czwartek, 14 stycznia 2016

Green Blood #1

Po zakończeniu wojny secesyjnej panuje istny chaos - na przykład w Nowym Jorku. Setki uchodźców, skorumpowana policja, brak bezpieczeństwa i gangi - w takim słodziutkim świecie przyszło żyć Bradowi i Luke'owi Burnsowi. Obaj irlandczycy, próbują zarobić na życie i uciec z miejsca swojego zamieszkania, czyli dzielnicy Five Points. Młodszy, Luke, pracuje uczciwie przy rozładunku statków i musi używać ogromnej siły fizycznej. Starszy, Brad, nie ma pracy. No, może nie naprawdę. Jest płatnym zabójcą i jeśli odpowiednio mu się zapłaci, potrafi wykonać każde zlecenie, oczywiście pod osłoną nocy. Staje na głowie, by Luke się o tym nie dowiedział. Co wyniknie z takiej historii? Przekonacie się o tym czytając "Green Blood".
Na chwilę po przeczytaniu mangi miałem obojętny wyraz twarzy i zastanawiałem się, co w niej widzi tylu ludzi. No niezła historia, takie westernowe klimaty, ale ani to nie jest fabularnie rozwinięte, ani postacie rozbudowane. Jednak jest to jedna z tych mang, po których przeczytaniu trzeba odczekać, za nim powie się o niej źle. Zastanowić się nad sensem, przekazem, potem jeszcze raz ją przeczytać i znów pomyśleć. Jeśli tak się zrobi to w ostatecznym efekcie przed oczami staje nam kawał świetnego komiksu.
Cała historia skupia się na postaci Brada, skonfliktowanego wewnętrznie mężczyzny. Motyw śmierci jest tutaj przedstawiony brutalnie i zdecydowanie - jakby autor chciał pokazać, jak zabójstwo jest nieludzkie i straszne. Sam Brad, to człowiek, któremu zabijanie ewidentnie sprawia ból psychiczny jak i fizyczny, ponieważ przy pomocy noża karze się za swoje grzechy. W historii intrygujące jest też powiewające westernem (nie lubię, ale tu mi szczególnie nie przeszkadzało) tło, oraz mnóstwo nawiązań czy symboliki. Dodatkowo duża ilość przemocy nie jest tu wpakowana na siłę, lecz po to, by na przykład pokazać okropieństwo śmierci. Manga podczas czytania wzbudza w nas konkretne uczucia - złość, odrazę, smutek, satysfakcję. Nie ma tu też dobra i zła, najlepszym przykładem tego jest sam główny bohater, Brad. Świetnie zdaje sobie sprawę z tego, co robi. Jak sam powiedział, tylko dzięki Luke'owi pozostaje ciągle człowiekiem, a nie bestią. Niektórych dziwi, że jest tak dobry w fachu, którego nienawidzi - jednak jest to wyjaśnione później, a charakter Brada i jego osobowość są tak głębokie i skomplikowane, że nie dziwię się, że część osób tego nie rozumie.
W gruncie rzeczy Brad nie jest człowiekiem złym. To mężczyzna po przejściach, któremu życie pokazało już swoją ciemną stronę. Jest chrześcijaninem, którego celem jest pokonanie osoby, która zabiła jego matkę. Równocześnie posiada ogromny żal do ojca i jego również chciałby zobaczyć w grobie. Brad to osoba, która ewidentnie ma coś w rodzaju depresji, ale nie traci jednak woli do życia. Ciągle podąża za swoim celem i dąży do jego spełnienia - dopiero wtedy będzie gotów umrzeć. Jednocześnie nie zatracił zdolności rozróżniania dobra od zła i jest człowiekiem - przynajmniej stara się nim być. Balansuje na krawędzi bestialstwa, nie ma łatwo, lecz ponieważ ciągle ma powód do życia, stara się iść przed siebie. Teraz tylko moja osobista uwaga - jest to bohater genialnie wykreowany, który stanowi chyba w pewnym sensie najlepszą postać, jaka mogłaby uczestniczyć w tej historii.
Dalej Luke - zdający sobie sprawę z tego, co się wokół niego dzieje optymista. Inteligentny, lecz momentami naiwny, wesoły, więc aż dziwne, że po tym, co przeżył ciągle posiafa taką chęć do życia. Posiada też silne poczucie sprawiedliwości, tak jak również wbrew pozorom Brad. Ja Luke'a nie polubiłem - głównie przez jego płytkość, mam więc nadzieję, że w kolejnych tomach jego osobowość bardziej się rozwinie. Chyba jeśli chodzi o bohaterów to pozostaje on najsłabszym ogniwem serii i można by powiedzieć, że został stworzony dla kontrastu między Bradem.
