poniedziałek, 21 grudnia 2015

Death Note #1

Hej!
Miałem robić recenzję którejś mangi z ankiety, jednak wszystko się poplątało i musiałem wcześniej wyjechać na Święta, przez co nie mam przy sobie tych pozycji i nie mogę żadnej opisać. Za to byłem ostatnio na konwencie - rzeszowskim "Lotusie" (jak wgram zdjęcia na komputer to zrobię relację) i kupiłem masę mang - jedną z nich jest Death Note, który tak mnie wciągnął, że recenzję musiałem zrobić obowiązkowo.
Wielu z Was zapewne zna tą niezwykle popularną serię, jednak i tak trzeba zrobić opis fabuły. Głównym bohaterem tej mangi jest Light - młody geniusz, zdobywający najlepsze wyniki z testów w całej Japonii. Jego życie zmienia się jednak, gdy znajduje Death Note. Jest to zeszyt należący do boga śmierci, Ryuka. Wystarczy wpisać tam imię i nazwisko danej osoby, wyobrazić sobie jej twarz, ewentualnie podać przyczynę i czas śmierci a wtedy proszę - nieszczęśnik ginie. Light ma dość sprecyzowane poglądy na temat obecnego stanu świata, więc notes okazuje się spełnieniem jego marzeń - może on wreszcie pozabijać wszystkich przestępców i stworzyć świat idealny. Ryuk, bóg śmierci, wedle pewnej zasady Death Note'a musi towarzyszyć Lightowi czy mu się to podoba, czy nie, jednak nikt inny go nie widzi. Trochę to pogmatwane, no nie? Ale tylko na pierwszy rzut oka. Tajne służby i wszelkiej maści agenci, zaczynający dostrzegać niezwykle dużą ilość umierających na zawał (bo takie przyczyny śmierci wybierał Light) przestępców, wynajmują genialnego detektywa o pseudonimie L, by zbadał tą sprawę...
Rozumiem, czemu ta manga jest tak popularna. Chodzi tu o słodko-gorzką, ironiczną historię, w której miesza się mnóstwo interesujących wątków z walką dwóch geniuszy na odległość. Coraz to bardziej interesujące plany, ze zręcznie wplecionymi rozmowami dają niesamowity efekt. Podoba mi się również ciekawy, nietypowy pomysł, zresztą świetnie zrealizowany, ale dobrze, przejdźmy do rzeczy.
Wspomniałem już o ironii - to ona odgrywa ważną rolę w mandze. Czy nie tego chcieliby ludzie, świata idealnego, braku przestępców? No właśnie, to próbuje zapewnić ludziom Light, a rząd w nagrodę poszukuje go i śledzi. Czy w naszych marzeniach chodzi o sam efekt, czy też sposób realizacji? Czy nie powinniśmy się czasem zastanowić, zanim czegoś zapragniemy?  Czy jeśli mamy wszystko, to mając jeszcze więcej możemy oszaleć? Czy czasem lepiej mieć mniej? Takie pytania zadaje nam "Death Note", a co najlepsze, musimy odpowiedzieć na nie sami.
Bohaterowie są bardzo rozbudowani, szczególnie nasz morderczy geniusz. Pokazane jest, jak przez Death Note zaczyna wariować, bo, co ciekawe, spełniają się jego marzenia. L na razie jest bardzo tajemniczy i widać jedynie, że dysponuje ogromną wiedzą. Rząd jest też wyraźnie coraz bardziej zestresowany sprawą zeszytu i widać oznaki tego stresu. Łatwo utożsamić się z postaciami drugoplanowymi, ponieważ pierwszoplanową jest w pierwszym tomiku tylko Light. Widać stopniową przemianę charakteru chłopaka, pokazane jest też, że każdy człowiek ma również swoją ciemną stronę, którą rzadko pokazuje.
Kreska w tej mandze jest jedną z moich ulubionych. Pierwszą recenzją na blogu było All You Need Is Kill, tego samego autora, Takeshiego Obaty. O ile tam poszedł na całość, ponieważ wspomniana wyżej pozycja jest głównie mangą artystyczną, tutaj musiał się troszkę ograniczyć. Widać dbałość o anatomię, twarze oraz tła. Autor nie boi się nietypowych póz, skomplikowanej mimiki oraz na uwagę zasługuje świetna kreacja Ryuka. Umiejętne posługiwanie się światłem i mocne cieniowanie to kolejne uroki mangi. Jedynym minusem jest miejscami lekka przesada z użyciem czerni i wspomnianych wcześniej cieni. Dochodzi jeszcze do tego zbyt mocne przyciskanie ołówka przy tłach, a zbyt słabe przy postaciach.
Klimat - o tym zdecydowanie muszę napisać. Chociaż jest to manga pozbawiona walk (i fanserwisu) a skupia się głównie na rozmowach i obmyślaniu planów, powiewa mrocznym, lekko psychodelicznym nastrojem. Komiks zaliczany jest czasem do thrillerów albo horrorów - według mnie jest to thriller psychologiczny. Przyprawiające o ciarki szaleństwo w oczach Lighta, jego przemiana - wszystko to budzi w czytelniku odrazę pomieszaną z fascynacją. Brak tu też rozbryzgów, krwi i beztrosko latających w powietrzu kończyn. Jest za to też delikatne wplecenie kryminału w świetne, i tak, uniwersum.
Trudno powiedzieć ile emocji wywołała we mnie ta manga. Może zbytnio ją odczuwam, ale taki był właśnie zamierzony efekt autora - przemówić czytelnikowi do rozsądku. Człowiek to istota, która byłaby nijaką kreaturą bez charakteru, gdyby nie otaczający ją świat. To właśnie on kreuje naszą osobowość, nasze cechy. Light był geniuszem, który żył spokojnie, z kochającą go rodziną. Właśnie przez Death Note stał się potworem. Czy to nie ironia? Czy autor nie pokazuje, jak łatwo zamienić człowieka w coś złego?
Polskie wydanie jest bardzo dobre. Chociaż manga wychodziła w 2007 roku (w Polsce), tomiki mają obwoluty (jak dobrze, że nie lakierowane, zepsułoby to klimat), a tłumaczenie jest świetne. Paweł Dybała przyzwyczaił nas do polskich gier słów, tłumaczenia dosłownego wtedy, kiedy trzeba a bardziej przystosowanego do polskich czytelników. Brawa dla wydawnictwa JPF!
Jeśli mam podsumować, już po pierwszym tomiku uwielbiam ten komiks. Co prawda nie jest to tak genialne i doskonałe dzieło jak FMA, to wszystko stoi na niezwykle wysokim poziomie. Polecam fanom thrillerów psychologicznych. I nie tylko. Niezależnie od tego, czy lubisz shonen, shojo, czy jeszcze coś innego, musisz to przeczytać.

Gatunki: thriller psychologiczny, dramat, kryminał     Autor:  Tsugumi Ohba, Takeshi Obata      Wydawnictwo: JPF
 Ocena główna: 9/10     Grafika: 8,5/10     Fabuła: 9/10      Bohaterowie: 9/10    Pomysł: 10/10

6 komentarzy:

  1. 331... Nie!...332 wyświetlenia! Gratulacje Ante... NiepozornyKlockuLego :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kim ty jesteś, anonimku, że mnie znasz ;)? Ja wiem, że ktoś z wiki, ale kto ;-; I dzięki :)

      Usuń
    2. Pomyśl... Kto może komentować jako anonim?

      Usuń
  2. Myślę, że Death Note jest dobrą serią na początek przygody z anime i mangą. Ja od niego zaczęłam i się cieszę. Nie ma tam podtekstów, rozebranych dziewczyn, ani zbyt wiele krwi. To znaczy, wiemy, że wiele osób umiera, ale flaki nie rozwalają się po ekranie (chociaż ja bym nie pogardziła, lubię takie klimaty). Oczywiście, można zacząć z jakimś tasiemcem, ale jestem pewna, że jeszcze nie przeciągniętego na ciemną stronę mocy człowieka zniechęciłyby fillery oraz ilość odcinków ^^
    A do tego ja kocham thrillery w każdej postaci. Do tego dochodzi sentyment do Death Note. Miłość gwarantowana! Pozdrawiam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taak, Death Note jest świetny. Tylko podobno Chiny wpisały go na swoją czarną listę mang i anime, w których występuje przemoc, terroryzm albo pornografia (!) ;-;.
      A co do flaków na ekranie to ja nie lubię, bo ani to mnie nie straszy (animowana krew do mnie nie przemawia), ani do nie jest ważne dla fabuły.
      Na rozpoczęcie przygody z mangą i anime to oprócz DN polecam jeszcze Fullmetal Alchemist. Genialna fabuła i postacie. Chociaż dla miłośników thrillerów to jednak "Notes Śmierci" lepszy. No właśnie, thrillery - też je kocham i na pewno pojawi się więcej recenzji mang z tego właśnie gatunku :D

      Usuń