czwartek, 7 stycznia 2016

Wzgórze Apolla #1

Hej!
Są anime i mangi kontrowersyjne - na przykład "Shigatsu wa Kimi no Uso", czy "Powóz Lorda Bradleya". Są takie pozycje, które mają zszokować, wzbudzić określone uczucia u czytelników, tak jak wspomniany wyżej "Powóz..." albo "Green Blood". Jednak niektórzy autorzy nie mają na celu wywołania u widza ciarek czy odrazy. Chcą po prostu stworzyć miłe dzieło, które czyta się przyjemnie i bez silnych emocji. Do takich tytułów można zaliczyć "Wzgórze Apolla".
Kaoru nie ma w życiu łatwo. Chociaż ma świetne oceny i bardzo dobrze się uczy, nienawidzi szkoły. Przez wielokrotne przeprowadzki, w żadnej ze szkół, do których uczęszczał nie zdążył sobie wyrobić dostatecznej pozycji, a przez to bywał dyskryminowany. W dodatku jest to typ zamkniętego w sobie samotnika. Nie mogąc odpowiednio wyładować swojego stresu, chłopak trzyma go w sobie, co przynosi fatalne skutki. W chwili zdenerwowania dostaje mdłości, przez co w takich momentach musi wychodzić na dach szkoły. Kiedy jednak w nowym liceum dach jest zamknięty, aby zdobyć klucz Kaoru musi pofatygować się ze szkolnym rozbójnikiem Sentaro, a przy okazji poznaje piękną i wesołą Rikkę, sprawy się komplikują...
"Komplikują" to chyba złe określenie, bo manga jest bardzo prosto zbudowana. Chociaż akcja po części dzieje się w szkole, a ja nienawidzę tego motywu, niezbyt mi to przeszkadzało. Trzeba bowiem wiedzieć, że "Wzgórze..." to sympatyczna, wręcz ciepła manga o przyjaźni. Fabuła jest zręcznie zbudowana z - ciekawy zabieg! - wydarzeń, które rzadko łączą się w poszczególne wątki. Pójście do sklepu muzycznego, zabawa na plaży... całokształt daje nam dość beztroski i sielankowy obraz tego wszystkiego. Jednak taki spokój sprawia, że fabuła niezwykle wolno się rozwija. To wszystko w połączeniu z muzyką, wszechobecną i ważną dla rozwoju wydarzeń, daje nam satysfakcjonujący efekt. Szkoda tylko, że na razie brak tu wątku głównego. Może w kolejnych tomach go poznamy, bo gdyby dalej była to taka miła obyczajówka bez żadnego punktu kulminacyjnego i zawiązania akcji, to ja bym podziękował.
Lekką nudę wynagradzają nam wielowarstwowi bohaterowie, wśród których najważniejszy jest oczywiście sam Kaoru. Zamknięty w sobie, wywyższający się nad innymi, jednak w głębi serca pragnący przyjaźni, smutny. Kiedy jednak poznaje Rikkę i się w niej zakochuje, widzimy u niego nagłą przemianę - optymizm, radość z życia. Cała jego przemiana jest naturalna i uzasadniona. Pesymizm chłopaka wywołany przez niechęć do szkoły i odmienny charakter od reszty rówieśników również pozostawia na Kaoru ślady - to widać po jego zachowaniu, reakcjach. Denerwuje mnie trochę też jego fajtłapowatość i lekkie onieśmielenie - a to boi się wskoczyć do wody, bo za zimno, a to kilku chłopaków go atakuje, a on sam nie umie sobie z nimi poradzić, a to "Ojej, Rikko na mnie spojrzała!", więc się rumieni... Może jego gapowatość ma najpierw zniechęcić do Kaoru czytelników, a potem podkreślić jego przemianę? Miejmy nadzieję.
Dalej Sentaro, rozbójnik. Twardy i śmiały, jednak tak naprawdę lekko zagubiony. Kocha jazz, który pomaga mu wyrazić swoją pasję i prawdziwe uczucia. Równocześnie, ewidentnie dla kolejnego już podkreślenia przemiany Kaoru, totalne jego przeciwieństwo. To dzięki niemu główny bohater motywuje się do nauki gry jazzu i ćwiczeń. Sentaro to chyba najciekawsza postać we "Wzgórzu..." - wielowarstwowa i wbrew pozorom, inteligentna, a chociaż silna fizycznie, to niezwykle słaba psychicznie.
