolejnym spamem z Orange. Ale wtedy zaczynają się schody, bo ten, kto nie wykona zadania ginie. Tak zwany Król wymaga stuprocentowego posłuszeństwa, bo aby osiągnąć cel nie zawaha się przed niczym. Główny protagonista, Nobuaki, musi dowiedzieć się, kto jest Królem i jak zakończyć jego grę, której stawką jest życie…
Powiało grozą. „Gra w Króla” reklamuje się jako szkolny horror, więc kupując ją, miałem nadzieję na coś w stylu niezłego „Anothera”. Zawiodłem się. Prosta, potykająca się o własne nogi i oparta na schematach fabuła stanowi główną bolączkę serii. Gdzieś tam jest domieszka kryminału, jednak widząc, na przykład, fatalne łączenie wątków, nie sądzę, aby to wyszło na dobre. Autor próbował wprowadzić tu też romans, co wyszło po prostu głupio, pusto. Nie ma tu ani trochę właściwego horrorom klimatu, nastroju grozy, napięcia. Ogólnie to całość jest tak ambitna, jak lecąca w telewizji bajka „Bąbelkowy świat gupików”. Czyli niezbyt. Dodatkowo niektóre wydarzenia, zachowania bohaterów i sytuacje są tak nielogiczne, że czytając parę razy uderzałem się w czoło. Wszystko, aby tylko jakoś ciągnąć fabułę do przodu. Autor, niczym Król, również nie zawaha się przed niczym aby doprowadzić całość do końca. Niekiedy straszliwe przedramatyzowanie i przewidywalność również denerwują. Tam, gdzie autorowi nie chciało się robić nic sensownego, mamy po prostu głupi fanserwis i prostacki humor. Wspomniałem jeszcze wyżej o schematach -  to też daje się we znaki. Chociaż teoretycznie lepiej, żeby te schematy wzięte z dobrych serii były, aby móc utrzymać czytelnika przy mandze. Kiedy przeczytałem 100 stron, zrobiłem sobie kilkudniową przerwę na drugi tomik „Tokyo Ghoula” – po prostu „Gra w Króla” była zbyt słaba, aby przeczytać ją za jednym zamachem. A mogłem wtedy w Empiku wybrać na przykład „Gangstę” albo „No.6”… I jeszcze co do samych poleceń Króla – są dziecinne. Całuj się z tą lub tą osobą, zrób konkurs popularności, ten kto przegra umiera… Nie wiem, kim okaże się Król, ale nie zdziwię się, jeśli będzie to rozpieszczona nastolatka.
Sam Nobuaki jest „tym dobrym” – jeśli ktoś wyśmiewa się z gry to trzeba mu coś powiedzieć, bo nie rozumie powagi sytuacji - to właśnie filozofia głównego bohatera. Kiedy „ci źli” śmieją się, że temu, kto nie zrobi zadania nic się nie stanie, Nasz Dzielny Obrońca Sprawiedliwości wkracza do akcji! Poza tym jest oczywiście rozsądnym, prawym obywatelem, czyli w połowie wyidealizowanym a w połowie schematycznym bohaterem. Wtedy kiedy trzeba jest poważny, wtedy kiedy można się śmiać żartuje, zawsze wybacza, rzyga tęcz… A nie, sorry. W każdym razie chyba możecie się domyślić, jakie uczucia do niego żywię.
Jego najlepszy przyjaciel, Naoya, praktycznie nie ma charakteru. No, może trochę w nim Hide’a z „Tokyo Ghoula”. Często próbuje rzucić jakimś żartem na rozluźnienie sytuacji, co w mandze przyjęte jest śmiechem a u czytelnika facepalmem. Trudno mi cokolwiek o nim napisać, bo jak już pisałem, nie da się powiedzieć nic o jego osobowości.
Schematy… tak przedstawia się sytuacja na drugim planie. Jest nieśmiała okularnica, jest głupiutka wredna blondyna, „ten zły” (czyli niegrzeczny) i jego banda… Wszystko znamy z innych serii szkolnych. Autor chyba nie chciał zbytnio przywiązywać się do swoich postaci, aby w każdej chwili móc je zabić i zrobił… takie coś. Totalny brak osobowości, niestety. A szkoda, bo często szkoła jest idealnym miejscem to wprowadzenia ciekawych postaci, jak to było np. w świetnym „Wzgórzu Apolla”. Autor zmarnował wszystkie okazje, w których można by jakoś wybić tę serię.
Kreska jest przeciętna. Czasem zmierza w stronę karykatury i bynajmniej nie jest to celowy zabieg, bo wielkie usta czy nosy często pojawiają się w scenach, które miały być chyba dramatyczne. Brakuje jej dynamizmu, jakiegoś urozmaicenia. Niektóre ujęcia, często zbliżenia są bardzo ładne i szczegółowo narysowane, mamy też do czynienia z ciekawym kadrowaniem. Tła są dość szczegółowe, postacie miejscami niezbyt dokładnie narysowane. Widać dużo niedociągnięć, w przenośni i dosłownie. Generalnie ilość plusów i minusów jest taka sama, więc jeśli na średni rysunek nie jesteście uczuleni, raczej Was nie zrazi.
Mangę w Polsce wydało wydawnictwo JPF. Za nieco ponad 25 złotych otrzymujemy format A5, matową obwolutę i wyczyszczenie wszystkich onomatopei (JPF pod tym względem przewyższa konkurencję, jeśli nie wierzycie to zobaczcie np. „One Punch Mana”). Tłumaczenie Michała Żmijewskiego również jest całkiem całkiem, jednak można by tu podrasować parę rzeczy. Ogólnie standard wydawniczy JPFu, czyli bardzo dobrze.
Komu mogę polecić „Grę w Króla”? Nikomu, hehe. Raczej niewielu  nawet naprawdę zdesperowanych fanów horrorów szkolnych uzna tą pozycję za coś godnego uwagi. Są o wiele lepsze mangi. A jeśli macie tę mangę w planach i moja recenzja nie wystarczyła do odradzenia Wam jej zakupu, to mam dla Was radę: obejrzyjcie „Bąbelkowy świat gupików” i sami stwierdźcie, czy lubicie historie na podobnym poziomie.
Autor: Nobuaki Kanazawa (scenariusz) i Hitori Renda (ilustracje)
Gatunek: horror, szkolne, kryminał
Wydawnictwo polskie: JPF
Wydawnictwo japońskie: Futabasha

Ocena główna: 2/10
Fabuła: 2/10
Bohaterowie: 3/10
Grafika: 5/10
Pomysł: 4/10

6 komentarzy:

  1. No ten ten no...
    Nie czytałam. Po opisie pomyślałam "Kurde, zarys jest naprawdę dobry, można z tego zrobić niezły tytuł". Myślę, że nie tyle co scenariusz tu nawalał (chociaż po tej recenzji wnioskuję, że on też zbyt genialny nie był) co cała reszta. No wiesz, trochę podrasować polecenia Króla, stworzyć fajniejszych bohaterów i pewnie nie byłoby aż tak źle. Ale co ja tam wiem, nie czytałam. Jak się uprę to przeczytam po angielsku, żeby cię przekonać czy naprawdę jest aż takie złe. Jakiegoś gniota też trzeba od czasu do czasu przelecieć wzrokiem ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, jeśli autor nie byłby takim deklem aby tym wszystkim zepsuć taki fajny pomysł, to byłoby fajnie .-.

      Usuń
  2. Aż tak negatywnej opinii się nie spodziewałam. : )

    Uwielbiam podobne klimaty - grupka walcząca o przetrwanie, gdy jeden po drugim umiera, mordercą może być tak naprawdę każdy... Dlatego z zapowiedzi strasznie się ucieszyłam, bo opis wydaje się być naprawdę zachęcający. Robiąc zakupy na mangastore jako dodatek wybrałam kalendarz z grafiką właśnie z Gry w Króla, a sama manga leży w koszyku na gildii i jeszcze się zastanawiam - czy brać ją razem z Pyrkonowymi tytułami, czy też będzie jakaś Wielkanocna promocja i może uda się zdobyć ją wcześniej.

    Właśnie się zawiodłam... Fanserwis - coś, czego nie lubię. Głupie zadania - myślałam że to będzie coś poważniejszego w stylu "zabij/torturuj/zniszcz", a nie "pocałuj tego i tego". Kupić jednak pewnie kupię. Z ciekawości, z nadzieją, że może nie będzie jednak aż tak źle... Ale głównie dla motywu i okładki. Co będzie dalej... się zobaczy. Chyba że za zamówienie będę musiała zapłacić okropną sumkę (co w sumie jest bardzo prawdopodobne), to wiem którą mangę wywalić jako pierwszą... i z której kupnem tak spieszyć się już nie muszę. xP A szkoda, bo naprawdę na nią czekalam.^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też przed premierą jarałem się, czy będzie fajne. Ale popełniłem błąd, czyli kupiłem w ciemno, znając tylko opis wydawnictwa. Fajny pomysł itd., ale boli to, że ten potencjał został zmarnowany. A okładka rzeczywiście jest super, niestety całość jest o wiele gorzej narysowana. Nie dziwię się, że wybrałaś ten kalendarz.

      Usuń
  3. A mnie nie podobają się ani okładki ani fabuła. :P
    Troszkę na cebulę przeczytałam kawałek, kiedy JPF dopiero co ogłosiło ten tytuł i był jeszcze w sieci po polsku - no i cóż, nic ciekawego, nudy, manga nie jest warta mojego inwestowania w nią pieniędzy. Może bym się przekonała, gdybym przeczytała wydany tomik - ale nie zamierzam próbować. xD

    OdpowiedzUsuń