Bohaterowie drugoplanowi i epizodyczni też mają w swoich scenach podkreślony charakter. Ewidentnie zły i budzący odrazę (aż chciałoby się go rozszarpać) syn szefa gangu, inteligentna niewolnica pracująca w saloonie, trudny do rozgryzienia i tak samo jak Brad skonfliktowany wewnętrznie szef gangu - wszyscy świetnie wykreowani, pozostawiający ślad w historii i wpływający na dalszy rozwój fabuły, Takie postacie lubię najbardziej.
Masasumiego Kakizakiego możecie kojarzyć z wydanego również przez JPF jednotomowego horroru "Hideout". Już tam widać było znakomity talent autora oraz charakterystyczną dla jego stylu technikę eksponującą światłocień. Postacie są rysowane naturalnie, ale jakby w krzywym zwierciadle, brzydko. Autor nie zapomina o malutkich szczegółach, umiejętnej perspektywie i ciekawym kadrowaniu. Postacie mają dość duże nosy, dość małe oczy i podkreślone usta. Jest tu wszystko świetnie dopracowane, widać ciężką pracę włożoną w stworzenie mangi. Efekty liniowe i wspomniany wyżej światłocień dodają blasku i piękna rysunkowi. Kiedy już leje się krew to leje się jej dużo, a jest ona narysowana w niepokojący sposób, najczęściej na czarno. Szkoda tylko, że tła czasem zastąpione są pustką lub rastrami. Jeśli ujęcia mają na celu zbliżenie twarzy bohatera to nie ma problemu, jednak czasem przydałby się jakiś budyneczek, cokolwiek, byleby nie ta psychodeliczna pustka. Jednak to wszystko nie zmienia faktu, że rysunek Masasumiego Kakizakiego należy pochwalić - choćby za świetne wpasowanie technik komputerowych (efekty liniowe, rastry).
Uniwersum, w którym dzieje się historia "Green Blooda" jest mroczne, dołujące. Ludzie nie zwracają uwagi na morderstwo w środku dnia, policja też przymknie na nie oko jak będzie się szczodrym i da grosza do kieszonki. Czytelnik ma dziwne wrażenie, że Luke do tego wszystkiego nie pasuje. Poza tym nie jest to typowy western, chociaż momentami powiewa tego typu klimatami. Tak naprawdę, jakby przyjrzeć się temu obiektywnie, mamy tu mało momentów podchodzących pod typowy western.
Trudno powiedzieć, ile uczuć wzbudziła we mnie ta manga - nie narzuca nikomu czyiś poglądów, sama prowokuje refleksje u czytelnika i pozwala się zastanowić nad otaczającym go światem. Autor genialnie nauczył się stosować sztuczki i wszelkie zabiegi fabularne mające na celu wzbudzenie konkretnych emocji u czytelnika. Za to wielki plus.
Polskie wydanie prezentuje się świetnie - za 25 zł dostajemy mangę w powiększonym formacie, z obwolutą, mającą prawie 200 stron, w tym 5 kolorowych. Papier jest dobrej jakości, szczególnie ten na początku (kolorowe strony), a tłumaczenie Pawła Dybały jak zwykle wypada świenie - jedynie w kilku miejscach pousuwałbym drażniące "ok", a w pewnym momencie miałem wrażenie, że w dialogu przydałaby się jakaś partykuła mająca na celu uzachodnienie wypowiedzi. Gdyby jeszcze tylko korekta zauważyła, że czasami jest "Grim Reaper" a czasami "Grimm Reaper", byłoby już naprawdę dobrze.
Podsumowując, pod każdym względem warto zaopatrzyć się w "Green Blood" - choćby po to, aby śledzić intrygujące przygody Brada w świecie przepełnionym złem, gangami i jeszcze raz złem.

Gatunki: seinen, western, akcja, przygodowe      Autor: Masasumi Kakizaki        Wydawnictwo: JPF
Ocena główna: 9/10     Fabuła: 9/10     Bohaterowie: 9/10     Grafika: 10/10     Pomysł: 8/10

4 komentarze:

  1. Na pewno warto zapoznać się z tym tytułem, bez względu na cenę... która w sumie nie jest duża za tak świetnie wydaną pozycję. Historia, kreska, rysunki... <3 Jak tu nie uwielbiać GB? Mam tylko nadzieję że nawet osoby szukające tytułu z dużą ilością krwi i brutalności dostrzegą w tym tytule coś więcej niż tylko to. Nie znam osoby która przeszłaby obok tej historii, świata przedstawionego, obojętnie. Od razu zaczyna się doceniać to, co się ma. : )

    Świetna pozycja którą można tylko polecać dalej. : )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, racja ^^
      Niedługo dostanę w swoje łapki drugi tom, jaram się ^^
      Ty już czytałaś? Tak samo dobry jak pierwszy?

      Usuń