sobota, 30 stycznia 2016

No.6 #1

Hej!
"No.6" jest jedną z moich pierwszych mang, dlatego również postanowiłem, że z sentymentu ją zrecenzuję. A w tym wypadku jest o czym pisać...
W futurystycznym mieście, tytułowym No.6, mieszka chłopiec o imieniu Shion. Ma on w życiu łatwo -
w wieku 2 lat został poddany specyficznym testom, a dzięki temu okazało się, że jest geniuszem. To sprawiło, że otrzymał pozwolenie na mieszkanie w najbardziej luksusowej dzielnicy miasta, Kronosie. Wiedzie spokojne życie do czasu, kiedy podczas swoich dwunastych urodzin otwiera okno na oścież podczas tajfunu. Tą okazję wykorzystuje Szczur - młody zbieg, który dostaje się przez okno do domu Shiona. Tamten postanawia udzielić mu schronienia, chociaż nie wie, jakie skutki poniesie za sobą ta zuchwałość, co odkrywa dopiero wtedy, gdy zostaje wrobiony w morderstwo...
Manga ta, chociaż może fabularnie nie rzuca na kolana, jest naprawdę pomysłowa. Pokazuje ona, że wszystko, co teraz robimy, może mieć duży wpływ na przyszłość. Precyzując, mówię o mieście No.6 - tak naprawdę najważniejszym elemencie komiksu. Teoretycznie wszystko idealnie, czysto, wygodnie, ale... Ludzie w obawie przed złem i wojną, której doświadczyli, zbudowali owe miasto by dobrze im się żyło. Pociągnęło to za sobą mnóstwo problemów - usunięcie wyrzutków poza mury No.6, zniszczenie lasów aby udowodnić swoją siłę... Samo funkcjonowanie świata przedstawionego czasem pozostawia wątpliwości, czy w prawdziwym świecie mogło by się tak zdarzyć. Raczej tak - w uniwersum mangi zakazane jest na przykład bycie niezadowolonym z miasta, jakkolwiek to brzmi. Tu, w Polsce, chociaż mówi się, że jest ona wolnym krajem, tematy dotyczące wojny są często traktowane jak tabu. Czytając ten komiks mam wrażenie, że Atsuko Asano próbowała pokazać, do czego to wszystko, co teraz robimy może prowadzić. Shion, Szczur i spółka stanowią tylko tło dla wszystkich tych nawiązań, chociaż na pierwszy rzut oka zdaje się, że jest inaczej. Jedyne, co mi się nie podoba to to, że autorka próbowała momentami narzucić czytelnikowi swoje poglądy, zamiast tylko sugerować i przedstawiać argumenty za i przeciw, jak na przykład w Fullmetalu.
Sam Shion jest niezwykle wkurz... denerwujący. Zachowuje się jak oklepany bohater shonenów - zawsze wszystkim pomaga, jest milutki i słodziutki, ale jak się go sprowokuje to będzie walczył. Przez pierwsze dwa tomy trudno było mi uwierzyć, że jest geniuszem. Poza tym często robi dramy i rozżala się nad sobą. Jedyne, co mi się w nim podoba to jego determinacja i zdecydowanie. Momentami widać w nim również jakiś charakter, a nie tylko coś na wzór Kirito z SAO (przepraszam wszystkich fanów SAO ;D).
Szczur to za to inna bajka. Spokojny, opanowany i inteligentny - jednak część jego charakteru ukrywa się pod maską, a już jakie to są cechy czytelnik musi odkryć sam, bo pani Asano nic nie sugeruje. Ma zdolności analityczne, jednak czasem zbytnio daje ponieść się emocjom, co dobrze ukrywa. Zanim poznał Shiona był aktorem w teatrze, kocha Szekspira, poezję i wszystko, co jest związane z kulturą. Jak łatwo wywnioskować, nienawidzi No.6, w którym kultury jest tyle co brzydkich rysunków w "Dziewczynach z Ruin". Podoba mi się jego przemyślana kreacja - widać też, że ma dar do mówienia i samozaparcie. Jednak żadna z tych rzeczy nie jest pokazana wprost (tak jak to, że Shion jest geniuszem) - widać, że trzeba było nieźle się postarać, by stworzyć taką postać.