Na końcu mamy Rikkę. Ewidentnie jest to, dla odmiany, dość szablonowa osoba, beztroska, miła, ładna. Taki ideał stanowiący doskonały kontrast między nią a głównym bohaterem. Naiwna i głupiutka, ale dająca się polubić. Na razie, oprócz poznania Kaoru z Sentarem i tryskania radością nie odegrała istotnej roli w historii. A szkoda, bo można z niej wycisnąć dużo, nawet więcej, niż na to pozwala jej charakter.
Minusem są za to postacie drugoplanowe. Niczym się nie wyróżniają, stworzone tylko po to, aby być i nic nie robić, co mogłoby wpłynąć na fabułę. Ja osobiście kocham, kiedy na drugim planie widać również myślące umysły, a nie tylko tło.
Kreska jest delikatna i skromna. Delikatne i naturalne postacie oraz nieskomplikowane tła dają dobry efekt. Postawiono tu na skromność - nie ma tu olśniewających rysunków jak w pracach Kaoru Mori, jednak całość świetnie współgra ze stonowaną historią. Użycie rastrów i mocny kontrast między czernią i bielą też wychodzą na plus. Trochę śmieszą jednolite rysy twarzy u wszystkich, szczególnie kościste podbródki. Proporcje za to są idealne, szczególnie przy świetnej do rysowania postaci Sentaro - bo Kaoru niektórym osobom przypomina kobietę. Podkreślanie ust grubą linią przywodzi na myśl szminkę, co przy właścicielu sklepu muzycznego daje komiczny efekt. Włosy są często zbytnio przylegające do głowy i nie wiadomo, skąd wyrastają. Gdyby dodano parę detali, byłoby bardzo dobrze - ale nie mówię, że teraz jest źle, wręcz przeciwnie, nawet nieźle.
Do połowy komiksu myślałem "Jezu, co za nudy". Potem akcja się wprawdzie nie rozwinęła, ale dodano motyw muzyczny, idealnie komponujący się z całością. Kiedy patrzysz, jak Kaoru gra klasykę masz ochotę grać razem z nim, poznawać ten świat. Dodatkowo właśnie muzyka buduje tu klimat - beztroski, lecz momentami lekko napięty.
Polskie wydanie prezentuje się świetnie. Komiks ma obwolutę, 200 stron i powiększony format - za to płacimy jednak 25 złotych, ale się opłaca. Brak tu kolorowych stron, ale tłumaczenie... Cóż, jest tutaj gwara. Sam nie jestem zwolennikiem używania w mandze gwary, ale tu została świetnie wkomponowana w całość. Oparta na mowie potocznej, przeplatająca słowa używane normalnie i neologizmy, stanowi genialny przykład przetłumaczenia gwary w sposób miły, łatwy do czytania i dokładny. Samo logo też mnie zachwyciło - ta nuta przypominająca literę "p", ten spokój i skromność - czego chcieć więcej!
Podsumowując, miłośnicy dojrzałych szojek, romansów, dramatów czy tego typu rzeczy, powinni zaopatrzyć się we "Wzgórze" jak najszybciej. Pozostałym też polecam, ale trochę mniej. Jeśli nie przeczytają, ominie ich bardzo dobra manga, ale nie jest to arcydzieło na światową skalę (hehe, Fullmetal). Poczekam, przeczytam kolejne tomy, zobaczę, czy akcja wreszcie się rozwinie, czy nie.

Gatunki: Romans, szkolne, muzyczne, obyczajowe dramat      Autor: Yuki Kodama     Wydawnictwo: JPF
Ocena główna: 7,5/10      Grafika: 7/10      Fabuła: 7/10     Bohaterowie: 9/10    Pomysł: 8/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz