wtorek, 29 grudnia 2015

Dziewczyny z Ruin

Hej!
Ta manga z serii "Jednotomówki Waneko" jest zbiorem czterech krótkich opowiadań, dla których tłem są tytułowe Ruiny. Najlepiej opiszę każdą historię oddzielnie, by zaznaczyć kontrast między nimi.
Pierwszym opowiadaniem są właśnie "Dziewczyny z Ruin". Opowiada ono o Kazeko, młodej uczennicy, która w młodości została na kilka dni uwięziona w Ruinach. Pewnego dnia spotyka ona swoją przyjaciółkę z dzieciństwa, Momokę. Chorowała ona na poważną chorobę i dopiero wyszła ze szpitala. Proponuje Kazeko, by u niej nocowała, a ta z uśmiechem się zgadza. Prowadząc ją do swojego domu w pewnym momencie uderza ją, a dziewczyna traci przytomność. Budzi się przywiązana łańcuchem do części Ruin. Stoi nad nią Momoka. Dziewczyna mówi jej, że ma trzy dni na odnalezienie czegoś, co kiedyś upuściła. Jeśli jej się nie uda - Ruiny wybuchną, a ona sama zginie. Przy okazji każe Kazeko, by szukając owego "czegoś" przypomniała sobie to, co próbowała wyprzeć z pamięci. Chodziło tu o wspomniane już przeze mnie porwanie dziewczyny w młodości...
Według mnie jest to zdecydowanie najsłabsze opowiadanie w mandze. Melancholijna i pełna rozważań fabuła współgra z przypominaniem sobie fragmentów porwania. I to jest minus, pytacie? Tak, bo dałoby się te rozważania przedstawić o wiele lepiej, bardziej naturalnie. Samo opowiadanie można by rozłożyć równie dobrze na dziesięć tomików mangi, ponieważ historie da się rozwinąć, uwiarygodnić. Zmarnowany potencjał widać tu na każdym kroku. Jedynym plusem jest steampunkowy, mroczny klimat oraz właśnie Ruiny - perfekcyjnie przedstawione, dodające dozę niepewności i zapadające w pamięć. Cóż, można by w tym uniwersum stworzyć lepszą historię. Tylko zakończenie tak naprawdę trzyma jakiś poziom.
Druga opowieść jest moją ulubioną. "Człowiek, który widział muzykę" (lub "Mężczyzna, który widział muzykę", tytuł jest raz taki a raz taki) opowiada o starcu, który kochał muzykę. Dzięki swojej pasji stworzył niezwykły wynalazek - organy, na których można grać kilka dźwięków w tej samej chwili. Wtedy jednak pewien mężczyzna o imieniu Kurokawa udoskonalając owe organy zyskał jeszcze większe uznanie i sławę. Przygnębiony starzec (chociaż wtedy był jeszcze młody) stracił cały zapał i miłość do muzyki. Pewnego dnia, po spotkaniu z osobliwym młodzieńcem, zyskał nową perspektywę na świat oraz dostał szansę do rozważań, kto tu naprawdę jest winny...
Genialna historia i chociaż skomplikowana i pogmatwana to skłaniająca do refleksji. Halucynacje starca przedstawiają muzykę jako coś materialnego, lecz nieuchwytnego - nad tym też warto się zastanowić. Ruiny odgrywają tu mniej znaczącą rolę niż w pierwszym opowiadaniu, lecz to w sumie dobrze, ponieważ mogłyby rozpraszać uwagę czytelnika. Równocześnie poznajemy tu spojrzenie na świat autorki - miejscami trafne a miejscami nie, jednak to kwestia sporna, ponieważ każdy spojrzenie na świat ma inne. Plus za świetne wykreowanie głównego bohatera - mężczyzna ma wielowarstwowy charakter oraz próbuje za pomocą dochodzenia dojść do sedna sprawy z organami, co przedstawia jego tok myślenia. Zdecydowanie warto zaznajomić się z tą opowieścią.
Trzecia historia to "Dziewczyna z szuflady". Opowiada ona o młodej, chorującej dziewczynie, do której przychodzi niezwykle przystojny doktor. Kiedy umiera, dziewczyna bierze za niego jego brata bliźniaka. Ten, prawie zabity z pewnego powodu przez jej siostrę, zostaje uratowany przez główną bohaterkę. Opiekuje się nim ona, a wtedy chłopak zakochuje się w niej po uszy. Istnieje jednak pewnien problem - ona nie wie, że tak naprawdę to brat bliźniak prawdziwego doktora, a sprawa zaczyna być jeszcze bardziej pogmatwana, gdy dziewczynie choroba się pogarsza a lek okazuje się nie być lekiem tylko...
Ano tak, uwaga na spoilery. Ta historia to prosta opowieść o miłości, która pokazuje jej siłę. Nie ma tu jakichkolwiek zwrotów akcji, epickich momentów czy dramatu. Niezbyt skomplikowana, dobrze napisana i łatwa w odbiorze, w przeciwieństwie do poprzedniej. Postacie, chociaż mało rozwinięte, są dobrze wykreowane, jednak niestety równocześnie typowe i dość schematyczne. Mimo to ta cała prostota jest zdecydowanym plusem i sprawia, że historię, a raczej historyjkę czytało się przyjemnie i dobrze, chociaż nie jest ona ani rewolucyjna, ani rewelacyjna.
Ostatnią opowieścią jest "Wzgórze kapeluszy". Opowiada ona o kapeluszniku, szyjącym kapelusze dla arystokratów. Kocha on pieniądze, sławę, pieniądze i jeszcze raz pieniądze. Jego matka za to była człowiekiem ubogim, ale z dobrym sercem. Szyjąc kapelusze dla zmarłych traktowana była jako ktoś niżej postawiony od innych, lecz mimo to nie chciała przerzucić się na robienie kapeluszy dla króla, arystokracji czy rodziny królewskiej. Kiedy młody kapelusznik gubi się w lesie, trafia do - jaka niespodzianka! - Ruin, a tam musi wykonać pewne zadanie aby z nich wyjść.
W opowiadaniu rzuca się w oczy wstawiony na siłę humor paskudnie skopiowany od niepowtarzalnego stylu przedstawiania komicznych sytuacji według Hiromu Arakawy. Dodatkowo psuje on pewien stopień melancholii zawartej w mandze, a co za tym idzie, całą jej kompozycję. Dalej widzimy wepchnięty happy end, któru popsuł wszystko. Można by z tego zrobić bardzo dobrą historię, ale tego autorka chyba nie chciała, bo wszystko popsuła. Kapelusznik jest mistrzem w zmienianiu zdania i bynajmniej nie można tego tłumaczyć dojrzewaniem. Gdyby w całych "Dziewczynach..." ograniczyć się do dwóch środkowych historii, przy okazji je trochę wydłużając, mieliśmyby bardzo udaną mangę. A tak, to...
Muszę powiedzieć również kilka słów o kresce. Postawiono tu na realizm. Twarze pięknie wycieniowane i narysowane krągłymi liniami idealnie oddają charakter mangi. Wyidealizowano tu delikatnie mężczyzn i zrobiono im niepasujące do innych elementów komiksu rzęsy, takie jak te kobiece. Miejscami dla podkreślenia dramatyzmu sytuacji są rastry zamiast tła, ale głównie rolę tła pełnią - a jakże - Ruiny! Narysowane z perfekcyjną dbałością o szczegóły, powiewające steampunkiem, delikatne a zarazem mocne. Tsukiji Nao jednak nie rysuje takich szczegółów i Kaoru Mori (Opowieść Panny Młodej) - są one zupełnie inne, ale na pewno nie gorsze, bo jak już wspominałem postawiono tu na realizm. Proporcje za to, niestety, wypadają słabiej. Spójrzmy na fatalny rysunek Momoki na tyle obwoluty - ma nogi dwa albo trzy razy dłuższe od tułowia. W dodatku są one w takiej pozie, że próbując ją odwzorować w pewnym momencie dałem sobie spokój. Przy - nie oszukujmy się - dość nieumiejętnym rysunku ludzkiego ciała ryzykowne było użycie tu nietypowych kadrowań. Nadało to jednak historii specyfiki i wyszło na plus. Chciałbym jeszcze dodać, że najbardziej zauroczyło mnie materialne przedstawienie muzyki w rozdziale drugim. Można się na to gapić i gapić. Wybaczam więc drobne błędy anatomiczne, by móc z zapartym tchem podziwiać szczegóły i ewidentnie niezwykle rozbudowany warsztat rysowniczki. Jeśli "Dziewczyny..." dobrze się sprzedadzą, może zostanie u nas wydany "Adekan", inna manga tej autorki. Chociaż to shojo przepełnione bishonenami, to kupiłbym jeden tomik, by móc napatrzeć się na rysunki.
Polskie wydanie jest... niezłe. Obwoluta wykonana została z niezwykle miłego w dotyku papieru, jednak ma to też duży minus - prześwituje. Tak, obwoluta prześwituje na tyle ukazując mi zabawną historyjkę na okładce. Może Waneko powinno zastanowić się nad wybieraniem twardszego papieru, by uniknąć takich niespodzianek? Poza tym niezgodność tytułu drugiego opowiadania - w spisie treści jest to "Człowiek, który widział muzykę", a już w mandze "Mężczyzna, który widział muzykę". Szkoda również, że mamy tu tylko jedną kolorową stronę. Za to podoba mi się powiększony format, specjalnie dla serii "Jednotomówki Waneko". Miło zobaczyć te wszystkie piękne szczegóły większe i wyraźniejsze.
Podsumowując, mangi nie polecam, chyba, że ktoś chce jedynie poczuć mroczny klimat i pogapić się na piękne detale. Dwie historie są dobre, dwie nie. Jeśli tak jak ja kochasz steampunk i chcesz wydać 20 zł na możliwość oglądania ślicznych rysunków i jedną wartościową, a drugą po prostu sympatyczną historyjkę (nie będę mówił o pierwszej i ostatniej, bo nie są one ani wartościowe, ani sympatyczne), to śmiało pójdź do Empiku, wejdź na Yattę czy Mangardena i zaopatrz się w tą mangę. Może przypadnie Ci do gustu bardziej niż mi?

