czwartek, 21 stycznia 2016

Death Note #2

UWAGA! W TEJ RECENZJI MOGĄ POJAWIĆ SIĘ SPOILERY DO POPRZEDNIEGO TOMU!
Hej!
Death Note ciągle czaruje, mniej lub bardziej. Ponieważ koleżanka poprosiła mnie o zrecenzowanie drugiego tomu z chęcią przeczytałem go ponownie. Czemu z chęcią? To postaram się wyjaśnić w poniższej recenzji.
O ile w pierwszym tomiku akcja skupiała się na dokładnym przedstawieniu zarówno ciemnej, jak i jasnej strony Lighta, to tu poznajemy innego bohatera, ledwie zarysowanego na początku - genialnego detektywa L'a. W tym miejscu musimy sobie coś wyjaśnić - nie jest to taki "geniusz" jak Shion z No.6, który ma dobre serducho, kałaj minę i dostał jakiś tam dyplom za bycie genialnym. L to naprawdę inteligentna osoba, która umie samemu zrozumieć i wyjaśnić pewne rzeczy... Ale o tym później. Główny zły, czyli oczywiście Light, posiadający słodziachny zeszycik mogący zamordować prawie każdego, najróżniejszymi metodami próbuje zabić L'a. Aby to zrobić musi naturalnie znać twarz i prawdziwe imię detektywa. Poprzez najróżniejsze działania grozi mu i prowokuje zimnego i niestrudzonego L'a, jednak ten korzysta z jego czasem nieprzemyślanych ataków aby dowiedzieć się o nim więcej. I trzeba przyznać, coraz bardziej mu to wychodzi...
Trochę szkoda, że w drugim tomie "Death Note'a" nie ma tego słodko-gorzkiego, sarkastycznego humoru. Jest za to narastająca atmosfera kojarząca się z kryminałem i coraz więcej elementów tego gatunku. Pod koniec czytania czytelnik ma nieodparte wrażenie, że jest to  manga detektywistyczna, ale ciągle na swój sposób specyficzna, ponieważ wiemy, kto jest sprawcą. To nie przeszkadza nam jednak z zapartym tchem śledzić losów L'a i Lighta, na przemian zaskakujących siebie swymi umiejętnościami. Wątki, jak to w kryminałach bywa, są czasami lekko niedokończane by mogły rozwiązać się w najbardziej emocjonującym momencie. Czasami ma się jednak wrażenie, że historia zaczyna komplikować się na siłę. Doprawdy, z tak świetnego pomysłu na geniusza, który ma możliwość zabijania wszystkich złych ludzi, pokazania jego przemiany wewnętrznej zrobiono kryminał. Delikatnie zmarnowany potencjał, aczkolwiek delikatnie. Zaraz udowodnię, że kryminalne wątki wychodzą również na plus. Czemu? Bo dzięki nim można było wykreować ciekawsze postacie.
Na pierwszy ogień idzie L. Momentami czytelnik nie może oprzeć się wrażeniu, że bardziej przypomina on program sztucznej inteligencji niż człowieka. Posiada ogromną zdolność dedukcji, zdaje sobie sprawę z powagi sprawy i ucieka się do wszystkich sposobów, aby tylko móc złapać Lighta. Jest on zimny, spokojny i inteligentny. Stara się zachować możliwe środki ostrożności podczas śledztwa i momentami wydaje się zbyt pozbawiony uczuć, ale to jedynie złudne wrażenie - tak naprawdę czuje, na przykład strach przed ujawnieniem twarzy. Jest świetny pod względem kreacji, chociaż akurat stworzenie L'a pod kątem psychicznym nie było trudne. Za to design postaci to jeden z najlepszych, jakie widziałem. Zresztą sami chyba też możecie to przyznać.
W drugim tomie "Death Note'a" dochodzi nam nowa postać - nie będę mówił imienia, ponieważ może zrobię komuś spoiler, ale jest to była agentka FBI. Tak samo jak L zimna i niezmordowana, lecz odważniejsza od naszego detektywa. To kolejny popis pod względem kreacji, ponieważ tak przenikliwą i inteligentną postać, która równocześnie ucieka od schematów i nie jest wpakowana do historii na siłę, naprawdę trudno stworzyć.
Sam Light odgrywa tu trochę mniejszą rolę niż w pierwszym tomie. Pokazywany jest tu jego ewidentny geniusz i coraz większe szaleństwo. Jakimś cudem ciągle jest o krok dalej niż L i zręcznie mu ucieka. Chociaż to jeden z dwóch głównych bohaterów to nie zrobił tu nic szczególnego. Mogę zdradzić, że w kolejnych tomach na szczęście powróci do statusu głównego bohatera i zrobi coś więcej niż tylko wpisywanie innych do notesiku.
Kreska wypada o dziwo lepiej niż w pierwszym tomie. Takeshi Obata nie boi się przycisnąć ołówka do kartki, ba! robi to bardzo często. W mandze jest naprawdę dużo czerni, o wiele więcej niż bieli i szarości. Nie zapominano tu o tłach i budynkach, a niektóre meble i detale, jak fotel L'a, zostały niezwykle klimatycznie, perfekcyjnie wręcz narysowane. Czasami jednak brakuje tu dynamizmu, takich kilku pociągnięć, które nadałyby ruchu rysunkom, jak na przykład w "One Punch Manie". Jeżdzący samochód wydaje się stać, a ręce L'a, który sięga po herbatkę stoją w miejscu i L jakby nie może po nią sięgnąć, co miejscami daje komiczny efekt.
Postacie jak zwykle wyszły świetnie - Obata ma charakterystyczny styl i dzięki temu każdego z pracowników policji możemy rozpoznać, mimo iż wyglądają podobnie. Proporcje są ciągle zachowywane, a detale, takie jak dłoń, wykańczane i perfekcyjnie cieniowane. Mogę przyczepić się jedynie do momentami zbyt długich nóg bohaterów. Twarze oddane są genialnie, szczególnie bogata mimika. Autor nie zapomina o tym, że jest coś takiego jak mięśnie twarzy i nie każdą minę da się zrobić (moja próba odwzorowania twarzy bohaterek Haganai, to było piękne :D). Widzimy determinację na twarzy Lighta wtedy, kiedy Obata chce, byśmy ją zobaczyli. Naprawdę trudno się tu do czegoś przyczepić.
Tęsknie, za obecnym w pierwszym tomie niepowtarzalnym klimatem, który zszedł na dalszy plan. Bardzo chciałbym powrotu tej niepokojącej symboliki, słodko-gorzkiego, ironicznego tła i atmosfery horroru. Szkoda, że Tsugumi Ohba postanowiła zastąpić to wszystko wątkiem kryminalnym, ale przynajmniej tego typu rzeczy przewijają się gdzieś w tle.
Polskie wydanie nie jest złe. Dostajemy obwolutę jak w poprzednim tomie i wszystko prawie takie samo. Brak tu niestety kolorowych stron, zapowiedź trzeciego tomu jest lekko rozpikselowana i nieczytelnie napisana... Zdenerwowało mnie trochę nieczyszczenie onomatopei w łatwych do wyczyszczenia miejscach, jak podłoga czy rastrowe tło. Tłumaczenie Pawła Dybały jak zwykle wypada genialnie, poza tym pochwalić też trzeba fenomenalną okładkę, w moim mniemaniu jedną z najlepszych, jakie dostały mangi wydane w Polsce.
Podsumowując, Death Note to ciągle klasa sama w sobie, jednak nie czułem takiej przyjemności, jak przy czytaniu pierwszego tomu. Akcja znienacka zmienia kierunek, co wychodzi na złe i na dobre. Jednak i tak z chęcią będę zagłębiał się w kolejne tomy - pani Ohbo, chcemy więcej mroku!

Autor: Tsugumi Ohba (scenariusz) i Takeshi Obata (rysunki)
Gatunek: kryminał, seinen, thriller
Wydawnictwo polskie: JPF
Wydawnictwo japońskie: Shueisha

Ocena główna: 8/10
Fabuła: 8/10
Bohaterowie: 9/10
Grafika: 9/10
Pomysł: 8/10

2 komentarze:

  1. Ja naprawdę lubię to, że Death Note jest kryminałem. Prawdopodobnie to przez moje zamiłowanie do tego gatunku, jednak nie potrafiłabym stwierdzić, że historia komplikuje się na siłę. Przynajmniej jeszcze nie w tym momencie. Dopiero po pewnej śmierci fabuła jakby nie wie, kiedy się skończyć i co ze sobą zrobić.
    Będąc szczerym, kocham tą serię całym serduszkiem i uważam ją za majstersztyk. Głównie spowodowane jest to tym, że to moje pierwsze anime. Zresztą pisałam o tym pod recenzją pierwszego tomu.
    Trzeba przyznać, że postacie są bardzo ciekawe. Tym bardziej, że nie mogę nazwać ich "sympatycznymi", chociaż naprawdę lubię to słowo. Są mroczne, ciekawe i cholernie genialne. A agentka FBI skradła moje serce. Była inteligentna, ale jednocześnie odważna. Ale cóż, nietrudno jest się nabrać patrząc na uroczą i niewinną buźkę Lighta.
    Tak, wiem, moja składnia jest fenomenalna xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kryminały są supi, ale DN trochę stracił na tej przemianie w kryminał. Co prawda ja jestem już na dalszych tomach i historia się rozkręca, ale drugi tomik był słabszy od pierwszego, przynajmniej moim zdaniem

      Usuń