Na drugim planie mamy Safu - dziewczynę Shiona. Wiemy o niej mało, ale wydaje się być wybuchowa i inteligentna. Od razu ją polubiłem ze względu na jej sweterek (<3) i poczucie humoru. Jednak to na jej przykładzie pani Asano postanowiła pokazać zaślepienie mieszkańców miasta przez jego funkcjonowanie - sama, próbując zrobić coś na kształt oświadczenia się Shionowi i złożenia mu pewnej propozycji, używa naukowego i niezbyt jasnego języka. Cała sytuacja jest naprawdę specyficzna i smutna - ale czemu, to już czytelnik musi wywnioskować sam.
Jednym z minusów tej mangi jest mnóstwo mrugnięć okiem w stronę yaoistek. Rozumiem, że musi to się dobrze sprzedawać, ale czy naprawdę warto tak ukształtowywać połowę fabuły jednego z tomów, aby Shion tańczył ze Szczurem? Jednak osoby, które nie są szczególnie przewrażliwione na punkcie takich rzeczy nie powinno to specjalnie urazić.
Kreska Hinoki Kino przypomina mi trochę tą Adachitoki (Noragami) - porządny rysunek i ciekawe kadrowanie. Chociaż można przyczepić się do całkowitego zignorowania praw fizyki (włosy Shiona, hehe) to na uwagę zasługuje dynamiczność i ruchy postaci. Mimika wypada ubogo, ale wynagradzają to świetne proporcje i specyficznie rysowane oczu. Samo miasto No
.6 nie wygląda jakoś mega futurystycznie, ale dla osób, które tak to odczuwają, pan Kino przygotował niespodziankę - pustka. Tła są prawie niezagospodarowane i potęgują wrażenie dołującego luksusu. Inne elementy miasta, takie jak droidy, wypadają satysfakcjonująco. Trochę brakuje tu tła, ale to dlatego, że jeśli twarz bohatera jest pokazana to głównie w zbliżeniu.
Polskie wydanie prezentuje się nieźle - tłumaczenie Pauliny Ślusarczyk jak zwykle stoi na wysokim poziomie. Całość została przetłumaczona solidnie, ale brak mi tu neologizmów i rzadko używanych słów. Przecież to manga science fiction, halo, było tu takie pole do popisu! Większość onomatopei nie została też wyczyszczona. Za 20 zł dostajemy kolorową, lakierowaną obwolutę i jeden kolorowy obrazek w środku.
Czy "No.6" mogę Wam polecić? Tak, jest to solidnie skonstruowana, ciekawa manga. Ma ona parę wad, ale też bardzo dużo plusów - choćby konstrukcja świata przedstawionego. Jeśli chcecie przeczytać dobry komiks science fiction to z czystym sumieniem odsyłam Was do Empiku czy Yatty.


Autor: Atsuko Asano (scenariusz) i Hinoki Kino (rysunki)
Gatunek: Science fiction, akcja, shojo (z przymrużeniem oka)
Wydawnictwo polskie: Studio JG
Wydawnictwo japońskie: Kodansha

Ocena główna: 7,5/10
Fabuła: 8/10
Bohaterowie: 7/10
Grafika: 8/10
Pomysł: 9/10

1 komentarz:

  1. Ja po przeczytaniu No.6 uznałam, że jest "okej". Ani to złe, ani wspaniałe. Jakoś mnie nie urzekło, ale wyczuwam potencjał. I rozumiem, dlaczego można kochać tą mangę. Kreska jest całkiem ładna (oprócz tła, które jest trochę puste), a jest też ukłon w stronę yaoistek. Tylko Shion trochę przeszkadzał. Pomijając denerwującego bohatera, potrafiłabym nawet polecać No.6.

    OdpowiedzUsuń