Gatunki: dramat, romans, komedia             Autor: Tsukiji Nao               Wydawnictwo: Waneko
Ocena główna: 5/10        Grafika: 9/10         Fabuła: 4/10       Bohaterowie: 5/10         Pomysł: 9/10

PS     1. W styczniu będę pracował nad zupełnie nowym, odświeżonym wyglądem bloga - powinien być mniej więcej za miesiąc
2. Jeśli chcecie recenzję jakiejś konkretnej mangi, piszcie w komentarzu. Może okaże się, że już ją mam/zamierzam kupić?

4 komentarze:

  1. Aż wzięłam swój tomik do ręki żeby zobaczyć czy prześwituje. I faktycznie, trochę z tyłu na tej białej części, ale na początku tego nie zauważyłam. :D
    Opowiadania nie były na jakimś bardzo wysokim poziomie, ale wszystkie mnie zadowoliły. Jak na jednotomówkę, to z tego tytułu jestem zadowolona. Kreska rzeczywiście przepiękna, ale te błędy (szczególnie w rysowaniu oczu) mnie potrafiły nieźle zirytować. Takie drobnostki, a potrafiły zepsuć cały kadr. xD
    Chętnie przeczytałabym Twoją opinię o Higurashi, Tokyo Ghoulu, Deadman Wonderlandzie albo Wzgórzu Apolla, bo w historii postów nie zauważyłam o nich wzmianki. ^^
    Pozdrawiam~! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nom, oczy potrafiły zepsuć wszystko. Najpierw myślałem, że kapelusznik z opowiadania czwartego to kobieta xD (to przez te rzęsy).
      Co do mang, które wymieniłaś, Higurashi raczej nie przeczytam, Tokyo Ghoula mam w planach, Deadmana czytałem, ale nie umiem zrobić recenzji tej mangi - jest to biopunkowy horror, w którym najważniejszą rolę pełni przemoc, ale komiks sam chyba prosi się o nie branie go na poważnie - cóż, może kiedyś siądę, przeczytam jeszcze raz, zastanowię się i napiszę, ale wątpię.
      Co do Wzgórza Apolla - wczoraj przyszły do mnie trzy tomiki, już wziąłem się za pierwszy i z wielką chęcią zrecenzuję kiedy już przeczytam ;)

      Usuń
  2. Nie jestem przekonana do jednotomówek... rzadko która potrafi zdobyć moją sympatię na tyle, by ją sobie zakupić :)

    A może czytałaś Kagen no Tsuki, które i ja zrecenzowałam na moim blogu: http://wymarzona-ksiazka.blogspot.com/2016/01/recenzja-mangi-kagen-no-tsuki-ai-yazawa.html ?

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. *czytałem, jestem chłopakiem :)
      Co do Kagen no Tsuki to nie, ale może kiedyś - z uwagi na małą ilość tomów penie kiedyś się za to zabiorę ;)

      Usuń