poniedziałek, 8 lutego 2016

Silver Spoon #1

Hej!
Ostatnio recenzowałem "No.6", "Death Note'a" i "Green Blood" - wszystkie te tytuły są ambitne i mroczne (chociaż mrok w No.6 zaczyna się ukazywać dopiero w piątym tomie). Jednak czasem trzeba pozwolić sobie na jakąś odskocznię od tego wszystkiego. W jaki sposób? Na przykład przeczytać takie "Silver Spoon".
Głównym bohaterem jest tu Hachiken - młody chłopak, który nie ma celu w życiu. Dlatego właśnie olewa to, do jakiego liceum pójdzie i prosi nauczyciela, aby ten dokonał za niego wyboru. Oto powód, przez który życie Hachikena gwałtownie się zmienia. Trafia on do... technikum rolniczego. Być może zdążyliście się już tego domyślić widząc jakże urocze krowy (chociaż świnki na stronie 148 biją je na głowe <3) na okładce. To lecimy dalej. Chłopak totalnie zaskoczony szkołą musi dowiedzieć się to i owo o nowym środowisku. Dlatego i Hachiken i czytelnik dowiadują się coraz więcej o wiejskim życiu równocześnie śmiejąc się do łez...
Wspominałem już parę razy, że moją ulubioną mangą jest "Fullmetal Alchemist". "Silver Spoon" jest tej samej autorki, Hiromu Arakawy. A że humor w FMA bardzo mi się podobał (pamiętam, jak spadłem z łóżka czytając dodatek do tomu siódmego), postanowiłem zaopatrzyć się również w Srebrną Łyżeczkę.
Fabuła to nic odkrywczego - poznajemy wieś równocześnie śledząc historię Hachikena. W całość trochę nieudolnie wpleciono poważne treści, chociaż trzeba przyznać, w mangach Arakawy tego typu rzeczy są naprawdę mądre i to nie kolejne z głupich morałów typu "zwierzęta zostały stworzone dla ludzi" czy "ludzie są niepowtarzalni". Podczas czytania zauważyłem, że kiedy zwykle mangi czytam bardzo szybko, przez tą nie mogę przebrnąć. Pod koniec zrozumiałem dlaczego. Nuda, to jedyny powód. Są tu dłużyzny, momenty które spokojnie można pominąć, bo nie wnoszą nic do fabuły, czy ledwo rozpoczynane i niedokańczane wątki. Zdziwiłem się, bo przy czytaniu Fullmetala nie nudziłem się ani trochę. Chociaż wydarzenia przeplatane są ciekawymi i przedstawionymi w przystępny sposób faktami o zwierzętach i znakomitymi żartami, to nie ma tu zwrotów akcji ani ciekawych zabiegów fabularnych. Jeśli właśnie piszecie komentarz "Dlaczego oczekujesz nie wiadomo czego od komedii?!", to pozwólcie mi coś wyjaśnić. Rolę komediową Łyżeczka spełnia znakomicie, jednak mi to pozostawia lekki niedosyt. Może po przeczytaniu tylu pozytywnych recenzji miałem ciut zawyżone oczekiwania, ale po Arakawie spodziewałem się więcej.
Sam humor jest tu genialny. Smaczne, błyskotliwe żarty słowne i rysunkowe potrafią śmieszyć do łez. To zasługa również rozbudowanej mimiki bohaterów, szczególnie Hachikena. Teksty typu "nie lekceważ mojej głupoty" (to już nie Hachiken tylko jego jakże błyskotliwy kolega) powalają. Arakawa zręcznie miesza kulturowe smaczki z prostymi ale inteligentnymi żartami. Łyżeczka to jedyna mangowa komedia, (oprócz świetnego "Haganai - Nie mam wielu przyjaciół") która umie mnie rozbawić. Mimo to wspomniane wyżej porządne przynudzanie psuje cały efekt.
Hachiken jest prostym, dość typowym chłopakiem. Charakteryzuje go jednak to, że nie ma w życiu celu. Stara się jakoś wytrwać w technikum i cieszyć się życiem, chociaż marnie mu to wychodzi. O tak, typowa postać jakich wiele. 
Ale na drugim planie jest już o wiele ciekawiej - nizutki, beztroski dyrektor, podstępny hazardzista, miłośniczka świń i zbzikowani na punkcie krów chłopcy. Bohaterów w Łyżeczce cechuje różnorodność i często również charakter. A stworzyć bohaterów, którzy posiadają wyraźny charakter w komedii, wbrew pozorom nie jest tak łatwo - chyba, że chodzi tu o niską dziewczynkę w seksi spódniczce nazywaną tygryskiem czy zakompleksioną nastolatkę, która nie ma wielu przyjaciół. W "Silver Spoon" nie będzie takich schematów i oprócz nijakiego Hachikena cieszymy się mnóstwem ciekawych i - mam nadzieję - rozwijanych w kolejnych tomach postaci.
Kreski Arakawy nie można pomylić z żadną inną. Nie jest ona może piękna, rewolucyjna i rewelacyjna. W rysunkach brakuje oszałamiającego dopracowania i szczegółów. Ale jest przejrzystość, wyrazista mimika i proporcje. Na przykład zwierzęta, szczególnie świnki, zostały narysowane naprawdę ładnie. Mam parę zastrzeżeń do projektów postaci. Cześć z nich bardzo, nawet za bardzo przypomina te z Fullmetala. Mówię o wuefiście (podobny do Armstronga) i Komabie (czy tylko ja sądzę, że wygląda jak Greed?). Jednak za drugi plan moja ocena za grafikę podnosi się o jeden punkt. Nie mówię tu o tłach (chociaż one też są i nie znikają, w przeciwieństwie do DOGSów...), chodzi mi o żarty rysunkowe. Uważnie przyglądajcie się rysunkom, wtedy na pewno będziecie śmiać się dwa razy bardziej i dwa razy dłużej. Na uwagę zasługuje również obora, boksy dla koni i inne budowle.
Polskiemu wydaniu nie można nic zarzucić. Dzięki wydawnictwu Waneko mangę mamy w powiększonym formacie i z obwolutą. Większość onomatopei została wyczyszczona, a na uwagę zasługuje tłumaczenie. Jest świetne - pełne żartów językowych i smaczków z polskiego, dodatkowo pamiętając o ortografii, gramatyce i stylistyce. Podsumowując, Waneko - dobra robota!
Spokojnie polecam Łyżeczkę miłośnikom komedii. Nie jest to arcydzieło na światową skalę, nie ma tu robotów, bitew trwających pięć tomów, pań w samej bieliźnie i Epickich Wojowników Ninja™. Ale jest przyjemny klimat, są fakty dotyczące zwierząt i jest humor. Gdyby tylko nie ta nuda, ale już koniec mojego czepialstwa. Lubicie komedie - kupujcie. Lubicie obyczajówki - kupujcie. Lubicie klimaty alias Barakamon - kupujcie.
Autor: Hiromu Arakawa
Gatunek: komedia, obyczajowy
Wydawnictwo polskie: Waneko
Wydawnictwo japońskie: Shogakukan

Ocena główna: 7/10
Fabuła: 7/10
Bohaterowie: 8/10
Grafika: 7/10
Pomysł: 7/10

1 komentarz:

  1. W tej chwili mam na półce prawie wszystkie wydane tomy, brakuje mi tylko trzeciego, i podpisuję się pod tym, że warto czytać :D
    Humor, owszem, świetny, ale mnie osobiście najbardziej spodobały się poważniejsze wątki z późniejszych tomów, uwielbiam, kiedy autor potrafi sprawnie łączyć rzeczy zabawne ze smutnymi. Druga moja ulubiona rzecz - fakt, Hachiken pierwszotomowy jest nijaki, i właśnie o to chodzi. Bo potem przy -nastym tomiku człowiek patrzy wstecz i nie może się nadziwić, jak to się ten chłopak przez ten czas niepostrzeżenie zmienił i rozwinął.
    A że nuda... No fakt, czasem trochę mogą nużyć te ciągłe perypetie z jedzeniem, zwierzakami, jedzeniem, zajęciami, jedzeniem... Ale cóż, nie ma rzeczy idealnych.

    OdpowiedzUsuń