środa, 11 listopada 2015

Noragami #1

Na tegorocznym Falkonie (jeśli chcecie mogę zrobić relacje) kupiłem niesamowitą ilość mang, gdy urządziłem szturm na stoisko naszej kochanej Yatty. Wśród nich znalazło się i Noragami, na które od trzech miesięcy odkładałem pieniądze. Cóż, nie zawiodłem się.
Zacznijmy od tego, że Noragami jest bardziej znane jako mające coraz większą popularność anime zgrabnie łączące okruchy życia z fantasy. Koleżanka (tak Frania, o tobie mówię) gorąco mi je polecała, jednak wiecie jak to jest - najpierw musiałem skończyć Durararę, potem obejrzałem jakieś tam inne anime i w końcu nie zdążyłem obejrzeć Noragami. Właśnie dlatego tak ucieszył mnie fakt, że komiks zostanie wydany w Polsce przez Studio JG.
Manga opowiada o bogu, który przybył na Ziemię i z niezbyt dobrym efektem próbuje zarobić pięniądze. Pewnie powiecie, że śmierdzi to na odległość niezwykle udanym anime Hataraku Maou-sama? Nie do końca, ale przejdźmy do rzeczy. Ma on na imię Yato i gdzieś tam daleko, w swoim świecie był bóstwem wojny, dzierżącym swój potężny miecz zwany Wiernym Ostrzem. Gdy z niewiadomych przyczyn pojawił się na Ziemi, zaczął zamieszczać swoje ogłoszenia "Yato: Usługi na zamówienie" gdzie tylko się da, jednak tak, aby mogli je przeczytać tylko ludzie naprawdę potrzebujący pomocy. Za każdą pracę trzeba zapłacić mu pięć jenów (około 15 groszy), a wtedy "Modły zostaną wysłuchane". Tak właśnie dzielny bóg w dresie zaczyna zarabiać i chociaż marnie mu to idzie a usługi są zwykle niewdzięczne (naprawianie zlewu, szukanie zagubionego kotka) to trzeba sobie radzić. Potem robi się coraz gorzej - jego Wierne Ostrze ulega uosobieniu i dezerteruje, a Yato zostaje bez oręża. Następnie jest jeszcze mniej fajnie - pewna fanka wrestlingu o imieniu Hiyori ratuje go spod kół samochodu i staje się pół człowiekiem pół demonem, mogącym w każdej chwili opuścić swe ciało by dryfować w powietrzu jako duch, a nowym orężem boga w dresie staje się przechodzący dojrzewanie nastolatek...
Trochę to zagmatwane, co? Nawet po przeczytaniu pierwszej części nie rozumiem jeszcze paru rzeczy. Widać, że wydarzenia zaprezentowane nam w pierwszej części mangi są wstępem do czegoś większego i bardziej rozwiniętego. Ten wstęp jednak udał się znakomicie. Czuć, że chociaż akcja jest na razie wolna i stonowana, to niedługo ruszy z kopyta i będzie gnać do przodu. W pierwszym tomiku mangi Yato daje zagłębić w fascynujący świat bóstw, demonów, dziewczyn żalących się w szkolnej toalecie, i zbuntowanych mieczy. Mam nadzieję, że wszystko, co na razie jest niezrozumiałe i pogmatwane wyjaśni się w kolejnych częściach.
Kreska? Bardzo dobra. Niestety to, że autorka nie ma jeszcze do końca wyrobionego stylu daje się we znaki. Czasem Hiyori na jednej stronie rozmawiając z Yato wygląda inaczej niż ta na drugiej stronie. Mimo to na pewno nie jest źle, raczej, jak już pisałem, dobrze. Zakochałem się też w rysunku demonów latających beztrosko tu i ówdzie. Cudów jak w Otoyomegatari czy Mushishi nie doświadczymy, jednak myślę, że w kolejnych częściach autorce wyrobi się ręka.
Postacie na razie trudno ocenić, lecz sądzę, że będą jednymi z najlepiej wykreowanych w aktualnie wychodzących mangach. Każda ma swój niepowtarzalny i nieszablonowy charakter, swoje zachowanie, swój styl bycia. Yato na przykład podchodzi do świata z dystansem, jednak poważniejszych rzeczy nie olewa i nie zamiata pod dywan, tylko się za nie bierze. Hiyori zdaje się być osobą cichą, nieśmiałą, lecz w głębi serca zdecydowaną i stanowczą. Widać, że powoli kształtuje się na coś więcej niż tylko grzeczną dziewczynkę (ekhm, to fanka profesjonalnego wrestlingu, ekhm). Yukine, czyli wiecznie zbuntowane ostrze jest przepełnione sarkazmem, goryczą i niechęcią do całego świata. Poznajemy go na końcu i już wiemy, że będzie to najbardziej wkurzający element serii, w pozytywnym tego słowa znaczeniu.
Kolejny plus to brak wstawionej na siłę komedii. Przecież można by zrobić miliard żartów o bogu w dresie, czego przykładem jest wspominane już wcześniej Hataraku Maou-sama. Tym razem autorka zrezygnowała z tanich dowcipów, co okazało się genialnym posunięciem. Jeśli ma pojawić się już jakiś żart, to musi on powalić czytelnika na kolana.
Polskie wydanie jest godne pochwalenia. Świetna, lakierowana obwoluta, prześliczna strona tytułowa i tłumaczenie godne Pauliny Ślusarczyk są warte poświęcenia dodatkowych trzech złotych. Tak spodobała mi się obwoluta, że aż czytałem zdejmując ją by mi się nie zniszczyła <3. Studio JG sprawiło mi miłą niespodziankę.
Podsumowując, naprawdę warto przeczytać Noragami. Kiedy już przeczytacie pierwszy tom trudno będzie nie czekać na premierę kolejnego. Pierwsza część mangi jest bardzo dobrze przygotowanym wstępem do rozległej historii o pomniejszym bóstwie wojny, fance wrestlingu i zbuntowanym nastolatku.

 Gatunki: fantasy, okruchy życia, shonen     Autor: Adachitoka    Wydawnictwo: Studio JG
Ocena główna: 8,5/10     Grafika: 7/10       Fabuła: 8/10        Bohaterowie: 8,5(po zastanowieniu)/10    Pomysł: 9/10


PS Ogłoszenia:
  • jeśli chcecie relacje z Falkonu piszcie w komentarzach
  • niedługo pojawi się recenzja anime i pierwszy ranking
  • jeśli chcielibyście, bym zamieszczał na tym blogu fanfik parodiujący znane anime i mangę Tokio Ghoul pod tytułem Tokio Żul (tak, wiem xD) piszcie w komentarzach.
EDIT: Poprawiłem błędy

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz